Turystyka i związki
Inga Iwasiów
Nowa powieść Abdulrazaka Gurnaha ma wiele cech łączących ją z poprzednimi, a jednocześnie potrafi zaskoczyć. Liczne interpretacje dorobku zanzibarskiego autora piszącego po angielsku wykorzystują teorię postkolonialną, takie było też uzasadnienie Akademii Szwedzkiej, przyznającej mu w 2021 roku nagrodę za opisywanie skutków kolonializmu i uchodźstwa. Na historię Afryki Wschodniej najtragiczniej oddziałały Wielka Brytania i Niemcy, zwłaszcza w latach 1914—1918, gdy Tanzania, Kenia, Rwanda, Burundi, Mozambik i Zambia stały się „zamorskim” terytorium I wojny światowej. Do tych wydarzeń nawiązują Powroty. Decyzja, by pisać po angielsku, dostarcza krytykom paliwa: oznacza przecież używanie języka oprawców. Na antypodach tej decyzji, motywowanej przez pisarzy naturalizacją angielszczyzny w kolejnym pokoleniu, leży konsekwentne wprowadzanie własnych kulturowych idiomów. Gurnahowi zarzucano między innymi dopasowanie do oczekiwań globalnych odbiorców, oprowadzanych po egzotycznej, skąpanej we krwi krainie. Pisanie w suahili prawdopodobnie pozostawiłoby jego okrutne i czarowne historie w niszy.
Należę do czytelniczek uwiedzionych metodą pisarską stosowaną w Raju, Powrotach czy Nad morzem. Odtwarzana bez upiększeń, autonomiczna historia Afryki Wschodniej współistnieje w nich z wyobraźnią magiczną oraz analizą społeczną. Odpowiadają temu kompozycja i narracja: skoncentrowana na doświadczeniach bohaterów, podążająca za nimi szlakami wczorajszych karawan i dzisiejszych autobusów. W centrum powieści stoi zwykle kilka osób, mężczyzn i kobiet – przez pryzmat ich losów poznajemy relacje rodzinne, ekonomię, tryb życia na wsiach i w miastach. Bywają śmiałymi eksploratorami, są odporni, choć wrażliwi. Tłumią uczucia, by nie ulec tęsknocie za dzieciństwem, poznają bliższą i dalszą okolicę, czeka ich wiele złego i wiele dobrego. Świat wokół nich rozkwita, wypierając feudalne zaszłości.
Podobne cechy nosi Kradzież. Początek przypomina inne Gurnahowe zawiązania akcji, zapowiadające spiralę przemocy, której obrazy oraz analizy angażują i przytłaczają. I tu, jak w Raju, chłopiec zostaje oddany na służbę. Tym razem jednak nie dozna bezprzykładnego poniżenia, fizycznego i psychicznego wykorzystania, choć niechętny senior rodziny traktuje go wyniośle. Pani domu, jej elegancki mąż i odzyskany po latach syn, mieszkający wcześniej z ojcem, stary ogrodnik (w ogrodach pisarza zawsze panuje harmonia, dają wytchnienie) okazują się wyrozumiałymi nauczycielami życia. Co ciekawe, pierwsze nauki Badar pobiera u wyemancypowanej Rai, to ona pokazuje mu, jak dbać o dom, przygotowywać posiłki, piec chleb. Sam akt oddania na służbę będzie się stopniowo wyjaśniać. O tytułową kradzież służący zostanie oskarżony przez wspomnianego nestora.
Motyw przywłaszczenia pieniędzy pojawi się także pod koniec powieści w związku z dziewczyną, z którą połączy Badara przelotny romans. Pomiędzy tymi epizodami rozciąga się pole znaczeń przenośnych. Utrata wolności czy dóbr materialnych dotyka współczesne postaci: Karima, Badara, Fauzi, Hawy, ale już nie degraduje ich tak, jak to czyniła z ich przodkami. Kraj się zmienił, tracą więc przez kłamstwa, nielojalność, reguły działania korporacji. Tym utratom towarzyszy emancypacja, nauka, zdobywanie zawodu, a także łączenie się w pary z miłości, nie w ramach transakcji. Klamrą powieści są opisy dwóch związków. Pierwszy zawiera Raya pod przymusem. Jej ucieczka i późniejsze szczęście wyznaczają drogę następnemu pokoleniu. Drugi związek, Badara i Fauzi, dojrzewa powoli, pączkuje z zauroczenia, przyjaźni, lojalności.
