Mistrz Tomasz Burek

Paweł Panas

Zacznę od wyznania: lektura tekstów Tomasza Burka była dla mnie doświadczeniem formacyjnym. Jednym z ważniejszych. Tytuły kolejnych szkiców i książek zapadały głęboko w pamięć i z czasem stawały się niewielkim, ale istotnym fragmentem wewnętrznego metajęzyka, uczestniczyły w budowaniu siatki pojęciowej, współtworząc intelektualne i pisarskie fundamenty.

Funkcjonowały i dalej tak funkcjonują jako poręczne deskrypcje lub trafne metafory (na własny użytek) automatycznie wywoływane z pamięci przy rożnych okazjach niczym refreny ulubionych piosenek. Zamiast powieści, Żadnych marzeń, Genialny wiek XIX, Rozmyte tradycje, Powieść utajona, Same konwencje, Demokratyczne tworzywo literatury, ale także Musil bez głowy, Faulkner na tle Faulknera, Herbert – linia wierności, Nieczyste formy Różewicza, Herlinga-Grudzińskiego profil z chimerą to tylko kilka z tych, które przychodzą mi od razu do głowy, a przecież mógłbym ich wymienić znacznie więcej. I nie chodzi tu wyłącznie o aforystyczną naturę burkowych formuł, choć przecież i tego nie można odmówić jego mistrzowskiemu pióru i wyjątkowej intuicji. Równie ważne jest, że formuły te mają charakter wyrazistych sygnatur przywołujących ich autora oraz jego sposób czytania literatury i jej komentowania. Przede wszystkim zaś stanowią one ramę modalną, która wyznacza interpretacyjny horyzont rozumienia tego, czym jest kultura i jakie mechanizmy sensotwórcze mają dla niej pierwszorzędne znaczenie, a co niekiedy wbrew pozorom w dłuższej perspektywie czasowej najprawdopodobniej nie będzie odgrywać istotnej roli.

Burek jest autorem tekstów, które zawsze w ten czy inny sposób dotykają problematyki fundamentów kulturowych przemian. Nawet jeśli jego rozważania poświęcone są konkretnym tekstom i autorom, to nigdy nie traci on z oczu uniwersalnej perspektywy historycznej. W swoich analizach uwypukla owo szczególne napięcie, którego źródłem jest realny dysonans poznawczy rodzący się na przecięciu dwóch odmiennych perspektyw: jednostki i ogółu, indywidualnego doświadczenia i powszechnych zasad. Może właśnie dlatego jednym z wielkich tematów jego eseistyki są ideowe konteksty literackich arcydzieł oraz sytuowanie się twórczego geniuszu w szerokim spektrum myślowym fundującym nowoczesność. Dla Burka dzieła literackie nie są bowiem tworami wypreparowanymi ze swojego naturalnego otoczenia, rozpoznaje w nich mniej lub bardziej czytelne ślady aksjologicznie nacechowanej aury epoki, a jednocześnie pokazuje, jak każdy, nawet największy geniusz indywidualizmu, chcąc cokolwiek wykreować, musi zwrócić się (choćby i twórczo) ku dawniejszym tradycjom i oswojonym konwencjom.

Ten sposób czytania wymaga oczywiście kolosalnej erudycji literackiej. Warto jednocześnie zauważyć, że Burek nigdy nią w swoich tekstach nie epatuje, a jednocześnie można traktować jego pisarstwo jako osobisty przewodnik po najważniejszych zjawiskach i problemach światowej literatury. Ten sposób czytania wymaga również określonej wizji tego, czym w ogóle jest literatura, jaką rolę ma do spełnienia, jakie są jej relacje z rzeczywistością i światem idei. Wymaga także wyrazistej aksjologii i przemyślanej hierarchii autorów, dzieł, tematów i problemów. Wszystko to ewoluowało w czasie, ale czytając kolejne książki, nie miało się wątpliwości, że w danej chwili Burek wie dokładnie, co i dlaczego chce powiedzieć. Teksty i większe całości zawsze były głęboko przemyślane i wewnętrznie spójne. I to właśnie konsekwentne uporządkowanie dyskursu uważam za jeszcze jedną charakterystyczną i wyróżniającą cechę jego sposobu myślenia i pisania.

A pisał Burek znakomicie i jednocześnie wyjątkowo sugestywnie. Klarowności myśli towarzyszyła klarowność stylu, rzeczy trudne potrafił ujmować w zrozumiały sposób, jednak co ważne bez uproszczeń i skrótów myślowych. Unikał nadmiernej metaforyzacji języka, nie nasycał swoich tekstów literaturoznawczą terminologią, stronił także od rozbudowanych rozważań z zakresu poetyki analizowanych tekstów, a przy tym doskonale rozumiał wewnątrztekstowe oraz intertekstualne mechanizmy semantyczne, jak przystało na zawodowego literaturoznawcę. Zauważalną cechą jego pisarstwa była właściwa mu elegancja: krytyk nie epatował ani retorycznym ukształtowaniem narracji, ani wymyślną frazą, co nie przeszkadzało mu w dawaniu wyrazu także polemicznym treściom. A potrafił być gorącym polemistą, pisał z dużą dozą wewnętrznej odwagi, wierny własnym przekonaniom ideowym i estetycznym. Miało to dla niego różnorodne konsekwencje w życiu publicznym, ale nie mogło być inaczej, gdyż Burka, człowieka poważnego, cechował zasadniczy stosunek w podejściu do imponderabiliów zgodnie z tym, jak je pojmował. Andrzej Skrendo, autor antologii tekstów Burka zatytułowanej Autoportret z okruchów, we wstępie do tomu pisze o tej postawie w ten sposób: miał nieodpartą skłonność do stawiania spraw na ostrzu noża, formułowania alternatyw możliwie najbardziej wyrazistych, determinację w podążaniu w wybranym kierunku aż do końca. Ta skłonność zapewniła pracom Burka znaczny wpływ i decyduje o urodzie oraz rozpoznawalności jego stylu pisarskiego. Zarazem odpowiada za gwałtowność tych przemian i wynikające stąd sprzeczności. Innymi słowy Burek był radykałem”.

