Ważne źródło historii teatru
Elżbieta Baniewicz
Ponad sześćdziesiąt lat materiały zebrane w książce Strumień pamięci teatru leżały w szafach Instytutu Sztuki PAN w Warszawie. To dwadzieścia osiem wywiadów z luminarzami powojennego życia teatralnego, przeprowadzonych przez Stanisławę Mrozińską (niekiedy przy udziale Stanisława Marczaka-Oborskiego i Edwarda Krasińskiego) w latach 1958–1966.
Zamysł był wprawdzie ambitniejszy, zaproszono do udziału w tym projekcie osiemdziesiąt osób, i choć nie wszystkie podjęły wyzwanie, to zgromadzony w dwóch tomach materiał wydaje się imponujący. Został opracowany i poprzedzony obszernym wstępem przez Jagodę Hernik-Spalińską i Marzenę Kuraś. Trzecim redaktorem był przedwcześnie zmarły historyk teatru Rafał Węgrzyniak, który podjął się sporządzenia indeksu nazwisk pomyślanego nie jako ich prosty spis, ale jak hasła do encyklopedii. I w takiej formie dwuszpaltowo składanych sześćdziesięciu trzech stron zamykają one drugi tom książki.
Wywiady Mrozińskiej stanowią bogate źródło dla badań przedwojennej, wojennej i powojennej historii polskiego teatru. Źródło unikalne, bowiem wypowiedzi artystów często są jedynymi świadectwami zdarzeń i zjawisk. Redaktorzy zachowali charakter języka każdego z rozmówców, mimowolne wtrącania słów (np. prawda) czy błędy językowe. Dzięki temu, czytając, obcujemy za każdym razem z żywym człowiekiem, który się waha, waży słowa albo żona go mityguje, by nie powiedział zbyt dużo. W czasach niezbyt odległych od stalinowskich rozmówcy nie zawsze chcieli mówić wszystko, co myśleli.
Autocenzurę widać w wielu wypowiedziach, być może dlatego, że autorka wywiadów kojarzona była ze stroną partyjną, co u przeciwników ustroju budziło nieufność. Po wojnie należała do Koła Polskiej Partii Robotniczej przy Centralnym Instytucie Kultury, pracowała w Teatrze m. st. Warszawy, wykładała kostiumologię w łódzkiej, następnie w warszawskiej PWST, pracowała w Ministerstwie Kultury, a od 1950 roku w Instytucie Sztuki. Niemniej udało się jej poruszać tematy i polityczne, i teatralne. Większość pytań dotyczyła organizacji życia teatralnego po wyzwoleniu w Łodzi i Teatrze Wojska Polskiego, którym kierował Władysław Krasnowiecki, a po powrocie z niemieckiej niewoli Leon Schiller. Do ocalałego z wojny miasta, ówczesnej stolicy kulturalnej kraju, ściągnęli artyści z wielu zakątków Polski i świata, ludzie o odmiennych doświadczeniach i światopoglądach. Kawiarnie Mocca, Klub Pickwicka w Hotelu Savoy czy Casino były głośne od wielogodzinnych dyskusji prowadzonych przez ludzi ubranych przeważnie w mundury, którzy nie mieli wiele poza chęcią budowania teatrów w zniszczonym kraju. Wielu rozmówców wspomina niewysoką postać Adama Ważyka, oficera polityczno-wychowawczego, z wielkim pistoletem u boku, co dobrze oddaje atmosferę czasu.
Szczególne zainteresowanie i wiele komentarzy wzbudzała premiera Elektry Jeana Giraudoux w lutym 1946 roku na Scenie Poetyckiej teatru. Jarosław Iwaszkiewicz przetłumaczył sztukę za zamówienie Konspiracyjnej Rady Teatralnej (należeli do niej Leon Schiller, Bohdan Korzeniewski, Edmund Wierciński) już w 1941 roku. Jej realizacja przez Wiercińskiego stała się spełnieniem jego marzeń o teatrze eksperymentalnym, posługującym się metaforą, skrótem i umownością w miejsce realizmu i opisowości. Spektakl oceniono jako wyjątkowo piękny, najważniejszy po wojnie, jednak spór polityczny doprowadził do zamknięcia Sceny Poetyckiej.
