Wszystko smakuje jak kurczak

Aneta Zawadzka-Karwowska

Co było pierwsze: jajko czy kura? Markus Bennemann odpowiada na to pytanie bez chwili zawahania. Jego historia jedzenia uwidacznia komfortową sytuację, w jakiej znalazła się ludzkość.  „Kiedy w porze lunchu siadasz w parku na trawie ze swoją kanapką, nie tylko jesz chleb, w pewnym sensie także w nim siedzisz. Zboża należą bowiem do traw, a ogromne złociste łany pszenicy, przez które wiatr przesuwa się miękkimi falami, są w gruncie rzeczy niczym innym jak perfekcyjnie przystrzyżonym angielskim trawnikiem”, pisze Bennemann. Ten niemiecki autor, z wykształcenia historyk i literaturoznawca, z pasji biolog, zebrał wiele podobnych przykładów, by w barwny i przekonujący sposób opowiedzieć o naturalnej historii jedzenia. W Narodzinach smaku prowadzi czytelnika przez paleozoik i mezozoik, by zatrzymać się w teraźniejszości. Niczym profesjonalny szef kuchni zaprasza do swojej „restauracji”: w karcie znalazły się sery, owoce morza, ryby, a także grzyby, sałatki, jajka i mięso. Jest i wino, od którego, jak się okazuje, jesteśmy ewolucyjnie oddaleni o około 1,5 miliarda lat. Oraz napój, bez którego wielu nie wyobraża sobie normalnego funkcjonowania – czy pijąc o poranku pierwszą filiżankę kawy, zastanawialiście się kiedyś, skąd się wzięła? „Co skłoniło krzewy kakaowca do wytworzenia tej kofeinowej rozkoszy, która każdego ranka stawia mózg na nogi, by potem pomagać mu przez cały dzień przedzierać się przez bilanse, pilne e-maile albo najlepsze oferty promocji tanich lotów?” – pyta Bennemann, a potem szuka odpowiedzi na tę i podobne wątpliwości.

Omawiając sieć powiązań, zachęca do eksplorowania świata znajdującego się na talerzu. Warto podążyć za autorem: proponuję, żebyście zrobili teraz prosty eksperyment degustacyjny. Zatkajcie nos i spróbujcie najpierw soli, potem cukru, a na końcu szczypty pieprzu i, powiedzmy, odrobiny cynamonu. Nawet wyrafinowani pasjonaci jedzenia mogą być zaskoczeni, że to nie podniebienie czy język odgrywają najważniejszą rolę w akcie smakowania. Wynik tego doświadczenia pokazuje za to, że istnieją dwie substancje, należące do bardzo starych i podstawowych, które mają kluczowe znaczenie i którym zatkany nos w niczym nie przeszkadza; wciąż czujemy ich smak.

Pytanie o początki jedzenia staje się dla Bennemanna motywem do podjęcia refleksji dotyczącej tego, co nam dzisiaj smakuje i dlaczego tak się dzieje? Czy z uzyskanych odpowiedzi możemy „wyciągnąć jakąkolwiek naukę o tym, dlaczego tak nas to pociąga, czy nam to służy i czy w ogóle powinniśmy po to sięgać?”, zastanawia się autor. Jak wytłumaczyć ludzką skłonność do delektowania się rybą rozdymką, w której skórze obecna jest silnie trująca neurotoksyna? W Japonii, gdzie fugu uchodzi za delikates, mogą ją przyrządzać wyłącznie kucharze z odpowiednim certyfikatem. Nie brakuje jednak amatorów, którzy decydują się na ryzyko i przygotowują ją sami. Nie odstraszają ich wiadomości o notowanych corocznie przypadkach zatrucia. Dlaczego niektórzy Koreańczycy podejmują ryzyko i spożywają świeżo odcięte macki małych ośmiornic, skoro owe macki nadal potrafią przyssać się do języka i gardła, powodując realne ryzyko uduszenia?

Czyżby zawsze chodziło wyłącznie o smak? Bennemann kieruje naszą uwagę w stronę grzybów, określanych jako „smakowity dar ewolucji”. Może ludziom bardziej podoba się ich zdolność do wywoływania określonych stanów psychicznych? Autor wspomina o Samach, wśród których rozwinęła się tradycja wykorzystywania muchomorów czerwonych do psychodelicznych „podróży”. Podobnie rzecz ma się z napojami procentowymi, które wzięły się w naszej kuchni za sprawą poszukiwania przez człowieka sfermentowanych owoców. To nie smak gra tu pierwsze skrzypce – nie ma co do tego wątpliwości.

W równie stanowczy sposób Bennemann rozprawia się z odwiecznym pytaniem ludzkości: co było pierwsze, jajko czy kura? „Oczywiście jajko, złożone ponad 300 milionów lat przez Hylonomusa” [chodzi o rodzaj najstarszego znanego nauce gada – przyp. red.]. Z kurczakami wiąże się zresztą inna ciekawa historia. Autor wspomina, że rocznie zabija się ok. 75 miliardów tych zwierząt na potrzeby konsumpcji. Jest to prawdopodobnie pierwsza sytuacja w dziejach Ziemi, kiedy istnieje tyle osobników jednego gatunku ptaka. Może to owa masowa popularność sprawiła, że w pewnym momencie kurczaka zaczęto traktować jako obiekt kpin? I każdą nową potrawę przyrównywać w smaku do kurczaka? Gdy Bennemann chciał spróbować dania o nazwie alligator bites, usłyszał podobne wyjaśnienie.

Dziś jako ludzie znajdujemy się w komfortowej sytuacji, przekonuje Bennemann. Mamy bowiem do dyspozycji tyle sposobów odżywiania, że wyróżniamy się na tle wszystkich innych stworzeń. Niektórzy uczeni zaproponowali nawet, żebyśmy posługiwali się jeszcze bardziej wyrazistą metaforą: „biorąc pod uwagę odwieczne użycie ognia w kuchni oraz naszą od co najmniej 20 tys. lat udokumentowaną umiejętność rozdrabniania, mielenia, suszenia i fermentowania żywności, twierdzą, że to osobliwe stworzenie, które niegdyś – wraz z resztą Ziemi – powstało z pyłu gwiazd, a potem wymyśliło haute cuisine, powinno się właściwie nazywać cucinivor – »zjadaczem kuchennym«”.

Widoczne na każdym kroku literackie zacięcie autora oraz jego niewątpliwe poczucie humoru pozwalają przebyć ową długą drogę, od pyłu gwiazd, od pierwszych traw – do dzisiejszej kromki pieczywa, i to bez śladu znużenia. Porównania są tu soczyste i wyraziste, niczym składniki potraw, o których wspomina. Niewątpliwą zaletą narracji jest także odwoływanie się do malarstwa i filmu. Ryby płaskie, u których oczy nie są umieszczone symetrycznie na wierzchu głowy, ale przesunięte specyficznie w bok, przypominają bohaterów obrazów Picassa. Kto zaś oglądał Flinstonów, być może pamięta, jak obgryzający wielką kość Fred na zarzut, że spożywa za dużo mięsa, odpowiada, iż jego ojciec przez całe życie nie jadł nic innego i dożył „dumnego wieku 38 lat”. Po lekturze książki Bennemanna staniemy się trochę większymi niż Fred Flinstone koneserami jedzenia, i raczej przestanie nas zadowalać tłumaczenie, że wszystko smakuje jak kurczak.