Głos się niesie. Czytanie Feliksa Netza w dziesiątą rocznicę śmierci

Marta Tomczok

Zdarzało się, że w owym wielkim zamęcie, jaki ogarnął, a w konsekwencji pochłonął Katowice i okoliczne miasta, sioła i przysiołki, zwracano się do mnie w rożnych językach i, co mnie zastanawia, odpowiadałem, znaczy to, że rozumiałem, co mówiono do mnie. Może tym się trudniłem?”.

To nie żart, ale fragment jednej z dwu wznowionych w 2025 roku powieści Feliksa Netza, Dysharmonii caelestis, napisanej pod wpływem wybitnego węgierskiego prozaika Petera Esterhazy’ego. Netz był w powszechnej opinii przede wszystkim tłumaczem literatury, a dopiero potem pisarzem. Dzięki jego pracom znamy dziś m.in. Księgę ziół i Krew świętego Januarego Sandora Máraia czy Dwadzieścia sonetów do Marii Stuart Josifa Brodskiego. Był samoukiem. Nie studiował filologii obcych, choć często wyjeżdżał za granicę. Bogata twórczość translatorska stała się w pewnym momencie podstawowym zajęciem pisarza, ona też organizowała mu ostatnie lata życia, oczywiście podobnie jak praca w miesięczniku społeczno-kulturalnym Śląsk”, w którym zastępował Tadeusza Kijonkę. Netz odpowiadał za dział recenzji, zamawiał omówienia poezji i prozy; ambitnie szukał nowości literackich, lubił młode pióra i krytycznoliterackie eksperymenty. Zmarł przedwcześnie w 2015 roku, w wieku 76 lat, pozostawiając po sobie bogatą i niezamkniętą spuściznę, kojarzoną przede wszystkim z Sandorem Máraiem, pisarzem wydawanym przez Czytelnika, wydawnictwo o szerokim zasięgu i rozmachu, które pozwalało widzieć w Netzu nie pisarza z Katowic, ale światowca, co miało swoje dobre i złe strony. Do złych należało marginalizowanie twórczości autorskiej pisarza, związanej z Katowicami, a nie z Węgrami, ale przecież nieograniczającej się do lokalności, mimo że głęboko zanurzonej w sprawy jednego regionu. Do dobrych stos świetnej węgierskiej prozy.

Netz był nie tylko wielojęzyczny, jak narratorzy Dysharmonii caelestis. Był także pośrednikiem między Śląskiem a resztą świata, i to na długo, zanim pojawił się Zbigniew Rokita. Górnego Śląska nie znał od urodzenia, sprowadził się do Katowic z drugiego końca Polski, spod Lubania, ale znając doskonale niemiecki, poczuł się tu prawie jak u siebie, choć to u siebiew przypadku biografii Netza nie było oczywiste. Jego połamana, polsko-niemiecka biografia dziecka, które cudem uniknęło wygnania i zostało w Polsce, zamiast emigrować, nie dopuszczała takich kategorii. Pewnie dlatego mógł rozumieć i rozumiał więcej niż ci, dla których Śląsk był ojcowizną.

Debiutował przed maturą, przez rok pracował w kopalni Katowice”, tej samej, w której mieści się Muzeum Śląskie. Studiował na polonistyce, gdy była jeszcze częścią Wyższej Szkoły Pedagogicznej (WSP) w Katowicach. Prawdopodobnie nasłuchał się mało zabawnych rozmów wykładowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego z rodowitymi Ślązakami na temat języka polskiego i śląskiej gwary. Współpracował z zespołem filmowym Silesia”, Polskim Radiem Katowice i Panoramą(w latach 19801981 jako redaktor naczelny). Jako redaktor Śląskawrósł bardzo głęboko w życie literackie Katowic, stając się ważną postacią nie tylko dla młodych polonistów, którzy pisywali o nim prace, ale przede wszystkim dla krytyki literackiej. Był jednym z najbardziej rozpoznawalnych śląskich pisarzy, choć słowo śląskiokreślało Netza w sposób nie do końca prawdziwy i zrozumiały. Śląskim pisarzem mógł być urodzony w Czerwionce pod Rybnikiem Wilhelm Szewczyk, naczelny Poglądów”, którego popiersie stało w redakcji Śląska”, śląskim pisarzem był urodzony w Radlinie Kijonka. Netz przez wzgląd na miejsce pracy był raczej pisarzem związanym z Katowicami, ale nigdy nie chwalił się tym związkiem, choć nieraz przecież go analizował. Jako autor wierszy i powieści pozostawał na uboczu swoich praktycznych” zatrudnień. Był organizatorem życia kulturalnego innych, co zresztą liczyło się przede wszystkim w mieście, gdzie każdy chciał być kimś: redaktorem, wydawcą, dyrektorem.

