Sztuka upadania
Magda Potok
W kulturze hiszpańskiej trudno znaleźć drugie dzieło, które równie przekonująco pokazywałoby, jak wiele potrafi udźwignąć komiks. Altarriba i Kim tworzą narrację zachowującą jednocześnie intymny ton i epicką skalę; zrodzona z rodzinnej historii, rozciąga się na panoramę całego XX wieku.
Sztuka latania, pierwsza część dyptyku, już w momencie premiery (2010) stała się klasykiem i wyznaczyła nowy sposób opowiadania o hiszpańskich traumach. Złamane skrzydło (2016) dopełniło tę wizję, wprowadzając perspektywę kobiet i otwierając dzieło na nowe obszary pamięci. Oba tomy składające się na Epopeję hiszpańską zajmują najwyższe miejsca w zestawieniach klasyki komiksu hiszpańskiego, obok Zmarszczek Paco Roki (tłum. T. Pindel, Kultura Gniewu 2023) oraz wciąż niewydanego po polsku Paracuellos Carlosa Gimeneza.
Opowieść Altarriby zaczyna się od historii dwojga ludzi, lecz szybko otwiera się na pełną skalę dramatów i przesileń XX-wiecznej Hiszpanii. Sztuka latania rekonstruuje życie ojca autora – od ubogiego dzieciństwa w czasach Republiki, przez wojenną katastrofę i tułaczkę emigracyjną aż po samobójczą śmierć, której scena otwiera książkę i uruchamia retrospekcję. To narracja podporządkowana rytmowi epoki, w której prywatne decyzje nieustannie splatają się z politycznymi uwarunkowaniami. Altarriba ukazuje tu „podwójną katastrofę”: najpierw klęskę lewicowych ideałów („Może i ginęliśmy na darmo”), a potem życiowy upadek człowieka przytłoczonego kolejnymi zawodami i narastającym poczuciem niespełnienia.
Druga część dyptyku, Złamane skrzydło, przesuwa uwagę na matkę autora, Petrę – obecną w rodzinie „od zawsze”, lecz w narracji pierwszego tomu niemal niewidoczną. Jej życie, zamknięte w rygorach frankistowskiego patriarchatu, odsłania losy kobiet systemowo wypieranych z historii. Altarriba prowadzi tu raczej śledztwo niż biografię: odtwarza urwane wątki, odczytuje milczenia, a przede wszystkim próbuje przywrócić godność postaci, o której – jak sam przyznaje – wiedział zaskakująco niewiele. W posłowiu wspomina, że impulsem do powstania tomu było pytanie czytelniczki zadane na spotkaniu poświęconym Sztuce latania: „A pańska mama?”. To krótkie zdanie uruchomiło potrzebę zadośćuczynienia – powrotu do historii matki skazanej na ciszę i wpisania jej losu zarówno w pamięć rodzinną, jak i w szerszą narrację, która przez dekady pomijała podobne biografie.
W obu tomach autor świadomie balansuje między biografią i (auto)fikcją. Scenariusz staje się „prywatną mitologią”, a nie dokumentem, choć jego siła wyrasta z materiału do bólu realnego. W Sztuce latania Altarriba przyjmuje perspektywę ojca, mówiąc jego głosem i niejako przejmując jego doświadczenie („Moj ojciec, którym teraz jestem ja…”). Złamane skrzydło przyjmuje strategię przeciwną: syn pozostaje sobą, a dystans wobec matczynej tajemnicy staje się warunkiem opowiedzenia tej historii. Zatarcie granicy między rzeczywistością a fikcją nie podważa wiarygodności, ale pozwala dotrzeć do emocjonalnej prawdy, nieosiągalnej w ramach ścisłego dokumentu.
