Fredro – sól w oku
Magdalena Woźniewska-Działak
„W gruncie, o Fredrze wiemy bardzo mało” – opinię Tadeusza Boya Żeleńskiego sformułowaną w Obrachunkach fredrowskich przed bez mała stu laty dziś już uznać należy za nieaktualną. O autorze Ślubów panieńskich wiemy dużo. Recepcja jego twórczości trwa nieprzerwanie od dziesięcioleci, autorytet najwybitniejszego komediopisarza polskiego jest niepodważalny. W XX wieku Fredro miał szczęście do wybitnych badaczy, którzy z pełnym oddaniem poświęcili swe naukowe życie zgłębianiu tajemnic jego pisarstwa. Dowodem jednak na to, że fredrologia warta jest uzupełnień, a nawet rewaloryzacji, jest praca zbiorowa Kreacje i deformacje. Aleksandra Fredry metamorfozy świata. Rzecz zredagowały Małgorzata Łoboz i Olga Taranek-Wolańska. Publikacja, co należy podkreślić, ujrzała światło dzienne w ramach serii „Romantyzm krajowy. Studia i interpretacje”, wspaniale akcentując fakt, że Fredro jest bodajże jedną z najjaśniejszych gwiazd romantyzmu krajowego właśnie, wciąż pozostającego w cieniu romantyzmu Wielkiej Emigracji.
Tom jest zbiorem piętnastu artykułów o zróżnicowanej tematyce. Do pytań o związki pisarza ze swą epoką powraca w nim Wiesław Rzońca. Autor studium Fredro romantyzmu w naszej dwudziestopierwszowiecznej współczesności postuluje wyznaczenie perspektywy zmieniającej status kulturowy twórcy, o którym wciąż nierzadko i chyba niesłusznie pisze się jako o zjawisku odrębnym i przeciwstawnym wobec romantyzmu kanonicznego. Tymczasem wyrafinowany humor fredrowskich komedii często podszyty jest ironią, a wykreowany w nich świat nosi znamiona groteski. Stąd blisko mu do wybitnych dramatów epoki (Słowacki), nad dziełami których refleksja nigdy się nie kończy, a i niedaleko do nowoczesności.
Tym, co stale zajmuje uwagę fredrologów, jest również złożony, często niejednoznaczny charakter relacji kobiet i mężczyzn, ów niedający się okiełznać przez ratio „magnetyzm serc”, który stawia bohaterów w najrozmaitszych sytuacjach, każąc im ponosić szereg konsekwencji miłosnych uniesień. Temat ten jest wciąż opracowywany na wiele sposobów. Rzońca kładzie akcent na tkwiący w wielu dziełach komediopisarza potencjał reinterpretacji, dający się odsłonić wraz z wykorzystaniem metodologii inspirowanych dekonstrukcjonizmem. Narzędzia wypracowane na gruncie teorii feministycznych i genderowych pozwalają na przykład, w ocenie autora studium, przyglądać się przejawom „męskiej dominacji spod znaku kulturowego feudalizmu”, a przez to uwidaczniać aktualność jego twórczości tkwiącą w rozpoznawaniu schematów gier damsko-męskich i walki płci. Karol Samsel w tekście: Seksualność w komediach Aleksandra Fredry czytana z perspektywy Law and Literature proponuje nową optykę spojrzenia na fredrowskich bohaterów, a zwłaszcza tych, którzy działają na granicy prawa.
