Sztuka, która opowiada o innej sztuce
Elżbieta Baniewicz
Aktorstwo znika z chwilą ostatniego opuszczenia kurtyny i mimo wielu powtórzeń nigdy nie jest takie samo. Jak je zachować? Obszerny album Pamięć teatru. Polska fotografia teatralna od początku istnienia do dziś, starannie wydany przez Instytut Teatralny, jest papierową wersją wystawy przygotowywanej przez jego pracowników od wielu lat. Nie udało się jej jeszcze pokazać (próbowano w Muzeum Narodowym w Warszawie i Krakowie, w Muzeum Warszawy), ale można ją obejrzeć w internecie.
W tej wielkiej księdze można obejrzeć 458 rzadkich materiałów przedstawiających aktorów, scenografię, sceny zbiorowe, zbliżenia twarzy albo ciał aktorów, zaplecza teatrów czy publiczność. Kuratorzy uwzględnili materiały z teatrów dramatycznych Warszawy, Krakowa, Lwowa i Wilna (te z oper, baletów i teatrów muzycznych wciąż czekają na opracowanie). Podzielono je na trzy epoki. Agnieszka Wanicka omawia najwcześniejszy okres, przypadający na lata 1839—1919, Wojciech Nowicki lata 1919—1989, a Magdalena Hueckel epokę nam najbliższą, czyli lata 1989—2024. Już sam indeks zwraca uwagę oryginalnością – to szczegółowo opisane miniatury zdjęć prezentowanych w albumie (tytuł sztuki, data, nazwiska aktorów, fotografa). Zarówno te noty, wstęp Joanny Biernackiej-Płoskiej, jak i teksty kuratorów są polsko-angielskie, co sugeruje, że wystawa i album mogą być prezentowane za granicą. Jest to bowiem pierwsze tak sumaryczne i dokładne opracowanie materiału dotyczącego materialnej pamięci teatru od początku lat 30. XIX wieku do dziś.
Album otwierają portrety aktorów epoki romantycznej w charakterystycznych kostiumach i pozach, podpisane kwestią z granej sztuki; przeważnie są to gwiazdy warszawskie, takie jak Leontyna Halpertowa czy Alojzy Żółkowski. Dodawane były do serii popularnych dramatów Teatra Warszawskie, wydawanej w latach 1834—1840. Są to litografie, często ręcznie kolorowane. Od chwili wynalezienia fotografii w 1839 roku aktorzy pojawiają się na kolorowanych odbitkach z dagerotypów Karola Beyera. Pokolenie gwiazd drugiej połowy XIX wieku fotografują w Warszawie Konrad Brandel oraz Jan Mieczkowski, później Maurycy Pusch, w Krakowie – Walery Rzewuski i Józef Sebald, we Lwowie – Teodozy Bahrynowicz. Nie sposób tu wymienić wszystkich.
Tworzyli oni portrety aktorów w rolach, w pełnej charakteryzacji w ich atelier. Czasem te fotografie służyły do sporządzania drzeworytów drukarskich, jak portret Jana Królikowskiego jako Franciszka Moora w Zbójcach Schillera z 1866 roku dla czasopisma „Kłosy”. Zachowało się kilka ujęć Jana Mieczkowskiego ze sztuki Safanduły Sardou: Alojzy Żółkowski, Adolf Ostrowski i Wincenty Rapacki grają w wista, ci sami aktorzy w szlafrokach, Jan Damse przy stoliku, Jan Królikowski przy innym. To znaczy, że scenografię kilku scen przeniesiono do studia fotografa. Mieczkowski fotografował także wielokrotnie Helenę Modrzejewską w wielkich rolach. Podobnie Walery Rzewuski utrwalił wcześniej wizerunki m.in. Antoniny Hoffmann, Wincentego Rapackiego, Bolesława Ładnowskiego, a Józef Sebald próbował ich fotografować przy świetle dziennym.
