Poezja wagi ciężkiej

Tomasz Chlewiński

Chociaż dobry obyczaj przestrzega nas przed dworowaniem sobie z cudzych nazwisk, to przecież onomastyka przekonuje, że większość z nich miała u swej genezy jakiś znaczący rdzeń, przez co stanowiły one nomen omen imię znak, imię wróżbę. Gdyby więc przy zachowaniu pełnego szacunku i ostrożności przyłożyć semantyczną wagę artystycznego pseudonimu Klemensa Gorskiego do jego najnowszego zbioru wierszy Znicz, moglibyśmy powiedzieć, że po raz kolejny mamy do czynienia z poezją wagi ciężkiej. I to wbrew wszelkim pozorom czyli jej stylistycznej bezpretensjonalności i formalnej niepozorności.

Adam Waga dzieli się z nami zaledwie trzydziestoma wierszami, które mieszczą się na czterdziestu kilku stronach formatu a5, czyniąc z tego tomiku kolejny zeszyt/notatnik poetycki (dokładnie taką samą objętość: 30 utworów na 47 stronach miał poprzedni tom Ścierń z 2023 roku). A jednak śmiem twierdzić, że tą niezbyt obfitą strawą duchowo-intelektualną autor jest w stanie nasycić tłumy i pewnie zebralibyśmy jeszcze z tuzin koszy ułomków. Nie o ilość przecież chodzi w poezji, lecz o wagę słów i ich celność. Nazywana już w czasach średniowiecza art de trobar (od tego francuskiego wyrażenia pochodzi nazwa trubadur”), poezja uznawana była za sztukę wynajdowania odpowiednich słów, zdolnych wyrazić subtelne uczucia i rozmaite imponderabilia. Jako taka zawsze przeciwna była pospolitemu gadulstwu i wszelkiemu pustosłowiu, starając się włócznią metafory, a jeśli trzeba ostrzem neologizmu, trafić w sedno. Tej tradycji najwyraźniej hołduje Adam Waga, a jego osobistą dystynkcją są ponadto powściągliwość i umiar, wyrażający się w absolutnym decorum. Czytając wiersze z tomu Znicz, mamy wrażenie, że poeta mówi w nich dokładnie tyle, ile powinien powiedzieć, i tyle, ile ma do powiedzenia powstrzymując się przed jakimkolwiek słowem zbędnym czy nadliczbowym. Jednocześnie mówi to tak, jak powinno być powiedziane ani lepiej, ani gorzej. Każde słowo jest tu odpowiednio wyważone i wypowiedziane z pełną rozwagą.

Ta ogromna dyscyplina formalna przywołująca na myśl Antologię Palatyńską (ogromny zbiór epigramatów greckich, pochodzących z rożnych epok, od czasów hellenistycznych aż po okres bizantyjski), będącą dla Wagi wzorem mowy krótkiej, głębokiej, konkretnej i pięknej” (Wzór z tomu Ścierń) jest wędzidłem umożliwiającym samokontrolę i staranną selekcję, zarówno środków poetyckiego wyrazu, jak i samych wierszy. Wydaje się to szczególnie cenne, zwłaszcza gdy zamiar twórczy jest ambitny znane przysłowie ostrzega nas, że łatwo może on wówczas przerosnąć siły. Autor Znicza podejmuje tematy ważkie, czyni to jednak z dużą pokorą, nieśmiało usiłuje wypowiedzieć Wszystko, czyli cud życiośmierci”. W takiej sytuacji, kiedy na poetę z jednej strony czyha Scylla banału, z drugiej zaś Charybda patosu, ratunkiem okazuje się właśnie formalne i retoryczne samoograniczenie działa ono niczym gest przywiązania się do masztu albo wosk, którym można zalepić sobie uszy, by ustrzec się przed wabiącym głosem poetyckich syren.

O tym, że Adam Waga jest mistrzem samoograniczenia, świadczy wiersz O życiu, w którym autor mierzy się z przepastnym tematem egzystencjalnym za pomocą zaledwie trzech słów, liczących łącznie dziewięć sylab, i sześciu wykrzykników:

 

Święte!

