Granice języka, granice świata

Jan Skoumal

Wiesław Myśliwski pokazywał, „kim jest człowiek wrośnięty silnie w swoje gniazdo i matecznik, bądź kim może się stać, kiedy odetnie się od swoich korzeni”. Tak o twórczości pisarza z Dwikozów pisze w swojej pracy Rytmy życia, rytmy śmierci Michał Piętniewicz.

Do przygody myślenia o Myśliwskim – wybitnym „duchologu”, stojącym po stronie mocnego sensu – autor zaprasza nas od pierwszych kart swojej rozprawy. Publikacja ta stanowi jednocześnie ostatnią publikację o twórczości pisarza wydaną za jego życia. Wiesław Myśliwski zmarł 29 marca 2026 roku i zostawił po sobie dziedzictwo, które Piętniewicz określa mianem spójnego, całościowego projektu artystycznego. Projekt ów, oparty na życiodajnej i światotwórczej mocy słowa, jest zaś przedsięwzięciem z ducha hermeneutycznym. Wewnętrznie zdialogizowanym i osadzonym w sferze pomiędzy zadomowieniem a wygnaniem.

Czym więc jest hermeneutyka, w której świetle będziemy poruszać się w ślad za Piętniewiczem? Zdaniem autora – literaturoznawcy i doktora nauk humanistycznych – jest ona kształceniem mającym na celu odnalezienie sensu: niejako dokopanie się do obiektywnej esencji, skrytej pod warstwą zmiennej, namacalnej egzystencji. Zadaniem hermeneuty nie jest wyjaśnianie, a zrozumienie otaczającej go rzeczywistości, do czego kluczem jest dialog. Ten zaś odbywa się w sferze „pomiędzy”, folgując „sztuce unikania nieporozumień” – jak określał hermeneutykę niemiecki filozof Hans-Georg Gadamer, wielokrotnie przywoływany w recenzowanej pracy. Takim właśnie rasowym hermeneutą, jak twierdzi literaturoznawca, był właśnie Wiesław Myśliwski. W żadnym jednak wypadku nie należy posądzać pisarza o bezpośrednie wdrażanie w swej twórczości tez wielkich hermeneutów. Piętniewicz podkreśla, że raczej ma na myśli swego rodzaju intuicję hermeneutyczną po stronie wybitnego autora, wyrażającą się w powracającej na kartach jego twórczości dialektyce życia i śmierci.

Intuicję tę dostrzeżemy, dając porwać się nieskończonemu potokowi mowy żywej, wpisującej się w prawdziwie hermeneutyczne koło rozumienia. Po raz pierwszy ta hermeneutyczna gra objawia się już w debiucie Myśliwskiego. Nagi sad (1967) jest swoistą „relacją z zaginięcia”. Tym, który zaginął i próbuje się odnaleźć, jest syn wracający z nauk w mieście do rodzinnej wsi. Powtarzający się na kartach powieści motyw zmyślenia syna przez ojca – posyłającego swe dziecko do szkoły, dumnego z jego rzekomej wszechwiedzy i trzymającego go z dala od pracy na polu – często jest zdaniem literaturoznawcy odczytywany płytko i stereotypowo. Mamy bowiem do czynienia z rozpoznaniem iście hermeneutycznym: w rzeczywistości to syn zmyśla sobie ojca jako tego, który miał zmyślić własnego syna. Ojciec zaś godzi się na taki układ z miłości do dziecka. Syn, zawieszony pomiędzy zadomowieniem (wieś, społeczność wiejska) a wygnaniem (nauka, praca nauczyciela, ojcowskie „nie rusz ziemi”), wszczyna hermeneutyczny dialog, myślącą narrację, w którą z własnej woli wchodzą obie strony. Byt ma tu charakter relacyjny – istnienie syna jest przyswajane istnieniem ojca, co wyraża się w powtarzanym po wielokroć „Jesteś?”, w mowie syna dialogującej z milczeniem ojca.

Mowa potrzebuje milczenia. Prawda ta, jak zauważa literaturoznawca, łączy Nagi sad z inną powieścią Myśliwskiego. Kamień na kamieniu (1984) jest dialektyką mowy i milczenia, stawania się i skończoności, życia i śmierci. To dzieło, zdaniem autora recenzowanej pozycji, mówiące o gospodarowaniu światem: o podejmującym się go, żyjącym na zewnątrz Szymonie, oraz o niewłaściwie gospodarzącym, uwewnętrzniającym się Michale. O mowie pierwszego, w której wyraża się milczenie drugiego z braci. Obaj bohaterowie, jak pisze badacz, zostali iście po heideggerowsku „rzuceni w świat”, z którym sama powieść szuka punktu styku i dialogu. Dialog ów toczy się, metaforycznie rzecz ujmując, między dwoma tytułowymi kamieniami: świętym (właściwym homo seriosus, człowiekowi poważnemu) oraz jarmarcznym (homo ludens, a więc człowiek bawiący się). Z ich rozmowy, stwierdza badacz, wyłania się zaś powieść, „która ma na celu przywrócenie wiary w logos, w stwórczą potencję słowa”.