W pobliżu problematyki relacji znajduje się artykuł Anny Pigoń Mocium pani? Autorka podkreśla kluczowe znaczenie kobiet – bohaterek wpływających na przebieg akcji wielu utworów. Współczesność sprzyja aktualizacji pytań o autonomię tychże postaci, ich sprawczość i decyzyjność. Wymienione artykuły łączą się mocną nicią z tekstem Eros na cenzurowanym Olgi Taranek- -Wolańskiej, w którym przedmiotem rozważań jest wpływ cenzury obyczajowej na twórczość obsceniczną Fredry – dotąd sporadycznie komentowaną, niepopularyzowaną, obciążoną wpływem rozmaitych obostrzeń. Cenzura obyczajowa (nie bez związku z wrażliwością czytelników i ich trudnościami związanymi z dostrzeżeniem walorów estetycznych literatury z pogranicza erotyki i pornografii) zepchnęła ją, jak zauważa autorka studium, do „nieoficjalnego obiegu literatury wywołującej skandal”. Młodzieńcza twórczość Fredry, silnie inspirowana bezpruderyjnym, zdrożnym żołnierskim humorem funkcjonuje jako „mniej znana” i „nieodczytana”. W przeszłości cenzurowana była wszak nawet przez edytorów Fredry (Pigoń, Zakrzewski widzieli w niej „sól w oku” fredrologii). Współczesność, znosząca granice dobrego smaku w sztuce, umożliwia partycypującym w kulturze stały kontakt z obscenami. Robi to na wiele sposobów. Przypomnijmy, w minionym roku spektakularny sukces odniósł autorski spektakl Macieja Wojtyszki w Teatrze Telewizji, opowiadający o literackiej legendzie XIII księgi Pana Tadeusza. Fredrę, rzecz jasna, reżyser uczynił jednym z głównych bohaterów spektaklu. Czy przekonuje nas stwierdzenie Dobrochny Ratajczakowej, że: „Literatura obsceniczna, do której zalicza się cenzurowane teksty Fredry, jest elitarna, bardziej wyrafinowana niż pornografia”? Czy rzeczywiście tworzy ona „swoistą antynormę intelektualną”? – to pytania otwarte.
W komentowanym tomie znajdziemy też studia mówiące o relacjach łączących Aleksandra Fredrę z ważnymi twórcami romantyzmu krajowego (artykuł Grażyny Połuszejko Aleksander Fredro i Wincenty Pol – korespondencje artystyczne i światopoglądowe) oraz o edycjach dzieł Fredry w seriach wydawniczych dla młodzieży i ludu do 1918 roku (pisze o nich Marta M. Kacprzak) i obecności Fredry w dziewiętnastowiecznych sztambuchach (tej kwestii przygląda się znawczyni literatury brulionowej Ewa Szczeglacka- -Pawłowska). Za wart wyodrębnienia uznać należy właśnie ów temat popularyzacji, stałej obecności w obiegu czytelniczym pod tak wieloma względami zróżnicowanej twórczości. Recepcja płynęła wielotorowo. Był Fredro komediopisarz solą w oku wyznawców romantyzmu ofiarniczego, a jednak pozostaje faktem, że drukowano jego utwory, cytowano, przepisywano do sztambuchów i pamiętników. Co więcej, o autorze Zemsty pisano, grywano jego sztuki, nie tylko na polskich, lecz i na zagranicznych scenach. Przykład niezwykłej wręcz popularności autora Ślubów panieńskich w dziewiętnastowiecznym teatrze słowiańskiego Południa (teatr serbski i chorwacki) opisuje Milica Jakóbiec-Semkowa. Kontynuując badania Włodzimierza Kota, badaczka wskazuje na fenomen popularności komedii Damy i huzary, m. in. akcentując istotną rolę w popularyzacji dobrego przekładu tego dzieła, dokonanego przez Maksima Prica. Ślady żywego odbioru niekomediowej części spuścizny artysty odnajdywane są w pisarstwie twórców epok późniejszych. Na przykładzie Tetmajera, który z pewnością znał Trzy po trzy Fredry, interesująco sygnalizuje tę kwestię (inspirowana spostrzeżeniami Karola Samsela o związkach Żeromskiego z autorem pamiętnika z czasów napoleońskich) Anna Kuligowska-Korzeniewska. Pośrednio wybrzmiewa tu postulat powrotów do prozatorskich utworów Fredry i prób wnikliwszej rekonstrukcji dziejów recepcji historycznej części jego pisarstwa. Może temu (i nie tylko – prawie czterdzieści komedii zobowiązuje!) zadośćuczynić krytyka genetyczna, o możliwościach której pisze w tomie Agnieszka Kuniczuk. Rękopisy, warianty autografów, pierwodruki, kolejne wydania, rozliczne świadectwa epoki współtworzą gęstwinę edytorsko niełatwą, ale poznawczo wiele obiecującą. Wszak „Aleksander Fredro to dla badań z obszaru krytyki genetycznej [...] jednocześnie pisarz idealny, jak i przeklęty”. Uchwycony w sidła interpretatorów, wymyka się im nieustannie, tym lub innym dziełem potwierdzając swój geniusz. Potwierdza to erudycyjne studium Olafa Krysowskiego, przypominające zdumiewające wręcz bogactwo interpretacyjne komedii Pan Jowialski i wyłuskujące dotąd nieopisany, a jakże ciekawy, nowy wątek – alegoryczność projektu malarskiego jednego z bohaterów komedii – Wiktora. Niewyczerpywalność potencjału interpretacyjnego twórczości Fredry jawi się zresztą na różne sposoby, o czym świadczy w tomie artykuł Beaty Raszczyk. Autorka analizuje znaną bajkę Paweł i Gaweł z perspektywy psychologicznych rozważań nad temperamentami. Jarosław Marek Rymkiewicz orzekł, że: „Olśniewające pomysły filologów mają [...] niestety niekiedy to do siebie, że ignorują teksty i fakty życiowe”. Dobrze jednak wiadomo, iż istnieją i takie badania, które odnoszą się do faktów z szacunkiem. Komentowany tom to potwierdza wieloma tekstami, choćby artykułem Miloša Řeznika, opowiadającym o Fredrze jako działaczu społecznym i polityku.
