Czy świat da się nastroić?

Mateusz Wysocki

Trudno o obiektywność w sytuacji, gdy ma się do czynienia z dziełem uznanym za przełomowe i niezwykle wpływowe, a które zostaje na język polski przetłumaczone niemalże pięćdziesiąt lat po pierwszej publikacji, czyli w odstępie czasu, który zazwyczaj wystarcza, żeby zawarte w książce treści zdążyły się zdezaktualizować.

Można jednak polską premierę Strojenia świata R. Murraya Schafera uznać za dobrą okazję ku temu, żeby przyjrzeć się dziełu ponownie i uświadomić sobie, jakie właściwie zaszły zmiany w dziedzinach związanych ze słuchaniem i z szeroko rozumianym dźwiękiem.

Przy okazji analizy funkcji rogu myśliwskiego Schafer pisze: „W symfoniach Johannesa Brahmsa i Antona Brucknera wyczuwalna jest, o ile nie cierpię na przerost wyobraźni, przemiana rogu myśliwskiego w instrument, który moglibyśmy nazwać rogiem autorytarnym”, jakby sam sugerował czytelnikowi, że jego wywody w dużej mierze oparte są na pracy wyobraźni, a nie na naukowej metodzie. I niestety jest to kwestia, która przewija się przez większą część książki. Trzeba przyznać wprost, że badaniom autora brakuje sensownej metodologii umożliwiającej naukowe ujęcie analizowanych tematów. Nawet te badania, które przeprowadzane były zespołowo w ramach World Soundscape Project, nie spełniają zdroworozsądkowych (nie mówiąc o tych bardziej wymagających) podstaw i trudno jest dzisiaj wyciągnąć z nich jakiekolwiek wiążące wnioski. Również dane statystyczne, stanowiące objętościowo dosyć znaczną część Strojenia świata, raczej nie będą miały dla współczesnego czytelnika zbytniej wartości, przede wszystkim ze względu na swój efemeryczny charakter.

Poza przesadną wyobrażeniowością pracy Schafera moją uwagę zwróciło również kilka założeń usytuowanych u samych podstaw książki. Pierwszym z nich jest wyraźnie zaznaczająca się w wywodach autora selektywność przykładów. Wplata on w tok rozumowania takie punkty odniesienia, które bez trudu można przekształcić w coś, co będzie zestrojone z udowadnianą przez niego ideą. Kiedy analizuje wybrane tony dźwiękowe, ulega pokusie romantyzowania przeszłości jako akustycznej idylli – odgłosy kowalskiego młota lub innych narzędzi typowych dla wymierających zawodów stawia wyżej niż te związane z industrializacją pracy i niezwykle krytycznie postrzeganym postępem.

Swoim wirtualnych uchem Schafer wędruje w czasie i w przestrzeni, dość nonszalancko i – co za tym idzie – powierzchownie rekonstruując dźwiękowe konteksty. Jego „badanie” historycznych pejzaży dźwiękowych stanowi zazwyczaj luźny zlepek wybranych cytatów z literatury pięknej i wzmianek innych „nausznych” świadków. Jak łatwo się domyślić, powoływanie się na takie źródła i uznawanie ich za wymierne dowody w kwestiach dźwięku jest dosyć delikatnym zagadnieniem i łatwo tu o stereotypowość.

Kolejnym założeniem jest przesadne estetyzowanie dźwiękowej przeszłości gatunku ludzkiego. Polirytmiczność odgłosów generowanych przez rodziny zamieszkujące blokowiska jest dla autora zgoła nieprzyjemna i chaotyczna, podczas gdy „bębnienie australijskich urzędników z ich gumowymi stemplami na długim uchwycie” ma w sobie coś z wirtuozerii. Zastanawia mnie również, dlaczego Schafer nie podjął się rekonstrukcji, dajmy na to, pejzażu dźwiękowego średniowiecznej Florencji, której zalegający na ulicach mieszkańcy przez kilka lat umierali masowo podczas epidemii dżumy, wytwarzając zupełnie nową, nieoczywistą w kontekście pozostałych podawanych przykładów, tonikę – pełną chrapliwego pokasływania, jęków i modlitw. Pejzaże dźwiękowe nigdy nie były i nie będą prostą sumą naszych wyobrażeń o danym wycinku czasu i przestrzeni. Szkoda, że w Strojeniu świata nie znajdziemy zbyt wielu przykładów, które wychodzą poza ten dość naiwny antropologiczno-historyczny klucz.

Jednym z głównych postulatów książki jest przywrócenie równowagi między kulturą słyszenia a kulturą widzenia, jakby autor zakładał, że rozwój biologiczny człowieka dokonał się w próżni. Nasza rzeczywistość nie bez powodu hierarchizuje zmysły w taki, a nie inny sposób – za prymatem wzroku stoją rozgrywające się od dawien dawna procesy ewolucyjne. Nie wynika to ze świadomego zaniedbania słuchu. Jako gatunek nie jesteśmy zdolni percypować danych słuchowych w takiej rozdzielczości i z taką dokładnością jak dane wizualne. Żeby w pełni uświadomić sobie, jak wielka jest przepaść między jedną a drugą formą zmysłowości, wystarczy wyobrazić sobie pierwszy lepszy górski widok, z całą złożonością wypiętrzonych szczytów, urwisk i polan, które gdzieniegdzie osuwają się pod swoim ciężarem i odsłaniają geologiczne warstwy sprzed setek tysięcy lat. Jeśli kadr ten uzupełnimy o przesuwające się formacje chmur, przez które przedziera się światło, otrzymamy obraz tak przesycony informacjami, że trudno myślowo ująć jego dźwiękowy odpowiednik. Można by pewnie uznać za taki biały szum, gdyby nie fakt, że ma on niewiele wspólnego z muzyką i brakuje w nim wewnętrznej, złożonej dynamiki właściwej opisywanym widokom. To jakby setka muzyków wykonujących symfonię o Mahlerowskim rozmachu zaczęła równocześnie improwizować, takie Globe Unity Orchestra do potęgi drugiej.

Istnieje, co prawda, pewien kontekst, w którym możemy swój słuch rozwijać, pracując chociażby w studiu muzycznym, w przestrzeni z odpowiednio opracowaną akustyką i wysokiej jakości sprzętem reprodukującym dźwiękowe szczegóły z dużą precyzją. Możemy nawet dzięki tym narzędziom wychwycić metadane zakodowane w nagraniach audio – na przykład model mikrofonu użytego podczas rejestracji wokalu albo typ wzmacniacza gitarowego. Są to jednak sytuacje marginalne i nijak nie wpływają one na standardowy rozkład statystyczny. Z tej perspektywy projektowanie akustyczne, o którym z rozmarzeniem pisze Schafer, jawi się jako fantazmat. Jego wyczulenie na ekologię dźwiękową ma oczywiście wielki sens, ale nie powinniśmy raczej liczyć na powszechną realizację wiążących się z nią postulatów.

Nie ma sensu traktować Strojenia świata jako materiału ściśle naukowego, ale nie powinno to przysłaniać faktu, że książka jest pewnym fenomenem pozwalającym obcować z fascynującym człowiekiem o niezwykłym słuchu i niezwykłej wyobraźni. Pomimo że część zawartych w niej informacji źle się zestarzała, dźwiękowa uważność pozostanie na zawsze cenną umiejętnością.