Także monologizujący bohaterowie Wiesława Myśliwskiego w rzeczywistości prowadzą z ducha hermeneutyczne dialogi. Przekonamy się o tym, gdy przyjrzymy się dwóm następnym powieściom pisarza z perspektywy zaproponowanej przez Piętniewicza. I tak, demaskuje on powierzchowne rozumienie Pałacu (1970) jako monologu człowieka w obłędzie. Po pierwsze, jak stwierdza, nie jest on do końca monologiem, a raczej dychotomiczną rozmową między dwoma nierealnymi bytami: niepełnym Jakubem owczarzem i urojonym Jakubem-panem. Po drugie i najważniejsze, nie jest to książka o obłędzie, a zasadniczo „powieść o dojrzewaniu do obłędu”. Literaturoznawca przekonuje nas, że popadnięcie w szaleństwo równa się „zerwaniu paktu ze światem” – paktu, którego utrzymywanie jest warunkiem tworzenia sztuki. Utrata kontaktu „z czasem ludzkiego światoobrazu”, a więc obłęd, jest zaś tej sztuki przeciwieństwem. Postępuje ona po stronie bohatera Pałacu z każdą kolejną stroną, kulminuje zaś w końcowej scenie pożaru – cały czas czytamy jednak nie o psychotyku, przekonuje Piętniewicz, a o prepsychotyku, o człowieku zmierzającym ku stanowi psychozy. Autor Rytmów życia, rytmów śmierci, świetnie zaznajomiony z literaturą z zakresu psychiatrii, zapewnia nas bowiem, że tworzenie w stanie psychozy jest niemożliwe. Słowo zaś, znów zyskujące prymarne znaczenie jako język ocalający i dający nadzieję, trwa w hermeneutycznym dialogu stabilności i niestabilności, przerwanym wraz z przekroczeniem granicy szaleństwa.

Drugą pozornie monologizującą powieścią jest oczywiście Traktat o łuskaniu fasoli (2006). Oswajanie pustki poprzez zagadywanie świata, będące udziałem dozorcy na osiedlu domków letniskowych, dokonuje się przez monolog silnie zdialogizowany, potrzebujący odbicia w ciszy nieznanego przybysza – podobnie jak mowa Szymona potrzebująca milczenia Michała (Kamień na kamieniu). Takie rozpoznanie siebie w drugim to poznanie jak najbardziej hermeneutyczne, znów dopełniające się poprzez język. I tu wybrzmiewa cytat z Ludwiga Wittgensteina, austriackiego filozofa, powtarzany nieraz przez Myśliwskiego, przytoczony także przez literaturoznawcę: „Granice mojego języka oznaczają granice mojego świata”. Dialogujący mówcy z Pałacu i Traktatu… badają bowiem swoje światy: pierwszy zmierza do wypadnięcia poza owe granice, drugi – do uporania się ze zjawiskami czasu i własnej pamięci.

Autor omawianej publikacji spaja literacki dorobek pisarza hermeneutyczną klamrą, odsłaniając przed nami jego oblicze jako sensualnego filozofa, przez język dążącego do zrozumienia sensu świata. Wiesław Myśliwski całe życie chronił swoją prywatność i negował próby przypisywania jego dziełom charakteru autobiograficznego. Niemniej Piętniewicz sięga tu po jeszcze jedną jego powieść, na kanwie której postuluje coś odmiennego. Oto bowiem rozgrywający się głównie w przestrzeni Sandomierza Widnokrąg (1996) zawiera silniejsze niż w innych powieściach tropy wiążące dzieło z życiorysem autora. Literaturoznawca przywołuje tu słowa Myśliwskiego – dla którego akt twórczy jest „deformowaniem doświadczonej rzeczywistości” – wyznającego: „nie potrafię opowiedzieć o czymś, czego sam nie przeżyłem”. Za pozornym zaprzeczeniem kryje się w tym przypadku pewien stopień autobiografizmu.

Obecność takiej „techniki maski”, wyważonej między literacką konwencją a życiową konfesją na iście hermeneutyczną modłę, może nas tylko utwierdzić w słuszności całego badawczego projektu, jakiego podjął się Michał Piętniewicz. Z pewnością odnalazł on niezwykle interesujący i intelektualnie zajmujący klucz do zrozumienia prozy Wiesława Myśliwskiego. Klucz do dorobku artystycznego mówiącego o hermeneutycznej przemianie człowieka w opowieść o sobie samym poprzez żywy język.