Dziesięć lat po śmierci Netza ukazują się trzy książki dwa wznowienia jego prozy i książka eseistyczna Artura Madalińskiego o twórczości katowickiego autora. Wprawdzie trudno kierować się magią rocznic, która bywa zawodna, ale w tym wypadku warto iść za wzmożonym ruchem wydawniczym i przyjrzeć się uważnie wszystkim trzem propozycjom.

Urodzony w Święto Zmarłych to zdaniem krytyków najwybitniejsza powieść Feliksa Netza, łącząca wątki autobiograficzne z nowoczesną formą spekulacji o historii. Czwarta powieść Feliksa Netza pisze w przedmowie do nowego wydania Madaliński […] wymyka się próbom przyszpilenia w zbyt jednoznacznej interpretacji. Można docenić w niej mącenie gatunków, zmienne techniki narracyjne czy językowy słuch absolutny, ale nie sposób powiedzieć, co jest w tej prozie rejestrem najważniejszym”. Bardziej jednoznaczny sąd znajdzie czytelnik w książce Skądinąd Krzysztofa Uniłowskiego, wydanej w 1998 roku, krótko po publikacji przez Netza powieści. Lektura najnowszej książki Feliksa Netza, powieści Urodzony w Święto Zmarłych bez dwóch zdań, najważniejszej pozycji w dotychczasowym dorobku autora, sprawiła mi niekłamaną frajdę”. Oto dlaczego. Druga połowa lat 90. to przede wszystkim czas sporów o powroty do przeszłości w trybie mitografii. Uniłowski, przeciwnik języka nostalgicznego i tzw. korzenia(odnoszonego przezeń do tzw. prozy korzenneji mitograficznej, budującej iluzję spójnej tożsamości), odnajduje w poplątanych peregrynacjach Netza pęknięcia, których daleko by szukać w tradycyjnym śląskim etnosie. Wielojęzyczny Netz tka ze skrawków własnej biografii, domniemań i fantazji coś na kształt patchworku, na który składają się listy rodzinne i gawęda bohatera-narratora. Los rzuca nim po całym świecie krewni mieszkają w Niemczech i Ameryce, on sam przenosi się jako młody chłopak z Dolnego Śląska na Górny, zdaje maturę i zaczyna, mimo świetnej znajomości niemieckiego, studia na rusycystyce. Prawdziwą szkołą życia staje się dla niego kopalnia. To tam Netz umieszcza epizod, z którym był jako człowiek i pisarz szczególnie związany, podziemnej wędrówki przez miasto, która o mały włos nie zakończyła się śmiercią. Bohater postanawia sobie bowiem skrócić drogę kopalnianymi chodnikami i próbuje przejść nad wózkiem z węglem, zapomniawszy, że paręnaście centymetrów nad nim biegnie drut pod wysokim napięciem. Udaje się mu cudem przeżyć. Być może dlatego będzie wracał do tej sceny wiele razy pamięcią, ogrywając ją w kolejnych tekstach.

