Szukając dziury w całym
Wojciech Rusinek
Jestem wielkim fanem mało popularnego gatunku zwanego „książką krytycznoliteracką”, choć mam świadomość, że w tym obszarze rzadko tylko trafiają się pozycje naprawdę oryginalne. Nie przeszkadza mi jednak, że większość tego typu publikacji to po prostu antologia wcześniej prezentowanych recenzji i esejów, które poprzedzone zostają okolicznościowym wstępem autora czy autorki. W krytyce literackiej jakość potwierdza się chyba nie tyle przez nowatorstwo formy, kompozycji książki, ale na poziomie konkretnych interpretacji: w błyskotliwych rozpoznaniach, zdaniach trafiających w sedno, w odsłonięciach znaczeń, których sami nie dostrzegliśmy. Tymczasem Inacząc Jerzego Franczaka zaskakuje przede wszystkim bardzo oryginalną metodą lektury i formą książki – bez obawy o przesadę można stwierdzić, że już dawno nie było w polskim literaturoznawstwie tak nowatorskiego, w dobrym sensie beztroskiego podejścia do krytyki literackiej. Niemalże młodzieńcza, błazeńska dezynwoltura, na jaką zdecydował się Franczak w Inacząc, napędza wypełniające książkę recenzje (może bardziej szkice), publikowane wcześniej w formie stałego cyklu w „Czasie Kultury”.
Skoro Franczak zdecydował się na napisanie książki odmiennej od typowych zbiorów recenzji, to tym samym ważniejszą niż zwykle rolę pełni w niej metodologiczny wstęp, w którym autor zarysował ramy swojego pomysłu. Waham się jednak przy użyciu słowa „metodologia”, bo jakoś nie przystaje ono do lekkości, z jaką Franczak opowiedział nam o przyjętym sposobie lektury. Mam wrażenie, że pisząc to czterostronicowe wprowadzenie, autor bawił się doskonale, jakby miał poczucie, że nadchodzi czas na krytycznoliteracką dywersję, na nieco prowokacyjną, a jednak intelektualnie wyrafinowaną grę z konwencjami dziedziny. W tym miejscu Franczak literaturoznawca spotyka się jakby z Franczakiem prozaikiem, autorem prozy zabawnej, przewrotnej, operującej bogatą paletą konwencji, ponowoczesnej, momentami surrealistycznej, przede wszystkim – zabawnej. O co więc chodzi Franczakowi w Inacząc?
Autor zaczyna od wyznania: przyznaje się do zupełnego braku pisarskiej zazdrości, która kazałaby denerwować się na książki wysławiające wcześniej i lepiej to, co sam chciałby napisać. Odrzucając zawistne „współzawodnictwo pracy twórczej”, Franczak określa jednak swój stosunek do zachwycających go dzieł w kategoriach ironicznego „przejęcia”: „Cudze słowa, które są mi tak bliskie, jakby wyszły spod mojego pióra, traktuję w kategoriach plagiatu przez antycypację [podkr. – W.R.]: to bardzo miłe, dziękuję za pomoc, pewnie nie zapisałbym tego przez brak czasu lub zwykłe roztargnienie”. To swoiste pisarskie awanturnictwo podszyte jest nie frustracją i resentymentem (jak to zwykle bywa u zazdrośnika), ale poczuciem dystansu i niezależności, które pozwalają uśmiechnąć się, mrugnąć okiem i bez wahania, nieco bezczelnie „zagarnąć” dla siebie dzieło innej autorki, innego autora. To inni są plagiatorami Franczaka, choć napisali i opublikowali swoje teksty wcześniej – koncepcja godna Georges’a Pereca, Jorge Luisa Borgesa lub Itala Calvina. Na tym nie kończy się metodologiczna dywersja Franczaka. Skoro cudze teksty stają się własnymi, to trzeba pójść krok dalej – autor ma przecież prawo do korekty, napisania nowej wersji, dopisania kolejnych rozdziałów. Na tym właśnie polega strategia „inaczenia”: „Literatura to […] miejsce, gdzie wszystko można powtórzyć, uważnie akcentując pauzy międzywyrazowe. Gdzie da się czymś zachwycić, a potem to przechwycić. Jeśli ktoś wyjęzyczył już coś za mnie, wciąż mam ochotę to przejęzyczyć”. Czasem autor rozumie tę strategię poważnie, jako sprawdzanie ukrytej w danym dziele potencjalności, która nie została w oryginalnej wersji uruchomiona, jako na przykład symulację prowadzenia tekstu literackiego inną, odmienną drogą, z jakiegoś powodu zarzuconą przez pisarkę czy pisarza. Czasem jednak intencja takiego „inaczenia” jest wyraźnie gombrowiczowsko humorystyczna, co Franczak porównuje do pokusy, by „dorysować wąsy portretowanej osobie albo rozmazać cały wizerunek”. Trudno nie dostrzec tu, że Franczak wyciągnął lekcję z podszytych humorem subwersywnych doświadczeń surrealistow (i ich nieco starszych kolegów z kręgu dadaizmu), wszak poświęconą temu ruchowi Zemstę wyobraźni wydał ledwie kilka miesięcy wcześniej (w lutym 2025). I rzeczywiście kolejne szkice w Inacząc zmierzają zawsze do punktu, w którym autor pyta na przykład: „Jak jeszcze dałoby się poinaczyć ten fragment?”lub nawet wyznaje otwarcie: „Uważam, że scena ta mogłaby być bardziej sugestywna, gdyby zrezygnować z kontraktu gatunkowego – na przykład gdyby przerzucić ją do pierwszej osoby i przedstawić z perspektywy Maud”.
