Bezdomne dzieci Azji

Natalia Pochroń

Oficjalnie suwerenne państwo Tajwan nie istnieje. Nieoficjalnie kciuki za jego niezależność trzyma większość wolnego świata. Maleńka wyspa znalazła się w centrum wielkiej geopolitycznej zawieruchy. W oku cyklonu panuje jednak zadziwiający spokój. Kristoffer Rønneberg sprawdza, czy nie jest to cisza przed burzą.
 

Sześć minut tyle maksymalnie ma Hsu Kai-wei po usłyszeniu alarmu. Gdy słyszy charakterystyczny dźwięk, pospiesznie odkłada wszystko, czym się zajmuje. Pędzi do szatni, zabiera kamizelkę, hełm i biegnie w kierunku jednego z samolotów. Następnie wzbija się w powietrze i leci w kierunku sprawcy zamieszania, który postawił całą jednostkę na nogi chińskiego samolotu naruszającego tzw. strefę identyfikacji obrony powietrznej Tajwanu. Ta sytuacja powtarza się każdego dnia. Hsu Kai-wei podchodzi do niej jednak zawsze z taką samą powagą w końcu robi to po to, by obronić kraj.

Tak od kilku lat wygląda codzienność na Tajwanie. Mały wyspiarski kraj, który w innym przypadku pozostałby na marginesie geopolitycznych rozważań, przyciąga uwagę całego świata. Już w 2021 roku brytyjski tygodnik „The Economist” nazwał ten region „najniebezpieczniejszym miejscem na ziemi”. Od tego czasu, a zwłaszcza po rosyjskiej agresji na Ukrainę, liczba incydentów granicznych i chińskich manewrów wojskowych w Cieśninie Tajwańskiej tylko wzrosła. Nie sposób zrozumieć ich przyczyn i złożonego charakteru relacji między dzielącymi ją krajami bez poznania skomplikowanej historii Tajwanu. W tę właśnie intrygującą podroż przez długie dzieje wyspiarskiego państwa zabiera czytelników Kristoffer Ronneberg. Nie proponuje nam monografii historycznej. To świetnie napisana wielowymiarowa publikacja, poruszająca niemal wszystkie wątki potrzebne, by zrozumieć, czym jest dzisiejszy Tajwan i dlaczego taki się stał.

Swoją opowieść Ronneberg zaczyna od XVI wieku, od ery kolonialnych podbojów Holandii i Hiszpanii. Następnie prowadzi ją przez krótki okres rządów chińskiego wodza Koxingi, czas japońskiej okupacji wyspy, aż po brutalne porządki Kuomintangu. Wprowadzony przezeń w 1949 roku stan wojenny najdłuższy na świecie, bo trwający nieprzerwanie aż 38 lat zapoczątkował na Tajwanie okres Białego Terroru, który pozostaje niezagojoną raną w tajwańskim społeczeństwie. Wybór na prezydenta Lee Teng-hui zapoczątkował demokratyzację, lecz mieszkańcy tego kraju do dziś nie są w stanie rozliczyć się z bolesną historią.

Rok 1990 był przełomową datą w historii wyspiarskiego państwa po raz pierwszy władzę w nim objął Tajwańczyk. Co to jednak właściwie znaczy? Ronneberg nie daje odpowiedzi na to pytanie bo i nie mają jej sami mieszkańcy wyspy. W zdecydowanej większości nie chcą zjednoczenia z Państwem Środka i nie chcą być utożsamiani z Chinami. Dla podkreślenia odrębności używają nawet często innej nazwy państwa: Formoza, wymyślonej przez Portugalczyków jeszcze w erze kolonialnej. Zgadzają się też co do tego, że chcą pogłębiać młodą, chociaż dobrze już rozwiniętą demokrację, i że powinni sami decydować o swoim losie. W wielu innych fundamentalnych kwestiach rozbieżności jednak nie brakuje.