Dyptyk Altarriby i Kima wpisuje się w kluczowy nurt hiszpańskiej kultury XXI wieku – literaturę pamięci, która nabrała nowej dynamiki dzięki odnowionemu zainteresowaniu losami pokonanych w wojnie domowej, otwieraniu masowych grobów i debatom wywołanym Ustawą o Pamięci Historycznej (2007). To narracje budowane z perspektywy współczesności, w których przeszłość powraca jako struktura wspomnienia, a dzieci i wnuki przejmują ciężar pamięci o traumach wcześniejszych pokoleń. W ujęciu Marianne Hirsch Epopeja hiszpańska stanowi klasyczny przykład postpamięci: syn przepracowuje doświadczenia, których sam nie przeżył, ale które ukształtowały jego najbliższych. W tej perspektywie opowieść o rodzicach autora staje się nie tylko świadectwem epoki, lecz także próbą naprawienia jej duchowych strat – nadania imienia temu, co wyparte, i wydobycia z cienia tego, co przez lata pozostawało niewidoczne.
Warstwa graficzna Epopei hiszpańskiej tworzy drugi, równie istotny filar jej oddziaływania. Kim odchodzi tu od swojego karykaturalnego stylu, sięgając po rysunek, który łączy realistyczną dbałość o szczegół z siłą metaforycznego obrazu. Jego czarno-biała kreska – surowa, pełna faktury, a jednocześnie otwarta na poetyckie przemieszczenia – tworzy przestrzeń, w której realizm swobodnie przenika się z oniryzmem. Wizualne symbole, takie jak orzeł wyrywający bohaterowi oczy, kret drążący tunel w piersi, latające maszyny czy diabelski młyn, wracający echem w kluczowych momentach życia, nadają opowieści wymiar alegoryczny. Kim utrzymuje doskonałą równowagę między słowem a obrazem: narracja płynie z kadru na kadr, a rysunek – pozornie dyskretny – staje się niezbędnym nośnikiem znaczeń, dzięki czemu dyptyk działa jak prawdziwa „powieść ikonograficzna”, w której żaden element nie istnieje w oderwaniu od pozostałych.
Polskie, integralne wydanie Epopei hiszpańskiej to duże wydarzenie: Timof i cisi wspólnicy oddali w ręce czytelników jedno z najważniejszych dzieł europejskiej powieści graficznej, i zrobili to z widoczną dbałością o stronę komiksową. Tłumacze – Aleksandra Jackiewicz i Jakub Jankowski – świetnie poradzili sobie z materią dialogową, od potocznych rejestrów po ostre frazy, które w polskim brzmieniu nie tracą ani ekspresji, ani rytmu. Kapitalnie wypadają również onomatopeje i słynne hiszpańskie „przekleństwa sakralne”, których energia została trafnie oddana w polszczyźnie. Niestety, znacznie słabiej wypadają parateksty – prolog Antonia Martina i posłowia Antonia Altarriby. Tu polszczyzna staje się ciężka, miejscami nienaturalna, niewolna od błędów znaczeniowych i kalk, które zaburzają odbiór (np. „skompromitowani przez lojalność wojskową” zamiast „zobowiązani lojalnością wobec wojska” albo „autorytety” w miejscu „figur władzy”). Przy dobrym przekładzie samego komiksu parateksty brzmią, jakby powstały bez redakcyjnej opieki.
Mimo tych potknięć edytorskich samo dzieło nie traci nic ze swojej mocy – przeciwnie, polskie wydanie pozwala w pełni dostrzec skalę ambicji projektu Altarriby i Kima. Epopeja hiszpańska należy do najważniejszych przedsięwzięć narracyjnych hiszpańskiej kultury wizualnej: z rzadką przenikliwością ukazuje społeczeństwo naznaczone stratą, a zarazem dowodzi, jak wiele potrafi udźwignąć komiks – od intymnego dramatu po zbiorowe doświadczenie. Połączenie analitycznej, a zarazem empatycznej narracji Altarriby z rygorystyczną plastyką Kima nadaje tej opowieści wyjątkową ostrość, którą trudno znaleźć w innych mediach. Ta jedność formy i treści sprawia, że dyptyk nie tylko rekonstruuje pamięć, lecz także ją przepracowuje: przywraca głos tym, którzy milczeli, i zachęca, by spojrzeć na hiszpańskie stulecie bez upiększeń i bez mitów.