Geopolityczne skutki teorii Lenina

Jan Bińczycki

W czasach „powrotu historii”, w których falsyfikowanie tezy Francisa Fukuyamy o jej końcu stało się sarkastycznym komentarzem do bieżących wydarzeń, niedawna przeszłość okazuje się donioślejsza, niż można było sądzić, kiedy się wydarzała.

Daniel Muzyczuk, opisując w Zmierzchu magów postkomunistyczną kontrkulturę, udowadnia, że w ekscesach i marginesach, na uboczu wielkiej historii często kryją się najtrafniejsze prognozy przyszłych wydarzeń. A postaci z offu w sprzyjających okolicznościach mogą błyskawicznie wstąpić na proscenium.

Książka Muzyczuka to opowieść o (post)radzieckim i (post)peerelowskim undergroundzie artystycznym, który dzięki sprzyjającym warunkom na moment znalazł się w centrum publicznej uwagi. Autor jest muzealnikiem i krytykiem sztuki. Zajmują go nie tylko sztuki wizualne czy działania performatywne, ale także literacki dorobek undergroundu (zwłaszcza teksty programowe), pionierskie działania w obszarze sztuki mediów oraz polityczno-ideowy wymiar wszystkich tych aktywności. Głównych bohaterów oprócz momentu, w którym rozpoczynali działalność, łączy interdyscyplinarne podejście do sztuki, a nawet podobieństwo geopolityczne. Muzyczuk przygląda się Petersburżanom z kręgu Nowych Artystów oraz Gdańszczanom z formacji Totart. Oba miasta przez swój portowy charakter oraz wynikające z niego otwarcie na świat były enklawami swobody w czasach zimnej wojny. Wielokulturowa przeszłość wzmacniała poczucie odrębności, podobnie jak epizody rewolucyjne. W Petersburgu (na początku tej historii: w Leningradzie) były to dwie rewolucje w 1917 roku i powstanie marynarzy-anarchistów w Kronsztadzie w 1921. Gdańsk w międzywojniu był miastem-państwem pod protektoratem Ligii Narodów. Hitlerowska napaść i powojenna polityka władz PRL zlikwidowały przedwojenną różnorodność społeczną. W miejsce dawnych mieszkańców przybyli nowi, często z rodowodem kresowym. Rozwój stoczni i innych zakładów przyczynił się do powstania w mieście nowoczesnej, wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, skłonnej do walki o swoje prawa. To zaowocowało strajkami w 1970 i 1980 roku, które przyczyniły się do przemian politycznych.

A jednocześnie oba miasta pełniły rolę centrów kulturalnych, nieco w opozycji wobec Warszawy czy Moskwy. Środowiska niepokornych artystów współtworzyli rockmani i muzyczni awangardyści. I znów: Gdańsk (wraz z całą trójmiejską aglomeracją) oraz Petersburg doczekały się prężnych, zróżnicowanych scen alternatywnych. W obu miastach grano punk i nową falę, ale też muzykę eksperymentalną czy industrialną. W demoludach eksplozja rocka nastąpiła później niż na Zachodzie, ale okazała się inspirująca nie tylko dla młodych fanów, ale i dla poszukujących artystów. W punkowej kontrkulturze odnaleźli oni nie tylko pokrewną poetykę, ale też organizacyjny know-how. Undergroundowcy wydawali podziemne ziny. Produkcja i dystrybucja treści organizowane były punkową metodą DIY.

Ostatnim wartym odnotowania podobieństwem jest poszukiwanie inspiracji poza głównymi nurtami ideologicznymi. Tyle że w Gdańsku i Petersburgu wybierano radykalizmy z dwóch skrajnych biegunów. Totartowcy współpracowali z anarchistami z Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego, podchwytując niektóre z ich idejek (celowo kreowanych na małe idee”). W Petersburgu spore wpływy osiągnęli nacbole partia narodowych bolszewików, stworzona przez owianego złą sławą ideologa Aleksandra Dugina oraz równie wybitnego co kontrowersyjnego pisarza Eduarda Limonowa. Ich drogi szybko się rozeszły. W perspektywie Muzyczuka istotniejszy jest ten pierwszy: wpierw ezoteryk i postmodernistyczny faszysta”, później wpływowy ideolog rosyjskiego neoimperializmu.

Jedyny ideowy punkt styku offowych Gdańszczan i Petersburżan to inspiracje kontrkulturą (często w jej ezoterycznym wydaniu) i praktykami magicznymi. Zawirowania dziejowe, moment zawieszenia pomiędzy systemamiskłaniały do poszukiwania nowych źródeł wiedzy i powrotu do marginalizowanych tradycji. W Rosji ten etap zakończyło postępujące rozczarowanie zachodnim liberalizmem. A w Polsce powrót do ortodoksji katolickiej lub poszukiwanie duchowości w nowych ruchach religijnych. Spektakularnie dokonał tego Robert Tekieli, współzałożyciel i redaktor bruLionu. Wraz z naczelnym przeszło ono z pozycji anarchicznych na konserwatywne. Z kolei Zbigniew Sajnog, lider Totartu, spalił znaczącą część archiwum grupy i na kilka lat przystąpił do wspólnoty religijnej Niebo. Jeden z dawnych twórców bruLionu stał się odszczepieńcem, na którego przykładzie dowodzono zagrożeń ideami ezoterycznymi. W Rosji i Polsce artyści wyprzedzili o dekady obecny zwrot konserwatywny”, różniąc się przy tym w radykalizmie oraz inspiracjach.

