Przedśpiew z krawędzi świata
Wojciech Kaliszewski
Ukazał się pośmiertnie, obdarowany głosem i książkową, realną formą. Poeta nie zdążył wydać tego zbioru za życia, ale przygotował jego pełną redakcję, nadając mu ostateczny i przemyślany porządek. Jak czytamy w posłowiu Tomasza Mizerkiewicza – „zbiór […] miał zapewne być naturalną kontynuacją ostatniego wydanego za życia poety tomu Listy z własnego czasu. Ale bieg zdarzeń sprawił, że stał się wieloznacznym „listem spoza czasu”, przesłaniem, a więc wyjątkowo znaczącym „przedśpiewem”, słowem granicznym. Jednak wszystko, o czym pisze Kasper i co chwyta jego poetycka wrażliwość, ma swoje miejsce tutaj, w świecie przypadków, zdarzeń i przeżyć, jest światem bohatera z krwi i kości. Materia jego wierszy ściśle przylega do kształtów rzeczywistości, wszystko dzieje się dokładnie tu i teraz, jest świadectwem istnienia, języka i doświadczenia. Kasper trzyma się zdecydowanie tych ram, jego wyobraźnia pracuje w granicach perspektywy, którą można łatwo ogarnąć zmysłami. Ona jest stąd, z tego świata, z konkretnej ulicy, klatki schodowej, pokoju, sklepu, baru. Taka egzystencjalna perspektywa kusi i przyciąga, ale bywa także pułapką:
Korciło mnie, aby tam zajrzeć.
Lśniły, jak się spodziewałem,
niezawodne urządzenia trwogi.
Przechadzał się między nimi
paw śmiertelnych pożądań.
Znikąd żadnego zapewnienia,
że ma sens to ciągłe
wznoszenie się i potykanie.
Mam tutaj na myśli samotność, która skazuje nas na rozpaczliwe poszukiwanie sensu istnienia. Idąc, „potykamy się” i na próżno rozglądamy, szukając oparcia w drugim człowieku. Ale nasze spojrzenia gubią się i toną często w „smole kosmosu”. Jesteśmy – powiada poeta – absolutnie sami, samotni. I w tej samotności przyjdzie nam dotrwać do końca naszej egzystencji. „Wznoszenie się” to przecież przemijanie, to ruch. A z ruchu rodzi się czas, który połyka to, co jest, bez względu na wielkość, wartość i moralną wagę bytów. Jednocześnie Kasper potrafi nakreślić proste równanie, w którym to, co wielkie i wzniosłe, zostaje przyrównane do tego, co zwyczajne i niepozorne, udaje mu się zbliżyć do siebie różne wymiary rzeczywistości i stworzyć w ten sposób spójną wizję świata. Ale kluczem do tak skonstruowanego zestawienia jest podstawowe pytanie aksjologiczne, pytanie o realną wartość naszego odkrywania codziennego sensu życia. Potykamy się, gubimy rytm, upadamy, podążamy na skróty, błądzimy i wciąż stawiamy te same pytania o przyczynę i cel. One wiążą się strukturalnie z obrazami rzeczywistości, którą poeta obserwuje, w której uczestniczy i którą przedstawia. One budzą w czytelniku wrażliwość na świat i nie pozwalają przejść przez życie bez refleksji.
Tonacja kolorystyczna tych przedstawień mieści się głównie w szarościach. Odpowiada ona u Kaspra za powierzchnię i głębię świata, za jego wyrazistość i płynność. Świat utopiony w szarych barwach bywa zazwyczaj niejasny, trudny do rozpoznania, pełen pustych, otwartych przestrzeni i miejsc, które odbierają człowiekowi nadzieję na radość i poczucie spełnienia. Ten świat przypomina „wymarłe hale fabryczne zimy”, które „obwąchuje głodujący wiatr”. Frazy Kaspra brzmią ostro i mocno, odsłaniają rzeczywistość w sposób bezpośredni, demaskują jej braki i ułomności. Jego słowa nazywają przecież to, co jest. I dlatego język tych wierszy jest autentyczny, pozbawiony fałszywych tonów, jest mocny i orzekający, nazywający, poruszający, idiomatyczny. Takim językiem posługuje się mieszkaniec świata, który rozpadł się, uległ rozkładowi i został rozbity na fragmenty przechowujące w sobie cienie dawnego życia:
Szyny kończyły się gdzieś tutaj i zaraz otwierały się
wernisaże okolicznych pól. Zionął słodko rzepak.
Mieliśmy czas, jego dostatek, co było rzecz jasna
wygodną iluzją.
Granice przestrzeni są jednocześnie u Kaspra granicami miejsca. Ono jest tutaj najważniejsze. To ono wyznacza oś jego świata, ono jest punktem odniesienia i na nim koncentruje się uwaga poety. Miejsce jest zawsze rozpoznawalne, jedyne i niepowtarzalne. Przestrzeń otwiera się na nieskończoność, wymyka się wyobraźni, nie można jej objąć jednym spojrzeniem i pamięcią. Kasper krąży przede wszystkim wokół miejsc bliskich, wędruje drogami i ścieżkami, które są mu dobrze znane. Jego wiersze – niczym nasza pamięć – przechowują zapachy, pejzaże i dawne zdarzenia wpisane w znajomą mapę. Ale przeszłość to tylko jedno skrzydło tych wierszy. Drugie dotyka czasu teraźniejszego. I dopiero ich połączenie stanowi całość, decyduje o rytmie poetyckiego obrazu. Pamięć i spojrzenie, przeszłość i teraźniejszość połączone wyobraźnią poety układają się w „schody objawień”. Kasper widzi ten ciągły ruch, to wstępowanie i zstępowanie decydujące o niezmienności i zmienności, o powstawaniu i ginięciu. To jest właśnie życie, pełne zagadek, ale i oczywistości, pełne nadziei i zwątpienia, miłości i nienawiści, piękna i brzydoty, smutku i radości, narodzin i śmierci. Nie da się o tym mówić inaczej niż tylko formą zwięzłą, doskonale zwartą, pełną słów, które są sobie potrzebne, pomagają sobie i wspólnie tworzą nierozerwalny układ znaczeń.
Wiersze Jana Kaspra są historią życia, które toczy się jak górski potok wzbierający, rozmywający brzegi, nieprzewidywalny i groźny. Bohater tych wierszy, niesiony przez prąd czasu, próbuje określić swoje miejsce, zatrzymać się i po prostu żyć, poddać się wzruszeniom, uczuciom i nadziejom.