Dysharmonia caelestis z 2004 roku jest powieścią całkowicie inną. To zszywka kilku życiorysów w tym biografii niejakiego F.N., w której nietrudno znaleźć cechy samego Netza rzuconych w rożne czasy zaplątanych ze sobą zdarzeń. Każde z nich mogłoby stworzyć odrębną powieściową biografię, ale tak się nie dzieje, staje się natomiast, może jeszcze pełniej niż biografia głównego bohatera Urodzonego w Święto Zmarłych, czymś w rodzaju krótkiego narracyjnego słuchowiska, w które czytelnik zostaje wrzucony razem z całym bagażem literackich doświadczeń Netza, odzywających się w tych pokrzywionych narracjach wieloma językami i stylami. Niewątpliwie najbardziej interesującą część przedstawia rozdział zatytułowany Dom pierwszy, będący opowieścią żony górnika z kopalni Wujek. Kinga Naleźniok to postać mityczna, jak gdyby wcielenie wszystkich górniczych żon, jakie kiedykolwiek wymyśliła polska literatura; zarazem jest to bohaterka literacko niezwykła, mówiąca, ale i słuchana, która zaczyna istnieć dopiero w dialogu i dzięki dialogowi chce i potrafi opowiadać. Kilka lat po publikacji powieści Waldemar Modestowicz wyreżyserował słuchowisko na podstawie jej opowieści, zatytułowane Pokój z widokiem na wojnę polsko-jaruzelską (w rolę Kingi Naleźniok wcieliła się Kinga Preis). Wydaje się, że nagranie fragmentów Dysharmonii caelestis jako słuchowiska w przypadku prozy Netza sygnalizuje coś niezwykle ważnego, a zarazem przegapionego, dialogowość tej literatury, wyrażającą się na wszystkich możliwych poziomach, od struktury i języka, po tożsamość bohaterów.

Jednak nie ona, nie audialność prozy Netza, ale jej cielesność zaplątana w biografię cenionego krytyka literackiego i dyrektora Biblioteki Śląskiej, Artura Madalińskiego, stała się tematem wiodącym książki Feliks Netz. Przewaga rozpaczy. Bioeseje. Jest to przede wszystkim książka o prozie i to tej najbardziej znanej (wyjątkiem byłby bardzo ciekawy rozdział o powieści Biała gorączka z 1980 roku). Madaliński stara się śledzić tożsamości Netza, porównując rozmaite sekwencje narracyjne, którymi pisarz się posługiwał. Czuje się, czytając tę książkę, że nie powieść jako całość wyznacza pracę analityczną krytyka, ale wydobyte obrazy, wokół których eseista stara się stworzyć własną opowieść, tkaną ze wspomnień dzieciństwa spędzonego w Piekarach Śląskich. Najistotniejsza część tej książki dotyczy tożsamości Górnego Śląska i zmagań jego mieszkańców z cielesnym wymiarem regionu, architekturą, która zakorzenia mocniej niż słowne deklaracje, i z gwarą, która wbrew polityce staje się językiem. Taki Śląsk pisze Madaliński to nie tylko wspólne doświadczenie jego i Netza, ale to także coś absolutnie ponadregionalnego, uplątanego w osobiste ludzkie doświadczenia zrodzone przez prywatne miejsca i lokalne okoliczności, które z czasem stają się rozpaczliwie ważną dla każdego z nas, w pewnym sensie uniwersalną mitologią. Ani Netz, ani Madaliński nie starają się jej poukładać w encyklopedyczny sposób, czytelnik ma raczej wrażenie, że forma bioeseju jest ukłonem zarówno wobec tradycji postmodernistycznego pisarstwa na Górnym Śląsku, znanego z twórczości Zbigniewa Kadłubka czy Aleksandry Kunce, jak i nasłuchowych form prozatorskich Netza. Więcej też w tym projekcie impulsów niż prób syntetycznego porządkowania. Na nie miejmy nadzieję przyjdzie jeszcze czas po rocznicowym rozruchu.

Można by zapytać, czego zabrakło w projekcie odpamiętywania twórczości Feliksa Netza. Jeśli w ogóle coś takiego się wydarzyło, to mogłaby to być historia związku twórczości Netza z filmem Kazimierza Kutza Śmierć jak kromka chleba. Netz nie stworzył żadnej wielkiej narracji o tamtych czasach, ale przyczynił się do powstania historii mówionej stanu wojennego. Głosowy aspekt jego twórczości, który zachował się chociażby w arcyciekawym cyklu Zapisków ze współczesnościPolskiego Radia, ma fundamentalne znaczenie dla literatury autora Wielkiego zamętu. To był pisarz, który potrafił rozmawiać w wielu językach z rożnymi ludźmi; nie stworzył jednej wielkiej historii, ale napisał niezliczoną ilość literackich słuchowisk, być może przy okazji wymyślając zupełnie nowy gatunek, którego wartość odkryją kolejne pokolenia.