O dzielności ludzkiego istnienia

Maciej Wróblewski

Wylinka została napisana przez Wita Szostaka z myślą o młodych czytelnikach. Świadczy o tym szata graficzna książki z ilustracjami Aleksandry Krzanowskiej. Należy przyznać, że „Powergraph” dołożył starań, aby nie było wątpliwości co do adresata tekstu Szostaka, który zadebiutował jako twórca prozy dla dzieci i młodzieży. Stosowny anons na stronie wydawnictwa to potwierdza.

 To prawda, że Szostak stworzył bliską dziecięcemu postrzeganiu świata rzeczywistość. Pojawiają się w niej dziesięcioletni bohaterowie, a styl utworu jest do pewnego stopnia charakterystyczny dla tekstów czytanych przez młodego odbiorcę. Dominują proste, krótkie, niemal surowe zdania pozbawione poetyckich ozdobników. Nawet wtedy, gdy objaśnia się w powieści sprawy złożone, pisarz umiejętnie balansuje między dziecięcą naiwnością, pozostawiającą pewien margines na interpretację, a dosłownością: „Nie jesteśmy nieżywi. Jakoś żyjemy przecież, może inaczej niż przedtem, ale trochę żyjemy, prawda? Coś czujemy, jest nam ciepło i zimno. Jest nam smutno i źle, albo wesoło. To chyba jakieś życie… może takie niedokładne, ale życie”. Mimo to mam wątpliwości, czy Wylinka rzeczywiście jest powieścią przeznaczoną (tylko) dla odbiorcy dziecięcego.

Utwór idzie w poprzek dominującym we współczesnej prozie dla młodych czytelników rozwiązaniom artystycznym. Jest z nim trochę tak jak z Przygodami Sindbada Żeglarza Leśmiana, który napisał fascynującą książkę, choć niekoniecznie zdobyła serca i umysły nastolatków, nie mówiąc o dzieciach. Nie znaczy to jednak, że nie była przez nich czytana. Czy tak będzie z Wylinką? Czas pokaże.

Główną bohaterką jest dziesięcioletnia Klara, dziewczynka nieco stroniąca od świata, ale sympatyczna. Wiemy, że jest kochana przez matkę i ojca, miała ciepłe relacje z nieżyjącym już dziadkiem. Rodzice oraz senior rodu odgrywają w powieści ważną rolę, ale pojawiają się tylko jako wspomnienie dziewczyny. Jeśli należą do fabularnego świata, to ich obecność wydaje się niepewna, to znaczy istnieją o tyle, o ile przywołuje ich Klara. Czytelnicy odczują dziwność ontologicznego statusu ojca i matki już po przeczytaniu kilkunastu zdań pierwszego rozdziału pt. Szafa. Myśli głównej bohaterki wyraźnie podążają w kierunku przeszłości, zarazem jednak nie ma ona pewności – a wraz z nią my – o jaką przeszłość chodzi. Może ona odnosić się do tego, co zdarzyło się dwa lata temu, jak i dwa dni czy dwie godziny wcześniej. Im dalej podążamy za nieco zagubioną w „swoim czasie” Klarą, zamkniętą w pustym – jak się jej początkowo zdawało – domu, tym bardziej ciekawi jesteśmy tego, co się jej przytrafiło. Dlaczego rodzice opuścili córkę? Odczuwana przez nią samotność została w taki sposób przez Szostaka wystylizowana, że przypomina albo bardzo głęboki sen, albo śmierć. Perspektywa Klary, jej odczucia, myśli i reminiscencje kierują czytelników w stronę różnych fabularnych rozwiązań, którym towarzyszą tajemniczość, niepewność i nieokreśloność. Nawet przedmioty i elementy krajobrazu charakteryzują się migotliwością istnienia.

W kolejnych rozdziałach, w których pojawia się najpierw Janek, mieszkaniec strychu, a potem enigmatyczna postać Dawidka, chowającego się w komórce (piwnicy), opowieść nieco się rozjaśnia. Każde z dziesięcioletnich bohaterów należy do innego świata, reprezentuje inne pokolenie – Klara związana jest z bliską nam współczesnością, Janek z kolei żyje w czasach Gomułki (lata 50.), natomiast ukrywający się w komórce przed Niemcami Dawidek to pokolenie wojny. Zatem różne czasy, różne postacie, ale to samo miejsce – dom w górach (Beskid Śląski) – współtworzą główne elementy opowieści. Każde z dziesięciolatków musi poradzić sobie z własnymi problemami czy traumami bez pomocy dorosłych. Ponadto są uwięzieni w pętli czasowej sierpnia i poza nią wyjść nie mogą. Świadomość tego jest dla Klary trudna i bolesna, bowiem ukochani rodzice należą już do innej rzeczywistości. Nie ma ona do niej dostępu takiego, do jakiego przywykła jako córka. Zamiast tego pisarz pozwolił jej, jak Jankowi i Dawidkowi, na zupełnie inny rodzaj „współbycia” i tworzenia rodzinnej wspólnoty. W literackim koncepcie Wylinki pobrzmiewa według mnie teoria wielu światów, popularyzowana w latach 70. XX wieku przez amerykańskiego fizyka Hugh Everetta. Czy pisarz ją zna i wykorzystał w celu stworzenia immersyjnego świata, tego pewien nie jestem.