Przeklęte!!

Niepojęte!!!

 

Przykładem sztuki celnego skrótu i kondensacji znaczeń są także wiersze Życie III i Jednym zdaniem, w którym rzeczywiście w jednym zdaniu złożonym wypowiedziane zostały sens i bezsens naszego życia, jego skończoność i nieskończoność.

Poezja wagi ciężkiej nie unika tematów trudnych i nieefektownych, dlatego w Zniczu autor mężnie stawia czoła doczesnej kondycji człowieka, ze wszystkimi jej uciążliwościami i bolączkami, takimi jak choroby, starość, przemijanie, zachowując przy tym mimo sędziwego wieku optymizm i pogodę ducha. Nie jest to optymizm naiwny, ufundowany na idealistycznych mrzonkach, ale postawa bliska stoicyzmowi, wynikająca z pogodzenia się z losem i odważnego spojrzenia prawdzie w oczy. Pod tym względem podmiot liryczny wierszy Adama Wagi bliski jest herbertowskiemu Panu Cogito i opiewanym przez niego klasykom (Dlaczego klasycy, Pan Cogito o postawie wyprostowanej). Z bohaterem Herberta łączy go także dyskretna ironia, objawiająca się chociażby w takich utworach, jak Nierówność, Moja wieczność czy Bliźnięta. Jest ona zdecydowanie bardziej serdeczna niż sardoniczna. Doświadczony wiekiem i podgryzany chorobami podmiot liryczny używa jej wyłącznie jako kompresu łagodzącego bol istnienia nigdy jako narzędzia agresji przeciw światu czy drugiemu człowiekowi.

Bohater ze spokojem przyjmuje kielich goryczy i pije wyciąg gorzkich ziół, w pełni świadomy, że więcej w życiu jęku niż śpiewu” (Inna Tarpeja), że najwyższym szczytem naszego świata jest Wzgórze Czaszki (Ponad) i że nawet w tytułowym zniczu, który ma być przecież symbolem światła i nadziei, kryje się okrutne słówko nic”. Mimo to traktuje swoje życie wielkodusznie, darząc je nie zawsze odwzajemnianą sympatią. W meandrach losu i mrokach egzystencji stara się dostrzegać piękno, które trawestując słowa Norwida – „na to jest, by uszczęśliwiało” (Rewers). I tym sposobem idzie przez życie wyprostowany, może tylko od czasu do czasu zataczając się lekko.

Do Herbertowskiej przestrogi przed dumą niepotrzebną” nawiązuje piękny utwór Do Przyjaciela. Poeta zachęca w nim do uznania własnej słabości (Jesteś urodzony przegrany / i pogódź się z tym”). Czyni to jednak dobrodusznie i szczerze, wystrzegając się tonu mentora. Swoje dobre rady poprzedza wymownym wstępem:

 

Nie chcę cię umoralniać

(nie jestem kaznodzieją)

ani świecić przykładem

(za mało we mnie światła)

ale powiem ci wprost.

 

W ten sposób nie tylko uwiarygadnia swoje pouczenie, nadając mu moralny certyfikat jakości, ale również realizuje norwidowski ideał słowa, które ma być czynu testamentem”. 

Zamykający zbiór wiersz Zza zasięgu brzmi trochę jak pożegnanie podmiot liryczny zalicza w nim siebie do grona starożywych”, zagubionych żeglarzy z ubiegłego stulecia, którzy płyną przez życie jakimś bezimiennym dopływem Styksu. W tym roku Pan Klemens Gorski będzie obchodził dziewięćdziesiąte urodziny. Do tradycyjnych życzeń stu lat dołączmy więc: stu kolejnych świetnych wierszy nawet tak lakonicznych jak cytowany trójwers O życiu, bo przecież powtarzając na Miłoszem – „więcej waży jedna dobra strofa niż ciężar wielu pracowitych stronic”.