Portret pary po przejściach ze śmiercią w tle
Zuzanna Liszewska
Maciej Miłkowski w Ostatniej szansie przekonująco kreśli wnikliwe portrety współczesnych, poharatanych i poranionych przez życie „szpetnych czterdziestoletnich” – mężczyzny i kobiety. Trzecioosobowa narracja oddaje głos raz jemu, raz jej, pół na pół.
Piotr uwielbia gotować. W jego życiu ważne miejsce zajmują gitary, w młodości miał zespół muzyczny. Spotkanie z pewną kobietą na zawsze odmieniło jego życie i spowodowało, że zdominowało je czekanie i mająca nigdy nie ustać tęsknota. Relacja została gwałtownie przerwana, a uczucie… Czy mija? Czy jego bolesny cień zostaje w sercu już na zawsze? Czy tytułowa szansa na szczęście jest jeszcze dla niego w ogóle możliwa?
Alicja pracuje w korporacji. Sprawnie wkleja dane z jednej tabelki do drugiej, zwolniona sama przez siebie z odpowiedzialności za drugiego człowieka, jaką dźwigała na swoich barkach, pracując jako szkolny psycholog z powołaniem, z misją. Spotykają się na trzeciej („pierwszej na poważnie”) randce u niego, i to wtedy dojrzewa w nich obojgu myśl, żeby podzielić się swoimi tragicznymi i skomplikowanymi historiami z przeszłości i dać sobie być może nie „ostatnią” („ostatnia już była” – stwierdza Alicja), ale jakąś następną szansę na szczęście.
Książka Miłkowskiego to studium straty. Kawał soczyście napisanej psychologicznej prozy, w której nie chodzi o wartką akcję, ale o prześledzenie zmieniającego się krajobrazu psychicznego bohaterów. Pejzażu po bitwie, małej apokalipsie, prywatnym końcu świata. Drugą powieść autora Systemu Sulta czyta się jednym tchem, choć temat prób stworzenia związku przez ludzi po przejściach wydaje się przecież nieco banalny. Język powieści jest minimalistyczny, konkretny, pozbawiony ozdobników. Dialogi są naturalne.
Po raz kolejny pojawiają się w prozie Miłkowskiego wątki autotematyczne, choć tym razem dotyczą nie Miłkowskiego – pisarza i jego relacji ze światem, lecz Miłkowskiego – psychologa. O języku przy okazji innej swojej książki Miłkowski mówił, że czuje się w nim uwięziony. Nie czuć tego w jego najnowszej powieści, która niesie, jest napisana lekko, przystępnie, choć opowiada o tym, co najtrudniejsze – śmierci, żałobie, stracie, pustce, której nie można niczym zapełnić. Może autorowi chodziło bardziej o to, jak trudno oddać językiem całe spektrum doświadczania skrajnych emocji, bo to właśnie emocje wydają się interesować go najbardziej – jak przystało na psychologa z wykształcenia. Emocje, których nie można okiełznać, zamknąć w ryzach, a zatem nie mieszczące się również w języku.
Autor podkreślał, że sam proces pisania jest czynnością rzemieślniczą, żmudną, jest zamykaniem pomysłu, idei, w jakichś ramach, a jego „kręci” w procesie twórczym właściwie samo szukanie i wyklarowanie pomysłu. Jeśli chodzi o emocje, napisał w jednym z opowiadań, że „jedyną emocją, jaką kiedykolwiek odczuwał w stanie czystym, jest rozpacz”. Z tego powodu podobno uczynił siebie jego bohaterem. I właśnie o rozpaczy, a także o mozolnym i nieoczywistym wydobywaniu się z niej, jest również Ostatnia szansa. Po sukcesie Systemu Sulta pisarz przeżył kryzys, wypalenie. Opowiadanie Rozdział szósty poświęcił samemu sobie, Piotr z Ostatniej szansy również może być jego alter ego. Muzyk, który napisał popularny dzwonek do telefonu i spoczął na laurach, a potem wdał się w zakazany romans, który nie skończył się happy endem, może być w pewnym sensie odbiciem wypalonego i nie do końca spełnionego po sukcesie pierwszej powieści literata.
O twórczości Miłkowskiego pisano, że to „odrodzony realizm”. Filozoficznie najbliżej mu do racjonalisty, któremu jednak doskwiera kryzys empatii i osłabienie więzi międzyludzkich w postoświeceniowej rzeczywistości. Z kart jego ostatniej powieści przebija głęboka potrzeba empatii i zrozumienia drugiego człowieka, który znalazł się na życiowym zakręcie. Zrozumienia także poprzez skórę, intymność, budzenie się obok z myślą, co dzieje się w głowie i sercu tej drugiej osoby, bliskiej, tej, która śpi obok, lecz osobnej w swoim cierpieniu i przeżywaniu żałoby. Nie bez powodu ulubioną książką Miłkowskiego jest podobno właśnie Rozpacz Nabokova. Rozpacz, w której główny bohater morduje swojego domniemanego sobowtóra. Skrajnym wyrazem rozpaczy jest samobójstwo, ważny wątek w Ostatniej szansie. Alicja od czasów studiów psychologicznych i robienia notatek w zeszycie w owoce zastanawia się, czym jest ten ostateczny akt, ostatni akord rozpaczy. Jedno zdanie z tego zeszytu, napisane jej ładnym, okrągłym pismem brzmiało: „Z samobójstwem jest jak ze wstąpieniem do gestapo – każdy ma do tego predyspozycje”. Jest tam zresztą wiele radykalnych, nieznoszących sprzeciwu tez, pełnych „nigdy” i „zawsze”. A jednak nie uchroniło to Alicji przed stanięciem wobec niewiadomej i wobec ziejącej nicości, pytań, czy i co mogła zrobić.
Czym różni się żałoba po rozstaniu od żałoby po śmierci najbliższej osoby? Jak to jest, kiedy tracimy kogoś na zawsze i nie istnieje żadne prawdopodobieństwo zobaczenia go przypadkiem, w autobusie, na przystanku?… By tak się zdarzyło, trzeba by zagiąć czasoprzestrzeń, przekroczyć ten niedoskonały, racjonalny wymiar, w którym jesteśmy uwięzieni. Miłkowski równie trafnie przybliża świat wewnętrzny zarówno Piotra, jak i Alicji. Przygląda im się uważnie, a za nim czytelnik, nawet w najczarniejszych, najbardziej samotnych godzinach. Jednocześnie, mimo dramatycznych przeżyć, obdarza swoich bohaterów dystansem do samych siebie, odrobiną ironii, poczuciem humoru i darem dostrzegania światła w tunelu.
Ostatnia szansa z pewnością jest opowieścią, która wciąga, choć dotyczy „zwykłych” spraw i ludzi, jakich mijamy codziennie na ulicy. Brakuje w niej jednak przewrotów, zaskoczeń, wolt. Bohaterowie nie są idealni, dojrzewają do zmian, ale nie przechodzą spektakularnej metamorfozy. Właściwie mniej więcej od połowy już wiemy, co się wydarzy, jacy oni będą już do końca, i ta przewidywalność rozczarowuje. Wydaje się, że nie po to przeszliśmy przez mroczną, psychologiczną wiwisekcję Piotra i Alicji, którzy jednak zostają po lekturze w pamięci razem z przesłaniem, że każdego dnia można zacząć wszystko od nowa, a „innego końca świata nie będzie”.