Dał nam przykład Chrobry, jak żartować mamy

Maciej Łubieński

Bolesław Chrobry to nie tylko pierwszy polski władca o imieniu Bolesław. To pierwszy z rodzimych politycznych liderów, który rozbudził w naszych sercach imperialną pokusę. Dała ona początek ambicji, żeby Polska nie była padołem łez, które wyciskają zaborczymi objęciami Wschód i Zachód, tylko ekspansywnym centrum. Bolesław Chrobry zdobył przecież Kijów, zdobył Pragę i wbił słupy graniczne aż na Soławie w dzisiejszej Turyngii.

Bolesław I Chrobry, pierwszy polski król, pierwszy w rozmaitych dziedzinach, to także autor pierwszego polskiego dowcipu. I pierwszy Polak w historii, który się śmieje. Nie wątpimy, że śmiali się jego ojciec Mieszko i dziad Siemomysł, że rechotali ich wąsaci drużynnicy. Dowcipkowali nawet ci, których Mieszko i jego przodkowie sprzedawali w niewolę. Tyle że nic o tamtych żartach i tamtych śmiechach nie wiemy. Bolesław jest pierwszym, którego dowcip i śmiech zostały odnotowane.

Ten cenny zabytek prapolskiej mentalności zawdzięczamy Gallowi Anonimowi – pierwszemu kronikarzowi naszych dziejów. Choć należałoby raczej powiedzieć, że Gall historię wymyślił, a nie spisał, bo tworzył kronikę 100 lat później, w czasach Bolesława Krzywoustego. Według Galla Bolesław Chrobry, wkraczając w 1018 roku do Kijowa, uderzył mieczem w złotą bramę miasta. Kiedy „ludzie jego się dziwili, czemu to czyni, wyjaśnił, ze śmiechem, a wcale dowcipnie: »Tak jak w tej godzinie Złota Brama miasta ugodzoną została tym mieczem, tak następnej nocy ulegnie siostra najtchórzliwszego z królów, której mi dać nie chciał«. Jednakże nie połączy się z Bolesławem w łożu małżeńskim, lecz tylko raz jeden, jak nałożnica, aby pomszczona została w ten sposób zniewaga naszego rodu, Rusinom zaś ku obeldze”.

„Ze śmiechem, a wcale dowcipnie?”. Naprawdę? Tak się niestety złożyło, że opowieść o polskim dowcipie i śmiechu jest opowieścią o polskim gwałcie i o polskim odwecie. I jest pierwszym żartem, w którym ostrze polskiej szydery wymierzone jest w Ruś. Pogardliwe wyobrażenie o ludziach mieszkających na Wschodzie zaczęło się kształtować ponad 1000 lat temu. Dodajmy jednak, że druga strona błysnęła humorem w podobnym stylu. Staroruska kronika Powieść lat minionych odnotowuje słowa niejakiego Budego, który woła do Bolesława: „Oto ci przebodziem oszczepem brzuch twój tłusty”.

O ile brak subtelności Bolesława można zrzucić na fakt, że dowcip pada podczas wyprawy wojennej, przy akompaniamencie bulgoczącego testosteronu, o tyle dziwić może zachwyt Galla, człowieka wykształconego. Tym bardziej że kronikarz zadedykował swoją pracę „panu Marcinowi z łaski Bożej arcybiskupowi, jak również Szymonowi, Pawłowi, Maurowi i Żyrosławowi godnym Boga i czci biskupom polskiej ziemi. I kanclerzowi Michałowi”. Możemy więc chyba domniemywać, że elita dworu Bolesława Krzywoustego, biskupi, podzielała Gallową ocenę, jakoby król powiedział „wcale dowcipnie”.

Zanim jednak zaczniemy bić się w piersi za te prapolskie żarty, przypomnijmy, że to nie Polak opowiada ten dowcip, tylko Gall. I może wcale nie Gall, bo wedle niektórych badaczy pochodził z Italii. Wtedy można by powiedzieć, że poczucie humoru przybyło do nas z Italii jak włoszczyzna z Boną i wolność niesiona przez Legiony Dąbrowskiego. Ale jeśli Gall, to dodajmy tu może, że mniej więcej w tym czasie kultura francuska wzbogaciła się o wspaniałe dzieło – opis pielgrzymki Karola Wielkiego do Jerozolimy. Karol Wielki pielgrzymki takiej nigdy nie odbył, tekst to zabawne political fiction, a w zasadzie fantasy, bo tak zwanej historycznej kupy nie trzyma się tam nic. Jest w opowieści o przygodach cesarza historia, która współgra z dowcipem Bolesława. Oto kiedy Karol przebywa w Konstantynopola, wieczorem w komnacie wraz z dwunastoma towarzyszami prześcigają się w zabawnych przechwałkach. Hrabia Olivier zuchwale zapowiada, że posiądzie królewską córką sto razy podczas nocy. Dodajmy, że Karol i jego rycerze są gośćmi cesarza bizantyjskiego, więc przechwałka to wyjątkowo mało subtelna. A że junaków podsłuchuje szpieg cesarza, przechwałka to niebezpieczna. W staroislandzkiej Sadze o Jomswikingach jeden z tytułowych Jomswikingów, niejaki Vagn, zapowiada buńczucznie, że wejdzie do łóżka córki Thorkella, jednego z dworzan jarla Hakona. Można odnieść wrażenie, że ta chełpliwa przechwałka, to jeden z dowodów na jedność europejskiej kultury XII wieku.

Wracając do Bolesława. Trzeba mu oddać, że potrafił wznieść się ze swoim humorem na wyższy poziom. Oto król, obdarowując ubogiego rycerza, mówi żartobliwie: „Gdybym mógł tak samo bogactwami ocalić tego zacnego rycerza od śmierci, jak mogę jego nieszczęście i niedostatek zaspokoić moimi zasobami, to samą chciwą śmierć obładowałbym bogactwami, ażeby zatrzymać w służbie rycerskiej takiego zucha”. Bolesław Chrobry, jak widać, bywał też Refleksyjny i Subtelny.

Jacques Le Goff, król mediewistów drugiej połowy XX wieku, w biografii Ludwika Świętego, króla krzyżowca, określił go mianem rex facetus – króla dowcipnisia. Zainspirowane konceptem rzesze badaczy ruszyły w poszukiwaniu królów dowcipnisiów. My, jak widać, mamy swojego. I to wcześniejszego niż Ludwik Święty. Skoro, jak przypomniał kilka lat temu pewien minister, wyedukowaliśmy Francuzów, jak jeść widelcem, to może też nauczyliśmy ich królów śmiać się?