Opracowana przez Skrendę antologia ma przeglądowy charakter. Znalazły się w niej teksty z rożnych okresów twórczości, dotyczące szerokiego spektrum problemów i zagadnień, którymi zajmował się Burek. Wybrane szkice i fragmenty książek dobrze pokazują wielość jego krytycznych wcieleń po lekturze całości można wyrobić sobie zdanie na temat typu umysłowości i rangi tego pisarstwa. Niebagatelną rolę w procesie poznawania (siłą rzeczy tylko we fragmentach) dzieła Burka pełni układ tekstów zebranych w trzech działach: Sekret ojczyzny, Nowe dzieło?, Krytyka literacka i duch nowoczesności. Tym, którzy znają już dorobek krytyka, taki układ łączący ze sobą prace z rożnych okresów i rożnych źródeł pozwala na nowo przyjrzeć się całości. Tym, którzy po raz pierwszy zasiądą do lektury Burka, układ antologii ułatwi rozpoznanie i uporządkowanie głównych linii rozwojowych w koncepcjach krytycznych oraz dostarczy adekwatnych kluczy interpretacyjnych do zrozumienia jego eseistyki. Dla jednych i drugich z pewnością arcyciekawy okaże się także wstęp do tomu autorstwa Skrendy, który wykracza poza ramy zwykłego wprowadzenia. Autor kreśli w nim wyrazisty portret krytyka, zwraca uwagę na skomplikowaną twórczą osobowość, uwypukla zalety i wskazuje najważniejsze aporie uprawianej przez Burka krytyki i jego myślenia o literaturze. Bo przecież trudno nie zgodzić się ze Skrendą, że pisarstwo Burka dalece wykracza poza ramy nawet szeroko pojętej krytyki, zmierza w kierunku filozofii literatury i dalej jeszcze w kierunku filozofii kultury.

Spośród wszystkich zebranych w tomie tekstów największe wrażenie w nowym układzie zrobił na mnie autotematyczny esej Literatura, niepoważne zajęcie (pierwotnie pochodzący z tomu Dzieło niczyje). Burek w krytyczny sposób przygląda się tu swojej twórczej drodze i ideom, które przyświecały mu w formułowaniu własnych koncepcji. I jest to osąd wyjątkowo ostry, nieco zaskakujący: Mniej więcej czterdzieści lat temu rozpoczynałem studia. Wtedy zacząłem jako odbiorca, a po kilku latach jako ktoś bardziej aktywny uczestniczyć w życiu artystycznym, literackim. Kiedy dzisiaj oglądam się na te lata, mam poczucie, że zajmowałem się czymś nieistotnym i że właściwie zmarnowałem swoje życie. Toteż ze strasznym zawstydzeniem spoglądam na określenie »krytyk literacki«, które figuruje przy moim nazwisku, bo mam świadomość, wierzcie lub nie, jakiejś szarlatanerii, którą uprawiałem przez prawie czterdzieści lat. Mówię prawie, bo od paru lat mam też, na szczęście, poczucie budzenia się, ocknięcia, otrzeźwienia. I może dlatego wykonuję mój zawód nieco powściągliwiej, co oznacza, że właściwie przestaję uprawiać krytykę literacką”.

Takie słowa wyszły spod pióra jednego z największych polskich krytyków to musi dawać do myślenia. Źródeł osobistej przemiany i zniechęcenia do uprawiania krytyki Burek upatruje w radykalnych zmianach zachodzących w świecie i przede wszystkim w dwudziestowiecznej sztuce, w jej autozwrotności i krytycznym dekonstruowaniu własnych fundamentów i założeń. To wszystko nakłada się na nieustanny kryzys wartości duchowych Zachoduoraz powszechną sublimację doczesności i nietrwałości, co nieuchronnie prowadzi do dowartościowania procesów banalizacji kultury. Taką negatywną diagnozę (w pewnym uproszczeniu) stawia Burek, ale widzi też potencjał zmiany i jeszcze jednego zwrotu w powrocie pogardzanej metafizyki. Esej kończy się pięknym akapitem, który powraca do mnie po skończeniu lektury całego tomu: Podobne zwroty dokonują się zawsze w ogłuszającej ciszy i przy napiętej uwadze nielicznych. Nie szkodzi. Zachęceni przez Horror metaphysicus, przenosimy spokojnie wzrok znad pyłu nieistotności ku temu, co istotne”.

Nie jestem pewien diagnozy Burka w jej radykalnej odsłonie (swoją drogą nie wydaje się ona już dzisiaj aż tak radykalna). Czytam drugi i trzeci raz ten tekst, czytam komentarz Skrendy, zastanawiam się. I chyba właśnie o to chodzi w tych naszych lekturach.

Autoportret z okruchów, antologia tekstów Burka w świetnym opracowaniu Skrendy jest książką niezwykle potrzebną, zasłużonym pomnikiem, a jednocześnie przypomnieniem o krytyku totalnym, o tym, co nam zostawił po sobie. To także wielka, wciąż aktualna i wciąż potrzebna szkoła czytania i myślenia o literaturze, kulturze i człowieku.