Błazen, część pierwsza. Sarkastyczny Halli i prahistoria roastu
Maciej Łubieński
Jedną z najpopularniejszych form komediowych jest dziś roast, po polsku zwany grillowaniem. Tak, wiem, grill nie jest najbardziej prapolskim z polskich słów, ale zadomowił się w naszej mowie i zdobi ją w rozmaitych odmianach nie mniej niż inne słowa-przybysze, że wymienię tu choćby „cebulę” czy „weekend”. Zresztą słowo „roast” też już chyba zostało przygarnięte przez gościnną z natury polszczyznę. Kto wie, może dostąpi niebawem zaszczytu fonetycznego zapisu i jako rołst zapuści sumiasty wąs.
Roast polega na smaganiu żartami osoby zajmującej szczyty sławy, władzy czy bogactwa. Roastujący, atakując do góry, demonstruje odwagę i nonkonformizm, roastowany zaś, śmiejąc się z żartów na swój temat, demonstruje dystans do siebie. To zjawisko z natury karnawałowe, które pozwalając bezkarnie szydzić z możnych, zaburza hierarchię. Patronem roasterów mógłby zostać Diogenes, filozof z beczki. Kiedy Aleksander Wielki spytał mędrca, co może dla niego zrobić, ten odparł: zasłaniasz mi słońce, odsuń się.
Wiadomo, że nie każda władza chętnie poddaje się roastowaniu. Henryk I, angielski król z początków XII wieku, kazał wyłupić oczy panu de la Barre. Rzekomo usprawiedliwiał się potem, mówiąc: „ten błazeński pieśniarz układał szydercze pieśni o mnie, obrażał mnie, śpiewając je publicznie, i pobudzał do szyderstwa moich wrogów”. Król Danii Harald Sinozęby (Bluetooth) groził wyprawą odwetową na Islandię, bo usłyszał o islandzkim prawie, które stanowiło „że powinno powstać tyle obraźliwych strof o królu Duńczyków, ile jest głów w tym kraju”. Takiego prawa raczej nie było, natomiast znamy jeden wierszyk, który przedstawia spółkowanie pewnego zarządcy o imieniu Birgir z Haraldem. Birgir jest w wierszyku kobyłą, Harald – ogierem. Harald dał średniowiecznym Islandczykom pretekst do żartów, a współczesnym nam szwedzkim inżynierom podsunął nazwę dla systemu bezprzewodowej komunikacji. Niegdyś znany Sinozęby to sławny dziś Bluetooth.
O, jakże inny był w kwestii podatności na pra-roast inny król Harald, Harald Sigurdson, zwany też Haraldem Srogim. Jego CV to znacznie więcej niż srogość. Uczestnik licznych wypraw łupieżczych, uczestnik najazdu na Polskę u boku kijowskiego księcia Jarosława, najemnik w Konstantynopolu, zdaniem niektórych kronikarzy kochanek bizantyńskich cesarzowych, mógłby swoją biografią obdzielić kilka żywotów. W 1066 roku zginął w Bitwie pod Stamford Bridge. Jego niespodziewany pogromca Harald Godwinson niedługo potem uległ Wilhelmowi Zdobywcy. Kto wie, może gdyby nie Godwinson, Sigurdson pokonałby Wilhelma i został królem Anglii, Norwegii i Danii. Historia Zachodu wyglądałaby inaczej. Tu jednak chcę oddać Haraldowi należne miejsce w historii humoru. Srogi król słynął z tego, że otaczał się skaldami i sam układał strofy. Szczególnymi względami króla cieszył się Islandczyk Halli o przydomku Sarkastyczny. Już pierwsze ich spotkanie naznaczyło charakter przyszłej relacji. Kiedy okręt króla mijał statek, którym płynął skald, miała miejsce wesoła wymiana. Król dopytywał się, kim są, skąd płyną i czy aby „wychędożył ich Agdi”. Skald odpowiedział, że Agdi woli wyżej urodzonych i dlatego spodziewa się wizyty króla. Harald uwielbiał ten styl humoru i bawiły go dowcipne riposty, jakimi strzelał Halli. Kiedy na przykład skald podziwia królewski topór, król w swoim stylu pyta go, czy da się za ten topór wychędożyć. Jak pisze autor sagi o skaldzie, ten odrzekł: „współczuje waszmości, że chcecie go oddać równie tanio, coście go nabyli. Harald zachęca nawet Hallego, by ten ułożył dwuznaczną strofę o królowej. Strofa udaje tylko dwuznaczność, bo, prawdę mówiąc, trudniej o bardziej jednoznaczny komunikat niż ten, że interes króla zajmuje ważne miejsce w głowie królowej. Nie dziwne, że królowa wybucha gniewem, a rozbawiony Harald krytykuje ją za to, że nie potrafi przyjąć komplementu.
Halli roastuje nie tylko Haralda. Roastuje wszystkich, których spotyka, nawet budzącego postrach wikinga, bezwzględnego mordercę – Einara Muchę. Sam poddaje się roastowaniu przez króla czy skalda Thjodolfa, po czym odpowiada im zawsze z nawiązką.
Choć nigdy nie został nazywany błaznem, Halli mógłby stać się bohaterem rozdziału w Powszechnej historii błazeństwa. Korzysta bowiem z jednego z najważniejszych błazeńskich przywilejów – mówienia szczerze z władzą. Will Sommers – błazen króla Henryka VIII, który podobnie jak Harald Srogi chętnie się śmiał i łatwo wpadał w gniew – mógł śmiało mówić prawdę. O ile jednak sympatia, jaką Harald obdarzył Halliego, była skutkiem talentów i osobowości skalda, o tyle słabość Henryka dla Sommersa wynikała z faktu, że ten był człowiekiem niepełnosprawnym umysłowo. Błazen to dowcipniś (jester) albo prostaczek-głupek (fool). Pierwszy śmieszy w sposób zamierzony, drugi – nieświadomie. Halli potrafi dowcipnie improwizować w różnych formach skandynawskiej literatury, popisując się wielką erudycją. Will Sommers może nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, kiedy jest śmieszny.
W figurze błazna przecinają się więc dwie twarze komedii: ta intelektualnie wyrafinowana i ta instynktowna – głupia. Jest też twarz trzecia – twarz okrucieństwa. Ale o tym następnym razem.