Na obrzeżach produkcji dyskursu
Stefan Bieńkowski
Dawno nie czytało mi się reportażu z taką przyjemnością. Na obrzeżach. Jak zmienia się Polska lokalna to pozycja wydana w serii non-fiction w Wydawnictwie Krytyki Politycznej, jej autorami są dziennikarze Andrzej Andrysiak i Janusz Kucharski. Tematem książki jest Radomsko, a konkretnie zachodząca w nim zmiana społeczna. Treść książki jest dokładnie tym, co opisuje tytuł, i za to należą się brawa.
Całą książkę zorganizowano wokół problemu reprezentacji peryferii w powszechnym (centralnie produkowanym i centralnie konsumowanym) dyskursie. Według autorów, z którymi trudno się nie zgodzić, prowincja opowiadana jest społecznie w sposób stereotypowy i schematyczny, który nie przystaje do szybko zmieniającej się rzeczywistości. Zwracają oni uwagę na homogeniczność tego obrazu, który nie tylko opiera się na uproszczeniach, ale wręcz często stanowi syntezę najgorszych cech rzeczywiście obecnych w małych miastach i na wsiach, które następnie przypisywane są całej „Polsce lokalnej”. Wychodząc od tej obserwacji, Andrysiak i Kucharski za cel przyjmują pokazanie innego obrazu: bez uproszczeń i stereotypów. Chcą przyjrzeć się prowincji nie jako statycznej i zakonserwowanej w „braku” i „niedorobieniu”, ale takiej, która w ostatnich latach intensywnie się zmienia i „buzuje – społecznie, politycznie, światopoglądowo”. Ich Polska lokalna to taka, która mierzy się z patologiami, walczy o swoje sprawy, która się organizuje, która się nie zgadza, która dużo wie o sobie, a wiedza ta wynika z doświadczenia, a nie z fantazji czy uprzedzeń.
Aby ten cel osiągnąć, autorzy podejmują świetną decyzję metodologiczną i proponują nam studium przypadku miasta Radomsko. Jest to decyzja dobra, ponieważ nie byłoby możliwe pokazanie niuansów i skomplikowanych zależności między różnymi typami aktorów kształtujących krajobraz społeczny, polityczny, ekonomiczny i kulturowy w większej skali – zginęłyby one w kolejnym uproszczeniu i dostalibyśmy kolejną syntezę jedynie ślizgającą się po powierzchni, proponującą uproszczone rozpoznania i generyczne diagnozy. W prologu autorzy deklarują więc: „to nie będzie socjologiczna analiza, tylko opowieść o ludziach, którzy tych zmian dokonują”. Jako socjologowi trochę mi przykro, że socjologia nie jest powszechnie rozumiana jako opowieść o ludziach. Ale na poważnie: autorzy, wbrew swojemu założeniu, właśnie świetną socjologię robią i jako świetną książkę de facto socjologiczną można ten reportaż czytać. Dlaczego?
Biorą na warsztat jeden z fundamentalnych problemów całej myśli socjologicznej, czyli zmianę społeczną. Starają się pokazać, jak istniejący przez dekady porządek instytucjonalny czy kulturowy, który organizował codzienne życie na prowincji, czyli to całe lokalne „społeczne”, zmienia swoją treść i formę. Następnie przyjmują perspektywę oddolną, która jak najbardziej w socjologii jest uprawniona, i analizują, jak działania w mikroskali stanowią trzon zmiany społecznej. Wychodzą ze słusznego założenia, że instytucja nigdy nie zmienia się sama, a zawsze stoją za tym ludzie. W przypadku tej książki są to ludzie „zwykli”. Ci odważni. Ci, którzy wysyłają zapytania o informację publiczną, piszą petycje, organizują protesty czy patrzą na ręce lokalnej prokuraturze.
Autorzy pracują w oparciu o wywiady i rozmowy z mieszkańcami, obserwacje uczestniczące, wywiady eksperckie, analizę dokumentów zastanych czy analizy prawno-instytucjonalne. Pokazują, jak ze strzępków buduje się wiedzę, jak szuka się pęknięć czy nieścisłości w stanowiskach instytucji, w programach wyborczych, umowach, oficjalnych sprawozdaniach. Świetnie się to po prostu czyta – tu się coś komuś przypomni z rozmowy sprzed kilku lat, tu się skorzysta z informacji od sygnalisty, tutaj dostępne są oficjalne dane, które pokazują coś zaskakującego. Budowany obraz powoli wyłania się z kawałków układanki. Na szczęście często wciąż pozostając w skali szarości. Na koniec warto powiedzieć o pozycjonalności. Andrysiak i Kucharski są związani z miastem i osadzeni w lokalnej społeczności, od lat pracują jako dziennikarze w lokalnej prasie. Ich krytyka nie wychodzi więc z pozycji centralnego pouczania peryferii, ale jest uprawnionym głosem ze środka.
Należy dodać, że książka jest po prostu ciekawa i dobrze napisana. Prezentowane w niej siedem historii, zgodnie z obietnicą autorów, to opowieści skupione wokół konkretnych osób. Są one barwne i zróżnicowane. Każdej opowieści towarzyszy bardzo porządna kontekstualizacja, która de facto stanowi analizę jakiegoś szerszego wycinka struktury organizującej lokalne życie i obecne w nim problemy, relacje władzy czy nierówności. Podejmowane tematy to wpływ partii politycznych i układów we władzach samorządowych na system oświaty. To niegospodarność w wykorzystywaniu funduszy unijnych. To nepotyzm i kolesiostwo w urzędach i spółkach publicznych. To przemiany obyczajowe i zmiany kulturowe wśród młodego pokolenia. To zmieniające się podejście do środowiska naturalnego, funkcjonalności i estetyki przestrzeni wspólnej. Śledząc historie „jednostek”, widzimy więc coraz silniejsze społeczeństwo obywatelskie Polski lokalnej. Z drugiej strony zauważamy, co nie działa – poznajemy sylwetki osób, które na społecznym się uwłaszczają, nadużywają władzy i traktują miasto jak folwark. Zaczynając lekturę, bałem się, że czeka mnie powtarzalna opowieść o tych złych i tych dobrych, że dostanę proste odpowiedzi na skomplikowane pytania. Na szczęście proponowane diagnozy, ale też sposób ich opowiedzenia, pokazują, że rzeczywistość Polski lokalnej wymyka się zerojedynkowym rozpoznaniom często serwowanym w analizach politycznych i społecznych wiodących mediów.
Prócz ciekawej lektury książka niesie też dość istotny i aktualny przekaz polityczny. Mówi do czytelniczki: warto działać! Jest odtrutką na marazm, zniechęcenie polityką i brak zaangażowania obywatelskiego. Pokazuje, że kropla drąży skałę i że warto czasem próbować, nawet małymi krokami, organizować się. Ukazuje sylwetki ludzi odważnych, którzy w trosce o wspólne dobro nie boją się krytykować władzy pod nazwiskiem. Którzy nie boją się opresyjnych instytucji i swoimi działaniami te instytucje zmieniają i czynią bardziej ludzkimi.