Ciekawe jest jednak to, że Franczak takie krytycznoliterackie błazenady łączy w Inacząc z kolejną interesującą, tym razem zupełnie poważną strategią interpretacyjną. Każdy szkic o książce poprzedzony jest długim cytatem, często są to wypisy ze stron otwierających powieść omawianą przez Franczaka, rzadziej zdania z dalszych partii tekstu. Cytat ten poddawany jest drobiazgowej, mikrologicznej interpretacji, która sprawdza, w jaki sposób wybrana przez pisarkę lub pisarza narracja wpływa na odbiór całej książki, jak jest ów fragment opracowany pod względem „technicznym” (typ opisu, sposób prowadzenia dialogu, luki i presupozycje narracyjne itp.). Dopiero w dalszej części przechodzimy do klasycznej formuły recenzji, poznajemy tematykę, konteksty książki, by na końcu trafić do akapitów „inaczących” całą tę interpretację. Jaka jest stawka tej metody, poza oczywiście samym wymiarem ludycznym, dobrą intelektualną zabawą? W zakończeniu omawianej pozycji Franczak przywołuje Sprawę Lemoine’a Marcela Prousta (czy raczej przedmowę polskiej tłumaczki) i określa książkę jako „rodzaj […] »ćwiczenia higienicznego«, służącego oczyszczeniu pola, osłabieniu wpływu wielkich prekursorów. To konieczny etap poszukiwania własnego języka”. W tej walce o własny styl – co ważne – dostajemy jednak od autora zgodę na to, by także Inacząc potraktować w podobny sposób: „Niniejsza książka […] przypomina katalog niewykorzystanych szans – będę zachwycony, jeśli ktoś naniesie stosowne poprawki”.
Na jakich tekstach Franczak kreśli swoje poprawki? Na „inaczeniu” czyich dzieł próbuje wytyczyć nowe ścieżki pisarskie? Do tej odważnej strategii wybiera autor tylko dzieła z prozy obcej (świadomie uciekając od możliwych środowiskowych kontrowersji) i tylko teksty ukazujące się w ciągu minionych kilkunastu lat. Najstarsze są powieści Nathana Milla Niksy z 2007 i Alaina Mabanckou Black Bazar z 2010 roku, ale większość tytułów opublikowano między 2017 a 2020 rokiem (kiedy szkice te ukazywały się w „Czasie Kultury”). Znajdziemy tu chociażby Mleko matki Edwarda St Aubyna, Halibuta na księżycu Davida Vanna, Wypędzenie Gerty Schnirch Kateřiny Tučkovej czy Sonatę Gustava Rose Tremain, prozę Dona DeLillo, Paula Austera, Ariany Koch i Petra Jacenki (a to niepełna lista). Poza wszystkimi walorami metody, jaką stosuje Franczak w Inaczeniu, jest zatem książka także dobrym przewodnikiem po ciekawej prozie obcej tłumaczonej i publikowanej w Polsce w ostatnim czasie. Inna sprawa, że być może powieści te nie wydawałyby się tak atrakcyjne, warte ponownej bądź pierwszej lektury, gdyby nie błyskotliwe odczytania, jakie proponuje nam Franczak. Krytyka literacka – tak myślę na marginesie – jest być może zawsze „inaczeniem”, tyle że zwykle maskowanym. Może dzięki przykładowi Franczaka powinniśmy się przestać wstydzić, że także w naszym pisaniu krytycznym chodzi przede wszystkim o nasz własny głos?
Na koniec jeszcze dwa zdania o szacie graficznej. Wrocławskie wydawnictwo Warstwy przyzwyczaiło nas do publikacji wartościowych nie tylko w wymiarze intelektualnym, ale też wysmakowanych pod kątem estetycznym. Nie inaczej jest tym razem. Inacząc ukazało się wraz z Podwójnymi zębami szalonego Carla Dariusza Sośnickiego, a obie publikacje utrzymane są w bliźniaczej szacie graficznej; być może to zapowiedź szerszego projektu i kolejnych książek krytycznoliterackich. Na matowych obwolutach obu tomów znajdziemy wizerunki autorów utrzymane w stylu nieco popartowym, nieco abstrakcjonistycznym, przywodzącym na myśl estetykę lat 70. Chciałoby się postawić Franczaka i Sośnickiego między książkami pisarzy iberoamerykańskich a tuzami francuskiej myśli krytycznej XX wieku. We wnętrzu Inacząc część stron zadrukowana została zieloną czcionką na zielonym tle (strony tytułowe, wstęp i zakończenie oraz strony z cytatami), co jest zaskakująco kojące dla oka. Nie wiem też, czy wydawnictwo dobiera papier do druku pod kątem sensorycznym, ale książki Warstw są naprawdę przyjemne w dotyku (piszę to trochę żartobliwie, ale tylko trochę). Materialny kształt tych tomów wywołuje we mnie ochotę, by do grzbietów z nazwiskami Franczaka i Sośnickiego wkrótce dostawić na bibliotecznej półce kolejne pozycje, i liczę, że Warstwy będą kontynuować ten bardzo udany projekt wydawniczy.