W tym miejscu należy kilka słów napisać o tytule, który jest terminem zaczerpniętym z biologii. Dla zwierząt wylinka to ich integralna część, ale zużyta i zastąpiona nową warstwą kutykuli. W powieści Szostaka o wylince rozmawiają bohaterowie. W pewnym momencie orientują się w swoim ontologicznym statusie: są „zapisem” stanu swoich „właścicieli”, którzy podlegają upływowi czasu, natomiast oni nie. Klara, Janek i Dawidek znajdują się – by wykorzystać oryginalną teorię wspomnianego Everetta – na innym rozgałęzieniu wielkiego drzewa niż ich podlegające upływowi czasu pierwowzory. Zamiast zmienności mierzonej godzinami, miesiącami i latami, otrzymali jeden kalendarzowy sierpień, który trwa trzydzieści jeden dni. Dla nich zegar zatrzymał się, a zarazem nie utracili – tak przynajmniej im się zdaje – ludzkiej natury. Myślą, słyszą dźwięki, czują zapachy, mówią, poruszają się w domu i poza nim, jedzą (cukierki), choć nie odczuwają głodu. Zachowują się jak ich rówieśnicy, choć jednocześnie mają świadomość narzuconego im, nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo przez kogo, ograniczenia. Towarzyszący ich codzienności dyskomfort ma charakter doświadczenia na wskroś egzystencjalnego, głębokiego, bo dotykającego świadomości, która na dodatek staje się wyostrzona, zdecydowanie bardziej dojrzała niż ich dziesięcioletnie ciała.

Czytelnicy co pewien czas będą zaskakiwani odkryciami bohaterów, skrojonymi na miarę istot nie-pełnych i zagubionych, a zarazem przejmujących swoją tęsknotą za czymś, co jest niewyrażalne słowami, choć odczuwa się jego brak.

Wylinka to powieść o dziwności ludzkiego istnienia, którego medium pisarz uczynił dzieci. Ich nostalgia, typowa dla ludzi raczej dojrzałych i posiadających życiowe doświadczenie, może czytelników zaskakiwać i budzić zdziwienie. Dziecięcy bohaterowie pokazani zostali odmiennie niż zazwyczaj dzieje się w literaturze tego typu. Z tej sprzeczności, przez pisarza zapewne zaplanowanej, a nie ujawniającej się mimochodem, wynikają bardzo ciekawe fabularne konsekwencje. Po pierwsze, udało mu się subtelnie pokazać dziecko jako pełnowartościowego człowieka, który nie musi wcale „dorosnąć”, by odczuwać metafizyczny niepokój. Po drugie, Szostak stworzył opowieść rodzinną, ale więzy krwi między bohaterami ujawniają się powoli, są przedmiotem ich badania i odkrywania, jak w detektywistycznej powieści z elementami psychologicznymi. Po trzecie wreszcie, Wylinka jest interesującą i prowokującą do pytań opowieścią o najnowszej historii Polski.

Na koniec należy wspomnieć o kompozycji powieści. Dzieli się na dwie części: Dom i Wyprawa w góry. W związku z tym, że czas dla bohaterów wciąż jest ten sam, przypisana naturze ludzkiej dynamika została w utworze Szostaka związana z przestrzenią. Zarówno pomieszczenia w domu, jak i górskie ścieżki Beskidów są areną dramatycznych zdarzeń i nieoczekiwanych odkryć młodych bohaterów. Mapa, która w tekście pełni ważną fabularną funkcję, ma także metaforyczne znaczenie. To swoisty dokument pamięci czasu przeżytego, który w niezwykły sposób pulsuje, zmienia się i czasem płata figle ludzkiej pamięci.

Powieść Szostaka to książka o dziwności istnienia człowieka, w tym wypadku reprezentowanego przez troje dziesięciolatków, których spotkało podobne doświadczenie. Z jakiegoś powodu stali się wylinkami Dawidka, Janka i Klary. Zamknięci w pętli czasu mogli lub mogą, tak jak Klara, co pewien czas podejrzeć „prawdziwe” życie rodziców. Mają bardzo dużo czasu, by myśleć i rozważać to, co zostało w ich pamięci, i konfrontować wspomnienia z tym, co znajdują w otaczającej ich przestrzeni.

Wszystko, co do tej pory napisałem o udanej, bądź co bądź, powieści Szostaka, prowokuje do pytania o cel literackiej wyprawy z dzieckiem pod rękę w kierunku światów nieoczywistych ze względu na ich status, bo nienależących do tworów fantastycznych, lecz także z realizmem niewiele mających wspólnego. Może chodzi o literacki eksperyment i próbowanie nowej formy dla coraz bardziej strywializowanej literatury dla dzieci i młodzieży? Poszukując jakiejś sensownej analogii do świata stworzonego przez Szostaka, wskażę Sklepy cynamonowe Brunona Schulza. Z tym jednak zastrzeżeniem, że nie o treść tu chodzi, ale o wspólne im reguły rządzące życiem postaci. Według mnie Wylinka to tekst „dwuadresatowy”, tak jak baśnie Andersena, Mały książę czy wspomniane Przygody Sindbada Żeglarza Leśmiana. Dla młodego czytelnika powieść ta będzie intelektualnym wyzwaniem, zaś dorosły – jak wolno przypuszczać – z przyjemnością podejmie grę narzuconą przez autora Oberków do końca świata.