Życie i wymieranie
Inga Iwasiów
Powieść Vereny Kessler układa się w antologię współczesnego macierzyństwa. Jej bohaterkami są kobiety mające różne – ale, jak się okaże, powiązane ze sobą – podejścia do bycia matką.
Wyobrażam sobie autorkę rozpisującą wątki tak, by się nawzajem dopełniały, a zarazem odzwierciedlały toczące się dziś dyskusje. Gdy sympatyzujemy z jedną postacią, druga wprowadza odmienną, równie angażującą perspektywę. Wszystkie bohaterki rozwijają się, nie tkwią we własnych poglądach, życie ma wobec nich swoje plany. Te właściwości – oraz oczywiście temat głów Wyobrażam sobie autorkę rozpisującą wątki tak, by się nawzajem dopełniały, a zarazem odzwierciedlały toczące się dziś dyskusje. Gdy sympatyzujemy z jedną postacią, druga wprowadza odmienną, równie angażującą perspektywę. Wszystkie bohaterki rozwijają się, nie tkwią we własnych poglądach, życie ma wobec nich swoje plany. Te właściwości – oraz oczywiście temat główny i wątki tła – decydują o powodzeniu pisarki. Poświadczają jednak zarazem sprawność uzyskaną na studiach kreatywnego pisania, które autorka ukończyła. Coś w tym idealnym zejściu się klocków za mocno dociska tezę. Kessler sugeruje, że rozwiąże nasze dylematy, nawet takie, które pokazuje jako otwarte, bo w istocie pasują świetnie do wybranej kompozycji – wizji świata.
Centralną postacią powieści jest Eva Lohaus, nauczycielka i aktywistka klimatyczna. Jej zdaniem antidotum na kryzys ekologiczny jest powstrzymanie się przed rodzeniem dzieci. Wykłada swój program dziennikarce Sinie. Eva, apodyktycznie głosząca nowinę, przychodzi na spotkanie w towarzystwie kundla Maddie. „»Tak jak ta zaginiona dziewczynka?«, o mały włos nie zapytałam. Uśmiechnęłam się jednak tylko i popatrzyłam, jak zwierzę grzecznie kładzie się pod stołem”. Intelektualistka głosząca szkodliwość powoływania na świat dzieci nierozstająca się z psem – ciągu dalszego nie można było uniknąć. A może tak, gdyby dziennikarka nie była w trakcie starań o ciążę. Każde zdanie wywiadu musi ją ranić, zdaje się wymierzone w nią, w priorytety jej związku z uroczym Milo, pragnącym potomstwa.
Dopisany do wywiadu komentarz o psie, podyktowany resentymentem, wywołuje lawinę hejtu wobec Evy Lohaus. Pisarka w pierwszej części przedstawia konflikt między programem ratunkowym dla świata a osobistymi pragnieniami jednostek. Hołubiąca „psiecko” aktywistka zostaje wystawiona na żer internautów, co ewokuje temat upadku etyki prasowej. Procedury diagnostyki płodności, znużenie i inne emocje związane z seksem nastawionym na prokreację poznajemy z pierwszoosobowej narracji Siny. Jesteśmy z nią. Lohaus z Maddie odsyłamy do kręgu przemądrzałych dziwaczek, egoistek chcących ograniczać wszystkich innych poza sobą i własnym, karmionym mięsem kundlem.
W części drugiej towarzyszymy Evie prezentowanej przez trzecioosobową narratorkę. To ważne – jesteśmy blisko, a jednak w dystansie. Bohaterka niedawno wprowadziła się do wymagającego remontu domu na wsi. Nie towarzyszy jej pies, czasem przyjeżdża żonaty kochanek. Stopniowo poznajemy historię przeprowadzki: prześladowana przez „obrońców życia” kobieta uciekła z miasta. Psa nie ma, bo został zabity w akcie nienawiści.
Żeby rzecz skomplikować, Kessler stawia na drodze Evy dziesięcioletnią Josi, wychowywaną przez pracującego w rzeźni ojca, miłośniczkę przyrody, marzącą o odkrywaniu nieznanych gatunków zwierząt. Powoli tka się nić porozumienia między zdegradowaną nauczycielką a niezależną uczennicą. Punktem kulminacyjnym staje się wypowiedziana w złości rewelacja, iż zanim Josi dorośnie, nie będzie lasów deszczowych, w których mogłaby prowadzić badania. Takich rzeczy nie mówi się dziecku; tak się nawet nie myśli, mając pod opieką dziesięciolatkę, sugeruje pisarka. Dokonany świadomie wybór bezdzietności okazuje się bardziej skomplikowany, niż sądzą opiniotwórcy i legion nienawistników. Eve trafia się „rodzina z wyboru”, tworzy ją z dzieckiem z sąsiedztwa i mężczyzną skupującym złom. Recykling oszczędza zasoby, takie zajęcie, urok osobisty i zamiłowanie do wolności czynią z Jana dobrego partnera. Zwłaszcza po odejściu Georga do żony i dziecka. Eva i Sina spotykają się jeszcze raz. Sina namawia Evę do napisania książki wyjaśniającej przystępnie program samoograniczeń. Czy ta misja przyniesie sukces, dowiemy się w kolejnych, poświęconych innym Ewom, rozdziałach.
Tytułowa Ewa to bowiem nie ekologiczna aktywistka, nauczycielka wykluczona ze szkolnej społeczności pod naciskiem rodziców, lecz pierwsza rodząca kobieta. Mityczna pramatka wszystkich, naznaczona grzechem pierworodnym, silna i skazana na krąg reprodukcji. Skoro tamta zapoczątkowała skażenie idealnej planety, jej potomkinie mogą je zatrzymać.
W kolejnych częściach antologia zyskuje reprezentatywne herstorie. Siostra Siny ma troje dzieci i zajętego pracą męża. Jest przeciążona, chce choć na chwilę zapomnieć o trosce. Sekretarka ze szkoły, w której pracowała Eva, traci nastoletniego syna i nie potrafi podnieść się z rozpaczy. Każdą z nich zawodzą partnerzy. Sojusznikami okazują się mężczyźni uosabiający żywioły ważne dla bohaterek: Jan, podzielający miłość Evy do wolności i wody. Jarek, pracujący w magazynie odzieżowym gej z Polski, bolejący nad śmiercią brata, milkliwy przyjaciel matki w żałobie.
Wielkie miłości nie sprawdziły się w życiu bohaterek. Idea bezdzietności nie jest prostą receptą, oznacza raczej łączenie sił, świadomość zagrożeń, empatię. W ostatniej herstorii Kessler podkręca przesłanie, cytując zagadkę opowiadaną przez ojca córce. Nikt tej zagadki nie umie rozwiązać, bo choć ojciec udawał, że jest inaczej, nie ma dobrego rozwiązania. Jednym słowem: nigdy nie wiemy, co nam przyniesie życie. Prawda dość oczywista, jak oczywiste jest to, że są kobiety nade wszystko pragnące dzieci i te, które nie czują podobnego imperatywu. Niektóre zachodzą w ciążę na początku związku, innym „nie będzie dane”. Trwa wielkie wymieranie gatunków, ale nie znamy daty rozpadu Ziemi.
Powieść Kessler napisana została zręcznie i uczciwie, choć nierewelatorsko przedstawia sytuację, przekształcając w sposób typowy dla pokolenia autorki dyskurs feministyczny. Potomkinie Ewy nie mają lekko, ale to w nas nadzieja. Ostatecznie dzieci będą nadal przychodziły na świat, a my się nimi zajmiemy.