Pracę Muzyczuka należy umieścić gdzieś pomiędzy akademicką rozprawą a kulturoznawczym esejem. Autor równocześnie dąży do uporządkowania stanu wiedzy i swobodnie snuje narrację oraz dobiera konteksty.

Zmierzch magów ma dwa fundamentalne walory. Pierwszy to pionierska interpretacja zjawisk w polskiej i rosyjskiej kulturze, które dotąd nie doczekały się tak solidnych studiów. Wprawdzie Xawery Stańczyk napisał potężną, przekrojową pracę doktorską o kulturze alternatywnej (Macie swoją kulturę. Kultura alternatywna w Polsce 19781996), a w reporterskich książkach Konstantego Usenki można znaleźć niezwykle barwne historie niepokornych artystów w ZSRR i poradziecji (choćby Buszujący w barszczu. Kontrkultura w Rosji sto lat po rewolucji). Ale jak dotąd nie podjęto się tak odważnej próby porównania i syntezy.

Drugim walorem książki Muzyczuka jest interdyscyplinarne ujęcie tematu, wynikające z okoliczności politycznych i charakteru działań opisywanych artystów. W obiektywie krytyka sztuki prawie nieznany u nas późnoradziecki underground i jego nowoakademicka mutacja stają się przedmiotem refleksji nad kulturą rosyjską. Być może mogą posłużyć za ilustrację procesów skręcania ku autorytaryzmowi.

Z kolei totartowcy, zwykle postrzegani w kulturalnym mainstreamie jako grupa ekscentrycznych trefnisiow, zyskują należną rangę w dziejach narodowej kultury. Muzyczuk zwraca uwagę, że stanowiąc ważny element środowiska literackiego skupionego wokół bruLionu, rzadko spotykają się z zainteresowaniem literaturoznawców. I to mimo nominacji do nagrody Nike dla związanego z Totartem Pawła Konjo Konnaka (za tom Król festynów). Autor Zmierzchu magów przygotował grunt pod bardziej szczegółowe badania w tym polu.

Być może właśnie tricksterskie, anarchiczne działania były najbardziej udanym aktem oporu wobec obu systemów: słabnącej, ale wciąż opresyjnej PRL i nowego, wolnorynkowego porządku. Nowa Polska, oferując swobodę oraz intensywność życia, możliwość nadrabiania braków i wyjaśniania niedopowiedzeń (tak jak miało to miejsce w brulionie”), jednocześnie rozmywała kontury rzeczywistości i zacierała osie konfliktu. O ile pokolenie punkowych kontrkulturowców doskonale radziło sobie z trudną rzeczywistością, o tyle nowe wyzwania i możliwości paradoksalnie szybko zakończyły najbardziej witalny okres polskiego niezalu”. Ale nim to nastąpiło, totartowcy zdążyli narobić zamieszania. A jak dowodzi Muzyczuk, nie były to sztubackie żarty, lecz wynikająca z wypracowanych koncepcji ideowych próba zapewnienia współobywatelom nowej, orgazmicznej wspólnoty: Maciej Ruciński, członek Totartu, ukuł pojęcie permanentnego orgazmu jako możliwego stanu jedności, który oferuje nieskończoną przyjemność. Miała to być płaszczyzna nowej wspólnoty opartej na przedsemantycznej jedności.

Trudno jednoznacznie ocenić, czy programy telewizyjne Alternativi, Dzyndzylyndzy, Lalamido, czyli porykiwania szarpidrutow zbliżyły rodaków do orgazmicznej jedności. Wpuszczenie na antenę Telewizji Polskiej grupy podziemnych artystów było wydarzeniem bez precedensu. Doszło do tego dzięki ekipie pampersow”, młodych dziennikarzy skupionych wokół prezesa Wiesława Walendziaka, którzy szukali nowej formuły dla publicznych mediów, chcąc je odciąć od skojarzeń z dawną siermiężnością i propagandą. Nie mogli wybrać lepszych wspólników.

Podobna rzecz wydarzyła się w Petersburgu. Siergiej Kuriochin, pianista, lider awangardowego kolektywu Pop Mechanika, w 1991 roku ogłosił w leningradzkiej telewizji, że Lenin jadł mnóstwo grzybów, a w rezultacie sam stał się jednym z nich. Zdezorientowani obywatele mieli ponoć pytać, jak mają żyć z taką wiedzą. Historia pokazała, że wybrali konserwatyzm i militaryzm.

Zmierzch magów powstał jako przyczynek do dziejów idei w środowiskach undergroundowych. Nie należy uważać go za monografię, ale za potencjalny punkt wyjścia do dalszych interpretacji i badań. Oby powstały licznie i szybko. Być może spojrzenia na marginesy pozwolą przewidzieć bliską przyszłość..