Można zajrzeć?
Andrzej Juchniewicz
Książka Krystyny Rożnowskiej, autorki biografii Antoniego Kępińskiego i Juliana Aleksandrowicza, to zarówno opowieść o konkretnym ośrodku pomocy osobom w kryzysie psychicznym, jak i zapis rozmów z rekonwalescentami i personelem przeprowadzonych w latach 80. i w drugiej dekadzie XXI wieku. Pomysł opisania jednego z największych ośrodków psychiatrycznych w Polsce zrealizowany został jako zręcznie połączona seria wywiadów.
Dziennikarka, wybierając hybrydyczną formę narracji (esej historyczny i wywiad z wybranymi przedstawicielami kobierzyńskiej społeczności), stosuje serię uników, które sprawiają, że trudno zarzucić jej publikacji niedopracowanie niektórych wątków. Łączenie gatunków zazwyczaj sprawdza się całkiem nieźle w projektach reporterskich, jednak w przypadku książki Rożnowskiej krótki rys historyczny otwierający reportaż nie sprawdził się jako wstęp do części, w której wyeksponowano pracę reporterki i jej interakcje z kobierzyńskimi pensjonariuszami. Rys przedstawia jedynie pobieżnie historię Kobierzyna, choć materiał, jaki znajduje się w archiwach, mógłby stać się podstawą monumentalnej publikacji rekonstruującej poszczególne zdarzenia ze stuletniej historii instytucji.
Nieco zaskakujące jest, że Rożnowska nie powołuje się na artykuł na temat Kobierzyna opublikowany w „Przeglądzie Lekarskim” w 1912 roku. Doktor Jan Mazurkiewicz omawia w nim kwestię leczenia pacjentów z problemami psychicznymi w Galicji oraz układ przestrzenny kompleksu szpitalnego. Mazurkiewicz pisał między innymi o kwestii izolowania chorych psychicznie, którzy dopuścili się czynów karalnych. Rożnowska również podejmuje w swojej książce wątek izolacji niebezpiecznych pacjentów, jednak nie proponuje diachronicznej opowieści od czasów założenia zakładu. Skupia się na własnych odczuciach po odwiedzeniu pawilonu o zaostrzonym rygorze. W jej rysie historycznym brakuje także szczegółowych informacji o Akcji T4. Przeprowadzano ją w wielu ośrodkach dla psychicznie chorych na terenie Polski (opowiada o tym książka Bezduszni. Zapomniana zagłada chorych Kaliny Błażejowskiej), często to właśnie oni byli pierwszymi ofiarami planowanej na szeroką skalę zagłady.
Reportaż Można oszaleć należy ulokować w obszarze publikacji ujawniających realia szpitali psychiatrycznych i konsekwencje długotrwałych pobytów w zakładach zamkniętych. Od kilku lat pojawiają się reportaże poświęcone doświadczeniu chorowania (m.in. Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce Anety Pawłowskiej-Krać, Choroba idzie ze mną. O psychiatrii poza szpitalem Anny Kiedrzynek) i trudom mierzenia się ze społecznym ostracyzmem. Ich autorki stają się rzeczniczkami nowej narracji o chorobie psychicznej, która akcentuje konieczność zdjęcia odium z chorych psychicznie i tworzenia z nimi relacji opartych na zaufaniu i trosce. Dlatego w publikacji Rożnowskiej pojawiają się konkretne postulaty dotyczące szpitala psychiatrycznego jako miejsca otwartego, zmiany słownika stosowanego do opisu doświadczeń chorych, zaufania i empatii. Choć wdrożenie wielu z nich wymaga czasu i zmiany nastawienia społeczeństwa, wiele wskazuje na to, że istotną rolę w propagowaniu nowego sposobu postrzegania chorych odgrywa właśnie reportaż medyczny.
Rożnowska dostrzega instytucjonalne zmiany zachodzące w psychiatrii i obserwuje własne reakcje na to, co dzieje się w obcej dla niej przestrzeni. Z jednej strony pojawia się w Kobierzynie jako gość z zewnątrz, który poznaje życie penitencjariuszy oraz ich codzienne problemy i wyzwania, z drugiej – próbuje zrozumieć argumenty personelu i obronę osób wykluczonych społecznie. Rożnowska nie forsuje tezy sformułowanej przed przystąpieniem do gromadzenia materiału, pozostaje otwarta na to, co przyniosą wizyty w szpitalu psychiatrycznym, dlatego w poszczególnych partiach tekstu dochodzą do głosu liczne wątpliwości reporterki. Ich wyeksponowanie w wywiadach z pracownikami zakładu w Kobierzynie umożliwia czytelnikowi przyjrzenie się procesowi perswazji poprzez rozmowę. Rożnowska uznaje, że niektóre jej obawy i osądy okazały się krzywdzące, dlatego zgadza się z tym, co proponują pracownicy szpitala w zakresie zmiany sposobu postrzegania chorych i ich sytuacji.
Pomysł, by przyjrzeć się funkcjonowaniu szpitala poprzez rozmowy z włodarzami, ze specjalistami i z chorymi (administracja, specjaliści od arteterapii, pacjenci), pozwolił na stworzenie wielowątkowej opowieści skoncentrowanej zarówno na dolegliwościach pacjentów, jak i wyzwaniach, przed jakimi staje psychiatria w XXI wieku. Trudno jednak przystać na to, że Rożnowska napisała książkę rekonstruującą historię Kobierzyna. To przede wszystkim opowieść o ludziach leczących się w jednym z polskich zakładów psychiatrycznych. By narracja okazała się kompletna, należałoby dotrzeć do wspomnień pacjentów z pierwszej połowy XX wieku. Zamiast tego autorka zamieszcza w reportażu zdjęcia szpitala z tamtego czasu. Kobierzyn wciąż czeka na kogoś, kto napisze „biografię miejsca”, jeśli jednak szukamy zapisu rozmów z ludźmi zmagającymi się z wykluczeniem i od nowa adaptującymi się do warunków panujących poza szpitalem, książka Rożnowskiej okaże się wystarczająca jako pochwała dokonującej się na oczach reporterki zmiany traktowania cierpiących i narracji o kryzysach psychicznych.