Racje moralne Elektry, usprawiedliwiające zagładę miasta w imię sprawiedliwości integralnej, przeciwstawiającej się nadużyciom racji stanu, odczytano jako odnoszące się do sensu powstania warszawskiego. Więcej, skoro „ojczyznę ma się prawo zbawiać tylko czystymi rękami”, pytano, czy nowa władza posiada moralną legitymację, czy powinno się z nią współpracować, skoro oddziały Stalina stały bezczynnie na brzegu Wisły, gdy ginęło miasto, a we wrześniu 1939 roku napadły na nasz kraj. Rozmowy ujawniają postawy i różnice ideowe, które towarzyszyć będą Polaków rozmowom długie dekady do dziś, bowiem ani ocena powstania, ani nowej władzy nie pozostają jednoznaczne.
Wywiady ułożone chronologicznie, tzn. wedle kolejności powstawania, są nie tylko obszerne, co pozwala na opisanie sylwetki interlokutora, jego pracy przedwojennej oraz często dramatycznych przeżyć w czasie okupacji i miejsca w teatrze powojennym. Bohaterowie wywiadów – w tomie pierwszym: Ewa Kunina, Karol Borowski, Maria Wiercińska, Stanisława Perzanowska, Władysław Krasnowiecki, Ludwik René, Zofia Małynicz, oraz w tomie drugim: Jacek Woszczerowicz i Halina Kossobudzka, Bohdan Korzeniewski, Kazimierz Dejmek, Janina Romanówna, Janusz Kłosiński, Jan Świderski, Justyna i Jan Kreczmarowie, Henryk Szletyński i Zofia Tymowska, Tadeusz Minc, Bogdana Majda i Bogdan Baer, Wojciech Pilarski, Jadwiga Siekierska, Krystyna Berwińska i Zbigniew Krawczykowski, Władysław Daszewski – przedstawiają panoramę życia teatralnego wielu lat. Rozmowy momentami są poruszające, bowiem udało się w nich wydobyć prawdę przeżyć wielu ludzi, która decydowała o ich doświadczeniach i poglądach.
Kolejnym ważnym tematem rozmów było szkolnictwo teatralne, które należało stworzyć od podstaw. I udało się, Henryk Szletyński wychodził u władz wspaniały Pałac Poznańskich przy ulicy Gdańskiej dla szkoły teatralnej. Leon Schiller sformułował program nauczania na wydziale reżyserii i został jej pierwszym rektorem. Wydziałem aktorskim, jak w przedwojennym PIST, kierował Aleksander Zelwerowicz. Wszystko to nie odbywało się bez konfliktów personalnych, zadawnionych sporów i animozji, o czym mówią aktorzy, często wykładowcy uczelni, niekiedy studiujący dodatkowo reżyserię.
Dyskusje dotyczyły programu nauczania. Wojenne przeżycia zmieniły wrażliwość i sposób odczuwania całego społeczeństwa. Przedwojenny patos stosowany w deklamowaniu tekstów poetyckich stawał się śmieszny. Dążenie do prawdy przeżycia scenicznego musiało mieć już inne wektory. Wprawdzie nadal uważano, że system czy metoda Konstantego Stanisławskiego jest podstawą kształcenia adeptów aktorstwa, wskazywano jednak, że inne podejścia do zawodu, a tym samym inne estetyki, stawały się możliwe czy wręcz konieczne. Artyści podkreślają, w jak wysokim stopniu zostali ukształtowani przez wielkie autorytety – Leona Schillera, Józefa Węgrzyna, Aleksandra Zelwerowicza, Juliusza Osterwę. Ich poglądy i poczynania są tu więc analizowane i oceniane nie zawsze pozytywnie, także w formie wielu anegdot, które świetnie opisują człowieka w działaniu. Dzięki niewymuszonej, przyjaznej atmosferze tych rozmów opasłe dwa tomy czyta się z satysfakcją, choć zapewne dziś wiele fragmentów trzeba by skreślić jako oczywiste czy mniej ważne. Co nie zmienia faktu, że dla badaczy tego okresu rzecz jest bezcenna.