Masz wiadomość

Zofia Zaleska

Susan Sontag napisała kiedyś tekst o tym, jak w 1947 roku odwiedziła Tomasza Manna – „boga na wygnaniu”, który mieszkał wówczas w domu w Pacific Palisades w Kalifornii. Mann miał wtedy siedemdziesiąt siedem lat, a Sontag czternaście. Była poważną jak na swój wiek nastolatką, która marzyła, by przeczytać wszystko, co się da, i jak najszybciej dorosnąć. Na spotkanie z wielbionym pisarzem jechała z przyjaciółką i ogromnymi oczekiwaniami. Z wizyty wyszła rozczarowana – Mann zaproponował herbatę, wygłosił nudnawy, konwencjonalny wykład, po czym stracił zainteresowanie młodymi gośćmi. Poczucie absurdu, zakłopotania i wstydu sprawiło, że przez lata przyszła pisarka nie wspomniała o tym wydarzeniu nikomu. Nie mogła uwierzyć, że ten sztywny stary mężczyzna napisał książki, od których nie mogła się oderwać.

Spotkania z idolami bywają rozczarowujące, a jednak gdy nadarza się ku nim okazja, podejmujemy ryzyko. W czasach mediów społecznościowych dotarcie do ulubionych twórców jest prostsze niż kiedykolwiek. Przekonałam się o tym podczas pracy nad tekstem poświęconym prozie amerykańskiej pisarki Ottessy Moshfegh. Autorka mieszka na kalifornijskim odludziu, z czytelnikami kontaktuje się poprzez internetową platformę Substack – prowadzi tam blog o nazwie „It’s Ottessa, Bitch”. Jak mówi, ten rodzaj pisania przypomina jej klimat DIY lat 90., tworzenie zinów, które powielało się po kryjomu na szkolnej maszynie ksero. Obserwującym jej konto Moshfegh regularnie przesyła mailowy newsletter, a użytkownikom z wykupioną płatną subskrypcją (37 zł miesięcznie) oferuje dostęp do archiwum, rozmowy na czacie i możliwość przesyłania pytań, na które zabawnie odpowiada w kąciku literackich porad.

Zaciekawiona opłaciłam miesięczną subskrypcję i całkowicie wsiąkłam w świat autorki Mojego roku relaksu i odpoczynku. Czytałam niepublikowane teksty, notatki ze szkolnych zeszytów i odpowiedzi na dręczące ludzi pytania, na przykład: czy mogę być pisarzem, jeśli mam nijakie życie i nie doświadczyłem niczego ciekawego? Moshfegh ogłaszała, że zamiast tracić czas na seriale i reality shows, zaczyna czytać Dostojewskiego, po czym przyznawała się do kapitulacji i uzależnienia od Youtuba. A ja zamiast pracować, siedziałam na Substacku. Co mnie tak wciągnęło? Na pewno wyrazisty styl Ottessy, ale i możliwość nagłego skrócenia dystansu. Nie piłam herbaty z Moshfegh, ale trochę tak się czułam, gdy raz na tydzień znajdowałam w skrzynce wiadomość od niej.

Substack powstał w Stanach Zjednoczonych w 2017 roku i od tamtego czasu, mimo różnych kontrowersji (ostatnio wokół kont propagujących faszystowskie treści), jego popularność rośnie. To darmowa platforma, pozwalająca konstruować, docelowo płatny, newsletter, który twórcy wysyłają do swoich fanów. Opowiadają w nim, nad czym pracują, dzielą się literackimi rekomendacjami i migawkami z życia. Często przesyłają fragmenty tworzonych na gorąco lub nigdy wcześniej niepublikowanych tekstów. Konta mają tam m.in. Miranda July, Patti Smith, Etgar Keret, Rebacca Makkai, George Saunders. Patti Smith przyznaje, że newsletter to świetne narzędzie dzielenia się z młodymi ludźmi wartościami, które ją ukształtowały i są jej bliskie. Artystka na filmikach nagrywanych wprost ze swojej sypialni opowiada o ulubionych poetach i pisarkach. Na substacku „na żywo” tworzy też książkę zatytułowaną The Melting. Idea wpuszczania czytelników do prywatnego świata podoba mi się, lubię się dzielić – mówiła Smith w rozmowie z „Variety”.

Tworzenie czytelniczej wspólnoty, inspirowanie do opowiadania historii i dyskusji o literaturze to z kolei substackowy cel Saundersa. Jego blog Story Club with George Saunders proponuje namysł nad tym, dlaczego niektóre historie sprawiają, że musimy je przeczytać do końca, w jaki sposób zmyślenie wpływa na rzeczywistość i jak to, co czytamy, nas zmienia. Na Substacku Saunders prowadzi swoisty kurs literacki (pełny dostęp za 22 zł miesięcznie) – publikuje własne utwory, analizuje cudze teksty (podobnie jak robił to w książce Kąpiel w stawie podczas deszczu), przesyła zadania domowe i regularnie łączy się z odbiorcami. Jego „klub” ma ponad 300 tysięcy członków, a pisarz twierdzi, że Substack to w tej chwili najlepsze, co oferuje internet. 

Na razie dużo treści umieszczanych na platformie jest darmowych. Poza sławami trafiłam tam na niszowe konta prowadzone przez pasjonatów konkretnych tematów, zapisałam się na zbyt wiele newsletterów, m.in. Astrologia dla pisarzy czy popkulturowy Nicstalgia. Doświadczenie, które nabyliśmy przez lata obcowania z internetem, podpowiada jednak ostrożność. Czy to kolejne, z definicji wspólnotowe, wolnościowe miejsce, które z czasem stanie się narzędziem opresji i manipulacji? Czytając eklektyczny blog Moshfegh, jestem w stanie uwierzyć w optymizm Saundersa. Nie czuję, że uczestniczę w kolejnej wymuszonej autopromocji, raczej, że mam szansę na nowy rodzaj spotkania z lubianą przeze mnie pisarką, która zaprasza do swojego ekscentrycznego świata i – podobnie jak ja – ma z tego spotkania frajdę. Sama nie rozsyłam newslettera na Substacku, ale tym tekstem rozpoczynam pisanie felietonów dla „Nowych Książek”, co wydaje mi się równie ekscytujące. Jesteśmy w kontakcie.