Taki jest los mężczyzny w tym kraju

Rafał Różewicz

Jacek Bierut nie zwalnia tempa. Zaledwie rok po powieści Ludzie wydaje kolejną książkę. Podkreślam „wydaje”, bo od lat publikuje u siebie: najpierw we współtworzonej Fundacji na rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, dziś w autorskim Wydawnictwie J. Z piętnastu tytułów aż dziewięć to self-publishing, co u uznanych autorów zdarza się rzadko. Ale czy Bierut jest rzeczywiście doceniany? Marcin Sendecki, recenzując Pornofonię, prowokacyjnie stwierdził, że „nie ma takiego pisarza jak Bierut”.

Spośród twórców wydających we własnych oficynach przychodzi mi na myśl tylko Andrzej Stasiuk, związany z Wydawnictwem Czarne. Niechęć do self-publishingu wynika zapewne z jego złej aury, obawy przed utratą prestiżu lub potrzeby podtrzymania wizerunku „poważnego” autora. W przypadku Bieruta sprawa wygląda inaczej: ceni on niezależność, swobodę decyzyjną i wolność twórczą, choć zamknięcie się w wąskim gronie współpracowników może grozić utratą dystansu. Tym razem Grzegorz Hetman ograniczył się jedynie do korekty.

Rok 1983, okolice Jeleniej Góry. Stan wojenny dobiega końca, lecz echo przemówienia Wojciecha Jaruzelskiego wciąż wybrzmiewa w codzienności bohaterów. Marazm miesza się z wyzwaniami: maturą, wyborem drogi życiowej, pierwszym doświadczeniem śmierci oraz widmem obowiązkowej służby wojskowej. Wojskowa Komisja Uzupełnień rozsyła wezwania – termin? Tytułowy drugi dzień wiosny.

Moment symboliczny: przyroda budzi się do życia, dziewczyny ubierają się lżej, świat kusi bliskością, a jednak nad wszystkim unosi się niepokój. „Taki jest los mężczyzny w tym kraju” – zdanie powraca jak bumerang. To kraj, gdzie może zaczepić esbek, a legendy o skarbach Trzeciej Rzeszy, w tym (nie wprost) o Złotym Pociągu, wciąż żyją. Autor nadaje pociągowi potrójną rolę: legendy, środka transportu i „pociągu” do kobiet.

To także kraj stacjonujących wojsk radzieckich i zdelegalizowanej Solidarności. Gra się w piłkę i na gitarze, najlepiej w punkowym zespole – namiastce wolności i sposobie na wykrzyczenie sprzeciwu wobec rzeczywistości.

Hrabia, główny bohater, otrzymuje wezwanie do WKU. W pozornie przesądzonym dniu spotyka tajemniczą dziewczynę, a to, co wydawało się nieuchronne – komisja, potem koszary – zaczyna się chwiać. Przewidywalność ustępuje przypadkowi, rodzi się pytanie, czy właśnie tak nie miało się stać.

Odrębny ton przynosi wątek Stopy i Werbla w górach skrywających wojskowe tajemnice. To najbardziej fantastyczna partia książki, kontrastująca z szarą codziennością i marzeniami o ucieczce na Zachód. Pojawia się postać w kocyku, przywodząca na myśl mistrza Yodę z filmu Gwiezdne wojny: Część VI – Powrót Jedi, a także aluzje do uniwersum Star Treka. Czy jest to realna fantastyka, czy fantasmagorie chłopaków z „bidula”, chcących, by wojskowa przyszłość przypominała przygodowe filmy?

Co charakterystyczne dla Bieruta, jedno – pozornie przypadkowe – zdarzenie dezorganizuje życie bohaterów, otwierając możliwość doświadczenia czegoś radykalnie odmiennego. Podobny mechanizm widoczny był już w debiutanckim PiT-cie, gdzie niepojawienie się codziennego biegacza uruchamiało serię zdarzeń wywracających świat bohatera. W Drugim dniu wiosny tę funkcję pełni pojawienie się Roxanne (imię zaczerpnięte z przeboju The Police?) i spotkanie bohaterów na torach kolejowych, a każda decyzja tworzy równoległy wariant rzeczywistości – nowy wszechświat, w którym funkcjonuje inna wersja nas samych.

Bierut od dawna fascynuje się fizyką – jego drugi tom wierszy nosił tytuł Fizyka – oraz prawami rządzącymi rzeczywistością. W powieści kilkakrotnie pojawia się motyw teorii strun, splatający się z muzyką, o której pisze z pasją. W jego prozie nic nie dzieje się przypadkiem, choć to właśnie przypadek najczęściej stanowi punkt wyjścia.

Z każdą książką coraz wyraźniej zaciera się u niego podział na prozę i poezję. W narrację wplata Bierut frazy z wierszy, powracają bohaterowie – Hoper, Maciejka – i te same motywy. Piłka nożna ważna jest w Spojeniach, stan wojenny w Powstaniu grudniowym. Autor Hajsu kondensuje wątki i zagęszcza własne uniwersum, które z książki na książkę staje się coraz bardziej autonomiczne, jakby każda nowa książka była kolejną odsłoną rozrastającego się projektu.

Narracja jest dynamiczna, dzieje się na oczach czytelnika. Bohaterowie ciągle coś robią, mówią, przemieszczają się, jadą, biegną. Ruch staje się zasadą kompozycyjną, nadając opowieści odpowiedni rytm. W większości trzecioosobowy narrator relacjonuje ich poczynania poprzez ironiczne komentarze, rozładowując napięcie i obniżając ton opowieści. Wie, że pisanie o młodości nie może być w pełni serio – bo czy osiemnastolatkowie powinni myśleć jak sześćdziesięciolatkowie?

Bierut nie chce brzmieć „dziadersko”. Stąd elementy powieści sztubackiej i młodzieżowej. Nad prozą unosi się duch młodości, przefiltrowanej przez pamięć i doświadczenie. To młodość literacka, zwycięska – nie powstrzymuje jej generał, tajny współpracownik ani państwo. Ostatecznie wygrywa nie historia czy system, lecz miłość. Jacek Bierut napisał kolejną udaną powieść. Nie ma znaczenia, że wydał ją u siebie – jeśli poziom się zgadza i autor jest w formie, po co zmieniać cokolwiek? Jeśli po lekturze chce się pisać samemu, to mamy do czynienia z naprawdę świetną literaturą. Bo taki pisarz jak Bierut istnieje. Na szczęście dla polskiej prozy.