Tradycyjne zasady, a więc zamążpójście nakazywane przez ojca, nie stanowi w tym nowym świecie dożywotniego wyroku. Możliwe jest odwrócenie losu. Badar dorasta u ludzi, którzy znaleźli szczęście w modernizującym się świecie. Układy rodzinne są w tym miejscu skomplikowane, w tle pojawiają się tajemnice i krzywdy, jednak nie determinują już one bez reszty niczyjego losu. Życie młodych jest podobne do tego, jakie wiodą ich rówieśnicy na europejskiej i amerykańskiej prowincji.
Męskich bohaterów łączy miłość do jednej kobiety. Karim zostaje jej pierwszym mężem, robi karierę, ma szansę wyjechać, co stanowi wariant biografii z czasów kolonialnych. Nie zostaje siłą wcielony w strukturę przynoszącą zyski obcym, lecz podkupiony przez kapitalizm. Badar idzie inną drogą. Nie stać go na studia, zaczyna pracę w niewielkim hotelu, powoli awansuje. Kulturowa ekspansja dotyka go w postaci młodej klientki, śmiałej i rozkapryszonej praktykantki organizacji pomocowej. Korporacje i NGO zastępują we współczesności poborców podatkowych, plantatorów i armię. Postać pochodzącej z Londynu Jerry pozwala Gurnahowi ponownie wprowadzić wiodący motyw przywłaszczenia: kraju, stylu życia, a w końcu też zasad. Brytyjka uzurpuje sobie bowiem prawo do postępowania zgodnego z własnymi pragnieniami, krzywdząc innych ludzi. Żywi się misją i wraca do siebie. Sprowokowany przez nią dramat małżeński wyzwala z pomyłek i pozwala Fauzi i Badarowi zacząć od innego miejsca. Myśl, iż przeznaczenia nie da się oszukać, a przeczucia nabierają realnych kształtów, przystaje do bardziej uhistorycznionych poprzednich fabuł.
Czworokąt Karim–Fauzi–Badar–Jerry pokazuje różnice emocjonalne powiązane z koncepcjami gospodarczymi i politycznymi. Jerry przebywa do byłej kolonii z misją „wyrównywania szans”. Nad ich destabilizowaniem pracują zaś międzynarodowe firmy mające wpływ na rządową administrację, w której karierę robi Karim. Fauzi jest nauczycielką, zmienia świadomość najmłodszych. Badar pozostaje w lokalnym „small biznesie” turystycznym.
Kradzież, gdyby nie istniały poprzednie fabuły, dające kontekst, byłaby przyzwoitą powieścią obyczajową, niewybitną, lecz interesującą. Gdy tak ją umiejscawiam, przeszkadza mi stereotypowy podział na dobrych i złych, idealizowanie jednych kosztem drugich. Psychologia nie jest mocną stroną tej prozy, mimo że jednym z jej tematów jest depresja poporodowa, którą uśmierzyć potrafi zakochany przyjaciel domu, Badar. Zły Karim zaś ucieka od żony przemienionej w matkę. Gurnah bardzo wprost moralizuje: pełna swoboda seksualna jest zła, miłość potrzebuje romantycznych pieczęci. Złodzieje przebrali się za dobroczyńców i inwestorów. Być może nieco zagadkowe cechy charakteru i dziwaczne motywacje osób tego dramatu są konsekwencją ich powinowactwa ze straumatyzowanymi przodkami, a psycholog w tym świecie przegrywa z każdym łagodnym mędrcem. Przyczyna rozczarowania tkwi też we mnie: spodziewałam się czegoś mocniejszego. Równowaga nastąpi, gdy nie będę formułowała podobnych oczekiwań, przyjmę opowieść taką, jaka jest.