Od Leonarda po rzeźby z kapsli
Justyna Morawska
Nie ulega wątpliwości, że edukacja artystyczna dzieci i młodzieży to przedsięwzięcie, które przynosi liczne korzyści – należą do nich chociażby umiejętność formułowania i wyrażania sądów czy rozwój wrażliwości estetycznej, tak ważnej nie tylko w zawodach związanych bezpośrednio ze sztuką, ale też w pracy grafika, architekta, marketingowca czy urbanisty.
Czy dzieci i młodzież mają współcześnie możliwość uczestniczenia w edukacji artystycznej? Z jednej strony wiedza o kulturze i sztuce chyba jeszcze nigdy nie była aż tak dostępna – przede wszystkim dzięki internetowi, aplikacjom, mediom społecznościowym, ale też ilości publikacji książkowych czy ofert edukacyjnych przygotowanych przez instytucje kultury dla niedorosłych odbiorców. Z drugiej strony pozostaje kwestia osobistych możliwości. Nie każde dziecko mieszka w miejscu, w którym znajduje się instytucja kultury albo chociaż autobus, który je do tej instytucji zawiezie. Nie każdy nauczyciel przedmiotów humanistycznych ma czas, żeby oprócz podstawy programowej przekazać informacje o najważniejszych nurtach w malarstwie XIX wieku czy technikach rzeźbiarskich. Nie każdy uczeń wreszcie zdecyduje się na zgłębianie tajników sztuki w wolnym czasie.
Monumentalny album Sztuka dla dzieci autorstwa dwóch brytyjskich historyczek sztuki, Ferren Gipson i Gildy Williams Ruggi oraz redaktorki i autorki książek o sztuce Amandy Renshaw, wydaje się idealnym lekarstwem na te bolączki. To narzędzie, które może wprowadzić młodych czytelników w świat sztuki, ale bez nadmiernie edukatorskiego tonu i bez zasypywania ich ogromem informacji. Na prawie dwustu stronach przedstawionych zostało sześćdziesięcioro artystów i artystek z różnych czasów, nurtów, kontynentów i reprezentujących różne techniki. Poszczególni twórcy zostali zaprezentowani w ciekawy i konsekwentny sposób: najpierw pojawia się imię i nazwisko lub pseudonim, informacja, z czego słynie dany artysta, następnie hasło – „skojarzenie” z całością twórczości lub danym dziełem (przykładowo w przypadku Claude’a Moneta brzmi ono „Ogród”, Jacksona Pollocka – „Plask”, zaś Salvadora Dalego – „Zegary z sera”), krótki, interesujący tekst zawierający często pytania dla czytelników i strona lub dwie reprodukcji wybranych dzieł sztuki. Ta dość minimalistyczna forma bez zbędnych ozdobników sugerować może, że książka przeznaczona jest raczej dla starszych odbiorców, jednak pytania typu „Jak czuł się artysta, malując ten obraz?” albo „Jak namalowalibyście swoją ulubioną melodię?” – jednoznacznie wskazują, że najmłodsi znajdą w tej publikacji coś dla siebie. Sztuka dla dzieci stanowi właściwie gotowy produkt służący do regularnej nauki przez zabawę: codziennie – lub chociażby co tydzień – nowy artysta, codziennie próba odpowiedzi na zadane w tekście pytania.
Nie sposób nie wspomnieć o aspekcie, który zdecydowanie wyróżnia Sztukę dla dzieci na tle innych dostępnych publikacji na ten temat: o niezwykłej różnorodności w doborze omawianych artystów i artystek. Na szczególną uwagę zasługuje chociażby bogata reprezentacja kobiet czy osób spoza europejskiego kręgu kulturowego. Pojawiają się oczywiście nazwiska, bez których właściwie nie sposób mówić o historii sztuki, jak Leonardo da Vinci, Rafael, Vincent van Gogh, a z mniej odległych czasów – Andy Warhol czy Jean-Michel Basquiat, ale cieszy też obecność szwedzkiej pionierki abstrakcjonizmu Hilmy af Klint, amerykańskiej artystki feministycznej Judy Chicago czy Emily Kame Kngwarreye, malarki ze społeczności Aborygenów. Można pokusić się o stwierdzenie, że Sztuka dla dzieci to książka, z której czerpać nowe informacje mogą nie tylko młodociani, a nawet nie tylko rozpoczynający przygodę ze sztuką. Bo niech każda czytająca te słowa osoba odpowie w zgodzie ze swoim sumieniem, czy spotkała się kiedykolwiek z takimi nazwiskami, jak El Anatsui czy Faith Ringgold? Po lekturze wiadomo, że są to pochodzący z Ghany rzeźbiarz tworzący z materiałów z recyklingu, przede wszystkim kapsli od butelek, oraz artystka z nowojorskiego Harlemu opowiadająca historie za pomocą ręcznie szytych kołder.
W przypadku publikacji, w których dokonana została selekcja materiałów, tak i tutaj, mimo różnorodności omawianych twórców, chciałoby się zobaczyć ich jeszcze więcej. Z pewnością każdy choć trochę interesujący się sztuką czytelnik wskazałby przynajmniej jednego artystę, którego w Sztuce dla dzieci zabrakło. Jest Sandro Botticelli – nie ma Giotta. Jest Diego Velázquez – nie ma Goi. Jest Meret Oppenheim – nie ma Marcela Duchampa. Na ile ich nieobecność rzeczywiście razi, a na ile wynika z przyzwyczajenia do obowiązkowej litanii nazwisk utrwalonych przez akademicką historię sztuki? Wydaje się, że po macoszemu potraktowane zostały niektóre gałęzie sztuki: siłą rzeczy najszerzej reprezentowane jest malarstwo, nieco mniej rzeźba, przy niemal całkowitej nieobecności sztuki użytkowej, architektury czy chociażby ilustracji książkowej. Warto jednak wierzyć, że Sztuka dla dzieci będzie impulsem do uzupełnienia wiedzy o wszystkich tych dziedzinach i o innych artystach i artystkach. Dla tych, którzy na tej publikacji zakończą swoją przygodę ze sztuką, jej lektura również nie będzie czasem straconym. I mowa tu nie tylko o obyciu kulturalnym czy umiejętności rozpoznawania nazwisk w muzeach. Po prostu warto chociaż raz w życiu, nawet na reprodukcjach, zobaczyć lśniące, lustrzane mozaiki irańskiej artystki Monir Shahroudy Farmanfarmaian i soczyście wielobarwne dzieła japońskiej malarki i rzeźbiarki Yayoi Kusamy..