Wykazując atrakcyjność artykułów pomieszczonych w omawianym tomie, warto zwrócić uwagę i na te teksty, które dotyczą erudycji muzycznej pisarza, zwłaszcza operowej. Pisze o nich w swym szkicu Małgorzata Łoboz, wskazując na ciekawe związki Fredry z Moniuszką (Instrumentacja ohydna i myśli błazeńskie, czyli Fredro w interpretacji Stanisława Moniuszki). Tropy operowe w literackiej warstwie dzieła Koncert. Intermezzo śledzi zaś w ciekawym szkicu Muzyczne formy w służbie poezji Łukasz Piaskowski.
Komentowany tom zamyka interesująca rozmowa Olgi Taranek- -Wolańskiej z Marianem Urselem. Uczony wyznaje w niej: „Kiedy mówię o Fredrze, to widzę go”. Badacz poświęcił szereg prac geniuszowi komedii polskiej; tutaj przyznał jednak, że młodszemu pokoleniu fredrologów pracy nie zabraknie. W wywiadzie wybitny znawca dzieła Fredry upomniał się o częstsze powroty do twórczości prozatorskiej pisarza, zwłaszcza do Trzy po trzy, i dramatów z ostatniego okresu. I przestrzegł przed scenicznymi eksperymentami, zauważając, że Fredro czuje się najlepiej „we własnym surducie”. Niedobrowolne przenosiny hrabiego Aleksandra ze Lwowa do Wrocławia, miasta nazywanego dziś „siedliskiem fredrologii”, sprawiły, że meandrami płynące nurty naukowej recepcji jego dzieła i żmudnej pracy badaczy nad odzyskiwaniem i odsłanianiem fenomenu jego różnorodnej twórczości stały się przywilejem Wrocławian. W stolicy Śląska znajduje się duża część jego rękopisów i wyjątkowa relikwia – przywieziony przez Bogdana Zakrzewskiego w 1970 roku z Rudek palec mistrza.
Na wrocławskim Rynku Starego Miasta stoi pomnik pisarza. Zadumany Fredro pilnuje swego dziedzictwa; współtworzą je już dziś dziesiątki opracowań, spektakli, recenzji jego utworów i adaptacji. Rekomendowanie lektury tomów zbiorowych nie należy więc i z tego powodu do rzeczy łatwych. Czytelnicy bywają krytyczni wobec książek gromadzących pod jednym szyldem studia zróżnicowane tematycznie. Obawiają się dygresyjności, nudy powtórzeń. Z pomieszczonych w prezentowanej książce artykułów, nie przyczynkarskich, lecz dopowiadających, doświetlających, wyznaczających nowe tropy interpretacyjne wyłania się jednak naprawdę ciekawy portret pisarza, którego dystans i krytyczne, choć wypełnione humorem spojrzenie na rzeczywistość wprawia nas nieustannie w dobry nastrój, jednocześnie prowokując do refleksji nad światem (i sobą) całkiem na serio.