Powrót po stu latach
Z prof. Gabrielą Matuszek-Stec rozmawia Tomasz Kłusek
[…] W marcowym numerze „Nowych Książek” rozmawiałem z Moniką Śliwińską, autorką biografii Tadeusza Boya-Żeleńskiego Książę. Wiadomo, że Przybyszewski odegrał bardzo ważną rolę w życiu Boya. Na moje pytanie o pozycję autora Śniegu w młodopolskim Krakowie usłyszałem cytat z Xawerego Dunikowskiego: „gdyby po jednej stronie ulicy szedł Chrystus, a po drugiej Przybyszewski – to wszyscy ludzie patrzyliby na Przybyszewskiego”. Aż tak?
Skoro nawet ten wybitny rzeźbiarz był pod urokiem osoby i dzieł Przybyszewskiego… Widać to w wielu realizacjach Dunikowskiego, nie tylko z tamtego okresu. Przybyszewski w każdym środowisku, w jakim przebywał, był osobowością wyróżniającą się, choć oczywiście jednych mocno przyciągał, a innych odpychał (trzeźwych, racjonalnych, krytycznych wobec nadmiaru egzaltacji lub inaczej postrzegających kwestie sztuki i wizerunek artysty). Niemieckich i skandynawskich twórców fascynowała jego emocjonalność i zmysłowość, skłonność do stanów mistycznych, ogromna skala uczuć, niejednokrotnie współwystępujących: eksplozje szczęścia i bezbrzeżna melancholia, egzaltacja i ironia. Nie bez powodu został nazwany „królem berlińskiej bohemy”. Zaskakiwał i prowokował poglądami, wygłaszanymi w formie długich ekstatycznych improwizacji, swoją grą fortepianową wprowadzał słuchaczy w rodzaj osobliwego transu; oczarował Augusta Strindberga, inspirował Edvarda Muncha, ożenił się z najbardziej pożądaną kobietą ówczesnego fin de siecle’u Dagny Juel itd. O wielu z tych kwestii piszę w mojej pierwszej książce „Der geniale Pole”? Niemcy o Stanisławie Przybyszewskim (z 1993).
W Polsce przez kilka lat był bożyszczem i literacką gwiazdą, oczywiście nie dla wszystkich. W środowisku młodych twórców Przybyszewski był traktowany jako guru, mistrz, jego koncepcja sztuki była objawieniem. Przez mieszczaństwo „genialny Polak” postrzegany był najpierw z dystansem, jako produkt „made in Germany”, potem z niechęcią, zwłaszcza ze względu na głośnie cyganeryjne życie i libacje, które zakłócały małą krakowską stabilizację. W końcu, w związku z romansem z żoną Jana Kasprowicza i późniejszym zabójstwem Dagny przez zakochanego w niej Władysława Emeryka, stał się obiektem niewybrednych ataków, rozpowszechniania nie do końca prawdziwych plotek i konstruowania wokół jego osoby rozmaitych mitów (jak ten o odprawianiu czarnych mszy) – tak powstawała czarna legenda Przybyszewskiego, która żyje do dziś i zawsze miała się lepiej niż jego utwory.
Tej negatywnej percepcji w masowym obiegu nie zrównoważyły opinie wybitnych krytyków epoki, takich jak Stanisław Brzozowski, który wysoko cenił twórczość Przybyszewskiego i nazwał go „świadkiem martyrologii człowieka, duszy twórczej w obecnym społeczeństwie”, czy Karol Irzykowski, który widział w autorze Confiteoru przywódcę modernistycznej rewolucji literackiej. Zofia Nałkowska wyznała, że to Przybyszewski odkrył przed nią istotę sztuki oraz odsłonił jej związki ze stanami emocjonalnymi i religijnymi, Maria Dąbrowska pisała, jak wielkim szczęściem było rozczytywać się w jego książkach, Juliusz Kaden-Bandrowski twierdził, że Polacy nigdy nie rozumieli Przybyszewskiego, Maria Kuncewiczowa stawiała go na równi z największymi twórcami ówczesnej Europy, cenił go nawet Witold Gombrowicz, który tak pisał: „obalał naszą zacną, czystościową i obywatelską, koncepcję sztuki, wprowadzając w polską idyllę pojęcie artystycznego tworzenia jako procesu demonicznego. On pierwszy był w Polsce sztuką bezwzględną i nie liczącą się z niczym, będącą niemiłosiernym wyładowaniem duchowym. On pierwszy wśród nas naprawdę zażądał głosu”.
Przeciętny Polak wie (choć nic nie wie), że Przybyszewski to deprawator i mierny pisarz, co pokazuje, jak trwałe bywają klisze oraz stereotypy i że najtrudniej walczyć z obiegową plotką.
Długo byłem ofiarą tego rodzaju myślenia, dopiero lektura przełomowej w naszym literaturoznawstwie pracy pani autorstwa Stanisław Przybyszewski – pisarz nowoczesny zmieniła moje nastawienie. Powiedziała pani kiedyś o serii „Dzieła literackie” Przybyszewskiego: „Mam także nadzieję, że dzięki tej edycji radykalnie zmieni się spojrzenie na pisarza, który w przeciętnej świadomości, z powodu rozpowszechnianych skandalicznych legend, kojarzony jest wyłącznie negatywnie, nie pamięta się nawet o jego społecznej i patriotycznej działalności, za którą otrzymał przecież Krzyż Oficerski i Krzyż Komandorski orderu »Polonia Restituta«, o czym mało kto wie”. Niewątpliwie ten pisarz został potraktowany w sposób skrajnie niesprawiedliwy przez naszych literaturoznawców, krytyków, a ich opinie miały decydujący wpływ na czytelników.
Muszę jednak skorygować: nie przez literaturoznawców, niemal wszystkie bowiem teksty traktujące o twórczości autora Confiteoru (nawet te przedwojenne) zwracają uwagę na jej interesujące aspekty, ważność jego dokonań. Za wyjątkiem Juliana Krzyżanowskiego, który w swym monumentalnym dziele Neoromantyzm polski 1890—1918 (1963) podsumował twórczość Przybyszewskiego jako „błyskotliwego grafomana”, który miał „osobowość pisarza psychopaty”. W ten sposób autor popularnego podręcznika przyczynił się do utrwalenia negatywnej oceny pisarza. Bardzo trudno było później różnym uczonym zdyskwalifikować tę opinię. […]