Wraz z wymianą oświetlenia gazowego na elektryczne, na przełomie wieków, fotografowie przenieśli się do wnętrz teatralnych. Specjalnie projektowane scenografie i kostiumy zastępowały kupowane w Wiedniu zestawy kulisowe i prywatne stroje aktorów. Proces zwany wielką reformą miał daleko idące skutki dla rejestracji przedstawień. Scenografie po okresie naturalizmu stawały się coraz bardziej umowne, symboliczne, niekiedy abstrakcyjne. Na scenach pojawiły się kompozycje podestów, brył (pisano o spektaklu „bez dekoracji”). Ważną funkcję pełniły gra światła i cienia w przestrzeni scenicznej, oryginalne układy scen zbiorowych, kostiumy wyrażające estetykę spektaklu. Zmieniła się więc funkcja fotografa – teraz starał się oddać estetykę spektaklu, sytuacje, układ scen, czasem choreografię, szczegóły kostiumów, nie tylko postaci i gesty aktorów.
Był to proces ewolucyjny, w dwudziestoleciu nadal tworzono portrety aktorów, np. w warszawskim atelier Benedykta Borysa. Świadomość fotografii teatralnej jako sztuki raczej nie istniała, traktowano ją jako rzemiosło; teatry zamawiały zestawy fotografii dla reklamy i celów archiwalnych. Po wojnie własny styl plastyczny fotografii teatralnej, z zasady czarno-białej (kolorowe były fatalnej jakości), wypracowali Edward Hartwig i Wojciech Plewiński, rejestrując po kilkaset przedstawień. Spektakle Kantora czy Grotowskiego uwieczniali aktorzy lub ludzie zaprzyjaźnieni, niekoniecznie profesjonaliści.
Ostatnie czterdziestolecie to czas niezwykłego rozwoju technologii zarówno w tworzeniu spektakli, jak i samej fotografii. Teatr stał się miejscem rewolucji obyczajowej, pojawiły się tematy stanowiące dawniej tabu: nagie ciało, homoseksualizm, transseksualizm, osoby z niepełnosprawnościami czy zespołem Downa. Aktorzy przestali się chować za rolami, grali postacie, które reprezentowały ich własne poglądy, osoby niepełnosprawne czy chore pojawiły się na scenie jako aktorzy. Teatr przybliżył się do życia, przeniósł się w przestrzenie industrialne albo je naśladował, scenografie sugerowały umownością miejsca akcji, kostiumy pochodziły z sieciówek lub second-handów, nie z pracowni. Na scenie zjawiły się filmy wideo, często kręcone w plenerze, aktorzy filmowani w trakcie spektaklu, widziani w wielu planach naraz, „prywatnie” i w roli.
Fotograf wchodził do teatru z kamerą i penetrował jego zakamarki, pracownie techniczne, aktorów w momencie wejścia na scenę, za kulisami. Stawał się reporterem, zwłaszcza gdy treść przedstawień budziła protesty, pokazywał publiczność – różańce, pięści, krzyże, zalepione taśmą usta aktorów – i jej emocje. Elektronika zmieniła rzecz jeszcze bardziej, każdy ma w telefonie aparat i możliwość wrzucania do sieci fotek (nawet 20 ujęć na sekundę). Problemem stał się nadmiar obrazów, selekcja oraz komputerowa obróbka zdjęć, przy czym kolor stał się tu jednym z ważniejszych środków wyrazu. Fotograf staje się kreatorem świata scenicznego, by zapis ruchu mógł poruszyć odbiorcę w podobny sposób jak sam spektakl.
Instytut Teatralny przygląda się tym procesom uważnie, w grudniu ubiegłego roku odbył się finał XI edycji Konkursu na Fotografię Teatralną. Pamięć teatru oraz estetyczne sposoby zapisu i utrwalenia jej dla przyszłych pokoleń pozostają jednym z ważniejszych nurtów zainteresowań instytucji. Najlepszym dowodem ten świetny album..