Nieatlas grzybów

Grzegorz Olszak

Marta Wrzosek i Karolina Głowacka rozmawiają tak, jakby wprowadzały odbiorcę wprost do laboratorium. Format żywego wywiadu o mykologii sprawdza się tutaj znakomicie. Po pierwsze, pozwala udrożnić kanał komunikacji między nauką a ciekawością laika. Po drugie,  podąża za rytmem autentycznej dociekliwości badawczej, gdzie nic nie jest oczywiste.

Kluczowe jest odejście od postrzegania grzybów wyłącznie przez pryzmat kulinariów i leśnego runa. Autorki dekonstruują prostą dychotomię pieczarka kontra muchomor”, ukazując grzyby jako niewidzialną infrastrukturę biosfery oraz chemiczne wytwornie zapachów, smaków i enzymów. Stwierdzenie, że grzyby to chemiczne fabryki”, zapada w pamięć, zwłaszcza w zestawieniu z informacją o enzymatycznej sprawności pieczarek i innych podstawczaków zdolnych trawić niemal wszystko, co oparte na węglowym szkielecie. Otrzymujemy cenną lekcję pokory wobec procesów, którym ludzka technologia wciąż nie dorównuje. Okazuje się również, że zapach świata w znacznej mierze jest efektem metabolicznej pracy tych organizmów.

Autorki przystępnie objaśniają dynamikę opisywanych organizmów. Wrzosek z wdziękiem opowiada o ruchu bez chodzenia: o strzępkach rosnących w kierunku bodźca, o Spitzenkörper tajemniczym ciałku kierunkowym czy o pływkach wyposażonych w wici. To fascynująca opowieść o percepcji bez układu nerwowego i o taksjach, które prowadzą grzyby do źródeł cukrów, tlenu czy partnerów płciowych. Aby się poruszać, nie trzeba mieć kończyn wystarczy decyzja materii. Opisom towarzyszą spektakularne przykłady: kanonada zarodni Pilobolus wystrzeliwanych z prędkością dochodzącą do 90 km/h, kilkaset metrów strzępek mieszczących się w jednym gramie ziemi czy mykologiczna sukcesja gatunków na końskim łajnie, precyzyjnie sterowana ekologią rozkładu. Takie obrazowe ujęcie tematu stanowi o sile popularyzatorskiej tej pozycji.

Jeden z najciekawszych wątków dotyczy słynnego leśnego internetu. Autorki porządkują tu medialne uproszczenia, wyjaśniając, że endomykoryza roślin zielnych działa jedynie lokalnie. Dopiero w ekosystemach leśnych ektomykoryzowe podstawczaki i workowce potrafią łączyć wiele drzew nićmi strzępek, co umożliwia przepływ substancji i być może informacji; jest to jednak proces powolny i ograniczony. To potrzebne odczarowanie mitu myślącej sieci”, korygujące narracje niektórych współczesnych popularyzatorów.

Ta książka to również kompendium wiedzy praktycznej z dziedziny. Rozdział o „świadkach zbrodniprzybliża rolę grzybów w kryminalistyce (datowanie zgonu, ślady obecności człowieka), a fragment o Candida demaskuje pseudonaukowe teorie o konieczności odgrzybiania organizmu”. Z kolei część W pigułce podsumowuje zastosowanie grzybów we współczesnej farmakologii. Jest to wiedza użyteczna, rozpięta między medycyną sądową a zdroworozsądkowym poradnictwem. W rozdziale o psychodelikach autorki zachowują trzeźwy, informacyjny ton, uczciwie odróżniając muchomory od łysiczek oraz duchowe przeżycia od realnej neurochemii i ryzyk. Nie podbijają mody na magiczne grzyby” enteogen traktowany jest nie jako bilet do raju, lecz narzędzie, którego skuteczność i bezpieczeństwo zależą od wiedzy użytkownika. Gdy Wrzosek tłumaczy, dlaczego bez grzybów rośliny mogłyby nie skolonizować lądu, ukazuje głębię ewolucyjnej wspólnoty życia. Świadomość, że królestwo grzybów jest starsze niż większość roślin i bardziej wszechobecne niż kręgowce, pozwala wyjść poza antropocentryczne schematy. To inspirująca lektura dla nauczycieli biologii, popularyzatorów nauki, ale także decydentów i aktywistów miejskich, zmieniająca spojrzenie na parki, zieleńce, a nawet zawilgocone piwnice. Miasto żywi się bowiem tym, co niewidzialne.

Warto docenić zarówno obrazoburczość, jak i plastyczność języka autorek. Opowieści o zarodnikach działających w toni rzecznej jak haczyki, o mykologicznym patchworku grzybni i heterokariozie czy o gigantycznych opieńkach i mikroskopijnych głowinkach to popularyzacja w wielkim stylu. Książka nie infantylizuje tematu, lecz zaprasza do dojrzałej ciekawości. Ma jednak swoje słabsze strony. Forma rozmowy niesie pewne koszty czasem fraza krąży wokół jednej intuicji, a puenta przychodzi z opóźnieniem. Rozdział Szlachetny czy szatański?, choć cenny merytorycznie, ma charakter szkicowy. Brakuje indeksu nazw i infografik, które ułatwiłyby szybkie konsultacje, co w przypadku tematyki przyrodniczej jest odczuwalnym brakiem.

Autorki nie pożyczają autorytetu, one go budują. Uczciwie przyznają tego jeszcze nie wiemy, odsłaniając kulisy sporów i procedur badawczych, a jednocześnie nie wstydzą się zachwytu. Dzięki temu lektura nie tylko dostarcza wiedzy, ale i uwrażliwia. Warto docenić przemyślaną strukturę całości. Po sensorycznym wstępie następuje sekwencja miniesejów o prehistorii, rozmnażaniu, drapieżnictwie i rozkładzie by przejść do części utylitarnej (kryminalistyka, medycyna, przemysł). Wiele fragmentów zaskakuje skalą szczegółu, jak choćby opis zarodników reagujących na dotyk spadającego liścia, który dla grzyba jest ziemią obiecaną”.

Ważnym elementem jest tu trzeźwe spojrzenie na ekologię. Przy omawianiu rozkładu plastiku pada istotne zastrzeżenie: choć pewne gatunki grzybów trawią tworzywa sztuczne, robią to wolniej, niż ludzkość je produkuje; sukces w laboratoryjnej szalce nie zwalnia nas z obowiązku ograniczania odpadów. Książka przypomina również, że grzyby nie są domeną wyłącznie dzikiej natury, lecz stanowią integralną część miejskiego ekosystemu pod chodnikiem, w parku czy w piwnicy. Wizja świata pozbawionego grzybów jawi się jako katastroficzna: byłaby to rzeczywistość uboższa, zatkana martwą materią, o zachwianej równowadze biologicznej. Lektura tej rozmowy sprawia, że każda kolejna wyprawa do lasu czy choćby spacer po mieście zyskuje nowy, głębszy wymiar.