Miłość przeciw samotności
Hanna Diduszko
Świat nastolatków przeżywających trudy dorastania w przededniu wkroczenia w przedsionek dorosłości, czyli moment tuż przed dokonaniem wyboru dalszej drogi. Nasycenie emocjami, z których najważniejsze to poczucie samotności i rodząca się właśnie miłość. I jeszcze filmy. I jeszcze muzyka. O tym przede wszystkim jest nowa powieść Katarzyny Wasilkowskiej.
Autorka wielu książek dla dzieci i młodzieży, z których wyróżniłabym przejmującą powieść o pogrążaniu się w uzależnieniu od sieci zwykłej, grzecznej dziewczynki, młodszej nastolatki (Już, już!), zanurza się tym razem w burzliwe morze przeżyć ósmoklasistów. Ważnych wątków, nad którymi można by się pochylić dłużej, jest tu co niemiara. Mamy zatem obraz klasowej społeczności. Tworzą się grupy i grupki. Widać wyraziste osobowości: gwiazdę, specjalizującą się w manipulacjach (Ludwika), jej wierną, do czasu, satelitę (Klara), dziewczynę głęboko wierzącą, zdystansowaną wobec siebie i przycinków klasy, umiejącą śmiać się z żartów o sobie (Miłka), „młodego dorosłego”, czyli chłopaka, rozumiejącego więcej niż rówieśnicy i próbującego łagodzić konflikty (Żelek), outsiderów (Tymon, Mery). Mamy obraz zagubienia i niepokojów zgranej i lubiącej się w gruncie rzeczy społeczności klasowej. Zgranie i sympatia nie wykluczają codziennych rozgrywek i przemocowych, raniących zachowań. Widać podleganie wpływom mód oraz uleganie czarowi i pułapkom internetu. W szkolnym świecie piętnastolatków tkwi, zarysowana paroma zręcznymi kreskami, postać nauczyciela, prawdziwego wychowawcy (Smugała), dobrze rozumiejącego uczniów, którym trzeba dać przede wszystkim swoje zaufanie i zostawić przestrzeń do dorastania, a nawet popełniania błędów. Widzimy też rodziców – kochających, z dystansem podchodzących do nastoletniego ponuractwa (rodzice Tymona) i tych, którzy, zagłębieni we własnym (tutaj – prymitywnym) świecie, traktują wrażliwe dzieci jak piąte koło u wozu (rodzice Mery i Miłki). Mamy i wątek nieprzystosowanych do pędu świata dorosłych, wciąż niepewnych, poszukujących ratunku w budowaniu relacji z dzieckiem i zwierzęciem (wujek Bolek). Najważniejsze sprawy to jednak samotność i miłość.
Autorka pokazuje świat z dwóch perspektyw, prowadząc dwutorowo narrację w pierwszej osobie. Czyni to naprzemiennie: raz – z punktu widzenia Mery („wolnego elektrona”, jak mówi i myśli o sobie bohaterka), potem – z punktu widzenia Tymona, nowego ucznia w zgranej, choć przeżywającej konflikty klasie. To zabieg, który może sprawić, że nastoletni czytelnicy zaczną uświadamiać sobie złożoność rzeczywistości, zwrócą uwagę na możliwości różnego podejścia do wielu spraw, pomyślą o wadze empatii, bez której nie ma dobrego funkcjonowania w grupie (nieważne – małej, dwuosobowej, czy dużej) i tak istotnej dla zwykłej ludzkiej przyzwoitości.
Katarzynie Wasilkowskiej udało się bardzo przekonująco pokazać z bliska wewnętrzny świat dwojga głównych bohaterów, wniknąć w ich emocje. A są one, jak to zazwyczaj bywa w tym wieku, nad wyraz silne. O tym, jak głęboko pisarka weszła w wewnętrzny świat swoich postaci, świadczy fakt, że ich emocje udzielają się czytelnikowi (i to niezależnie od tego, ile ma lat). Można wręcz fizycznie poczuć rozpaczliwą samotność dziewczynki, jej doznanie długotrwałego odrzucenia i nie mniej rozpaczliwą chęć ratowania siebie: Mery szuka psychicznego bezpieczeństwa, wzmocnienia i azylu w cudzym domu, a potem próbuje się ogrzać w cieple innej rodziny. Można wraz z nią przeżywać ekscytację w momencie świadomego dokonywania nielegalnego czynu… Można wreszcie wyobrazić sobie fascynację pięknym chłopcem, z którym jest o czym rozmawiać i którego na co dzień otacza miłość. Mery dąży do wejścia w jej krąg. To dla niej jedyny ratunek przed samotnością. Chce też się oczyścić. Pragnie życia w prawdzie. Przeczuwa, że miłość nie zniesie fałszu. To wzbudza podziw. Zdobywa się na ryzyko, prawdziwie bohaterski akt odwagi i czuje ulgę (a czytelnik – razem z nią). Tymon i jego przeżycia są nieco mniej przekonujące. Nie można aż tak bardzo przejmować się jego ponurymi nastrojami, zwłaszcza że otacza go ciepło i morze czułości. Można jednak doskonale zrozumieć oburzenie i wstrząs, jakiego doznaje po wyznaniu dziewczyny, która właśnie stawała mu się bliska. Można też docenić, a wręcz poczuć podziw i wzruszenie wobec dojrzałego podejścia do problemu, wyzwolenia empatii i umiejętności przekroczenia samego siebie w drodze do drugiego człowieka. W drodze do miłości. Bo właśnie się narodziła.
Pisarka ułatwia nastoletniemu czytelnikowi lekturę, odwołując się do rozmaitych gadżetów charakteryzujących współczesność. Padają nazwiska wykonawców i nazwy zespołów cenionych przez młodzież, tytuły filmów. Widzimy tu ambicję kształtowania gustów odbiorcy (na wyklejce widać playlistę wspomnianych w powieści utworów muzycznych zapisanych w kodach QR, odsyłających do Spotifya i YouTube’a) – można odczuć różnicę tonu, gdy jest mowa o ambitnych produkcjach.
Bardzo ważnym elementem zbliżenia do wrażliwości nastolatków jest też posługiwanie się w dialogach ich językiem, który jest skrótowy, operujący wulgaryzmami (wiele ich tutaj). Skrótowość jest celnie zaobserwowaną cechą języka współczesnej młodzieży. Dorosłego czytelnika aż boli, ale – co robić… Słyszymy, że młodzież mówi niewiele, posiłkuje się wykrzyknikami, urwanymi zdaniami, elipsami, ukrywa się za niedopowiedzeniami. Język dialogów daje boleśnie prawdziwy obraz nastolatków zagubionych w rzeczywistości, skrywających się za maskami luzu (to również maski językowe), wyobcowanych, często zdanych na domysły, przez współczesność skazanych na ikonki i emotki. Katarzyna Wasilkowska nie epatuje wulgaryzmami, które obficie wplata w dialogi swych postaci. Wie, że są one, niestety, nieodłączną częścią języka nastolatków. To niedobrze. To zapewne rodzaj trucizny, ale brak tu morałów. Tak jest. I już. Ważniejszy niż językowy sposób wyrażania wewnętrznego świata jest dla pisarki sam świat. A jest on bogaty, pogmatwany, często naznaczony ogromną ludzką wrażliwością. Pisarka opowiedziała się za stanem faktycznym. Pozostaje pytanie, czy to dobrze, że poszła tą drogą…