Te różnice widać już, kiedy spojrzy się na społeczeństwo Tajwanu. Co do zasady można wyodrębnić w nim dwie grupy waishengren, potomków Chińczyków kontynentalnych, którzy przybyli na wyspę po 1949 roku, i bensengren tych, którzy mieszkali na Tajwanie przed objęciem władzy przez Kuomintang. Ci pierwsi chcą zacieśnienia relacji z Chinami kontynentalnymi, drudzy uważają to za najgorszy możliwy scenariusz, głosząc potrzebę zachowania niezależności. I w tej kwestii zdania są jednak podzielone część Tajwańczyków, chociaż pozostająca w zdecydowanej mniejszości, postuluje konieczność walki o niepodległość, pozostali opowiadają się za utrzymaniem status quo.

Sytuacji nie ułatwia skomplikowana historia Tajwanu. Najbardziej jaskrawym obrazem podziałów na tym tle jest Hala Pamięci Czang Kaj-szeka, lidera Kuomintangu. Wzniesiona tuż po śmierci dyktatora w 1975 roku, stoi w centrum Tajpej do dziś. Połowę budynku zajmuje muzeum ku jego czci, drugą połowę zdobi wystawa poświęcona jego ofiarom ludziom, którzy w walce o wolność słowa zostali zamordowani przez ustanowiony przez niego reżim. Obie rzeczywistości funkcjonują równolegle nie tylko w wielkiej hali, ale i w tajwańskiej tożsamości narodowej. Bo dopiero nieco ponad 30 lat temu, kiedy w kraju zawitała demokracja, Tajwańczycy zyskali możliwość zastanowienia się nad tym, kim naprawdę są. Wielu wciąż postrzega siebie jako bezdomne dzieci Azji” jak ujął to jeden z rozmówców Kristoffera Ronneberga. Po usłyszenia historii innych można stwierdzić, że trudno znaleźć trafniejsze określenie.

Największym atutem tej książki jest jej reporterski sznyt. Autor stara się zaprezentować Tajwan nie tylko poprzez zebranie historycznych i geopolitycznych faktów. W wielu miejscach oddaje głos jego mieszkańcom, pozwala im przedstawić kraj takim, jakim go widzą. Robi to zresztą z empatią i dużym wyczuciem. Wypytuje ich o bolesne, często traumatyczne przeżycia, związane choćby z terrorem więzień Kuomintangu, ale nie przytłacza drastycznymi szczegółami, nie znajdziemy tu też nadmiernego patosu. Opowieść o trudnych losach wyspy przedstawia z taktem, ale i z reporterską wnikliwością, nie pomijając ludzkiej perspektywy.

Nie brak i szerszego obrazu. Ronneberg pokazuje, że napięcia wokół wyspy nie są problemem wyłącznie regionalnym. Niepozorny Tajwan zajmuje szczególne miejsce w wielkiej grze światowych mocarstw. Dla Amerykanów ze względu na zaawansowane technologicznie półprzewodniki, które mają kluczowe znaczenie nie tylko dla nich, ale i całej globalnej gospodarki, technologii i bezpieczeństwa. Dodatkowo demokratyczna wyspa podobnie jak podczas zimnej wojny jest buforem powstrzymującym wpływy komunizmu i chroniącym interesy amerykańskie na Pacyfiku. Podobną rolę odgrywa dla Japonii, Korei Południowej i Filipin bezpośrednie sąsiedztwo z Chinami, z którymi mają napięte relacje, mogłoby skłonić je do rozbudowy arsenałów nuklearnych. Chinom z kolei zajęcie wyspiarskiego kraju otworzyłoby drogę do Morza Południowochińskiego, przez które przechodzi wiele najważniejszych szlaków handlowych na świecie. 

Zbieg tych wszystkich czynników powoduje, że Tajwan jest w centrum zainteresowania wszystkich pasjonatów geopolityki, a świat spogląda na niego z rosnącym niepokojem. Pomimo zaczepnej polityki Pekinu sami Tajwańczycy nie czują jednak strachu. Gdy dookoła szaleją wichury, w samym środku cyklonu panuje dojmujący spokój. Czasem jak echo wracają jedynie gorzkie słowa, które Shih Ming-te, działacz na rzecz wolności słowa na Tajwanie, usłyszał w młodości od ojca, gdy podczas drugowojennej zawieruchy Amerykanie bombardowali Tajwan, będący wówczas pod japońską okupacją. Kiedy dorośniesz, zrozumiesz, jak źle jest urodzić się Tajwańczykiem”.