Ukrywki, zdumki, potajomki

Marek Olszewski

Trzy kobiety to pierwsza książka poetycka napisana przez Jerzego Jarniewicza po nagrodzonym Literacką Nike w 2022 roku Mondo cane. W 2023 ukazał się jeszcze Bagaż, będący autorskim wyborem sześćdziesięciu pięciu wierszy z dotychczas opublikowanych tomów. Ponadto po zdobyciu Nike Jarniewicz wydał w wydawnictwie Ossolineum książkę pt. Frotaż. Szkice o literaturze anglojęzycznej, o której wspominam, by poczynić zastrzeżenie, że autora Trzech kobiet nie powinno poznawać się rozłącznie, tj. wyłącznie jako poetę lub wyłącznie jako badacza i krytyka literatury.

Liczne publikacje, w których przybliża polskim czytelniczkom i czytelnikom sylwetki wybitnych postaci anglosaskiej kultury – od klasyków w rodzaju Marka Twaina czy Charlesa Dickensa, po bliższych współczesności: Paula Austera, Zadie Smith i wielu innych – pozwalają zobaczyć w nim uważnego odbiorcę tekstów cudzych. Interpretowane bądź tłumaczone przez niego lektury nie pozostają, rzecz jasna, bez wpływu na samodzielną praktykę twórczą – implementowanie anglosaskiej tradycji wiersza na polski grunt Jerzy Jarniewicz od wielu lat dzieli wszak z takimi autorami, jak Piotr Sommer czy Andrzej Sosnowski, ale robi to na własnych zasadach. W jego przypadku w mniejszym stopniu niż u wymienionych poetów jest to kwestia zapożyczania formy, w większym zaś określonej atmosfery wiersza czy ustawiania wyobraźni blisko prozaicznej treści życia. Utwory Jarniewicza – co szczególnie daje o sobie znać w nowej książce – chcą brzmieć jak najbardziej naturalnie, odchodząc od napuszonej retoryki czy silenia się na liryzm. Mimo to, dzięki subtelnej metaforyce, grze zaskakującym obrazem, aluzją czy porównaniem wprowadzają odbiorców w osobliwy stan skupienia. Potrafią zaintrygować i wciągnąć w opowieść jak najlepsze narracje.

Trzy kobiety to książka, w której ważną rolę odgrywa komponent epicki, o czym świadczy dodany w podtytule dopisek: „wiersze i storie”. Czym są storie? To skromniejsza, bo „przycięta” wersja historii, a więc mała, osobista, może nawet intymna (hi)storia, w której zawiera się opowieść o tytułowych kobietach: Wandzie, Krysi i Irenie, czyli przyjaciółkach z młodości matki poety, przypadającej na czas PRL-u. Materiał wyjściowo ma charakter autobiograficzny i nostalgiczny, ale trzeba do tego podejść – jak zwykle w takich przypadkach – z dużą rezerwą, bowiem na pierwszym planie jest nie tyle egzystencja rozumiana na sposób sentymentalny, co literatura ze swoją wewnętrzną logiką. Trzy kobiety nie są poetyckim pamiętnikiem, ale – powtarzając za wierszem Be-Bop-A-Lula – opowieścią o przeszłości, która nigdy nie zapomina o tym, co się nie wydarzyło. Takie postawienie sprawy otwiera przestrzeń dla gry pamięci, zmyślenia i wyobraźni – podstawowych instrumentów literatury. Choć utwory przybliżające sylwetki trzech kobiet dominują w książce i tworzą wyraźny cykl, to obok nich autor pomieścił jeszcze teksty osobne, niezwiązane bezpośrednio z wiodącym wątkiem, mimo to formalnie i tematycznie współbrzmiące z całością.

Narrację liryczną prowadzi w książce chłopak, dla którego spotkanie z Wandą, Krysią i Ireną ma wymiar nieledwie mistyczny, a w konsekwencji transgresyjny. To postacie zapamiętane z wczesnej młodości, które przeszły już na stronę prywatnego mitu dzieciństwa. Jak konstatuje poeta w wierszu Ruska Strona: „przeszłość jest katalogiem pamiętnych niewydarzeń”, a zatem wszystko, co z niej wywiedzione, może być w równej mierze prawdą, co fikcją i ma to znaczenie o tyle, o ile pomaga lepiej widzieć teraźniejszość. Obecność trzech kobiet w życiu bohatera ma natomiast, jak się okazuje, znaczenie zasadnicze – pozwala mu odkrywać w sobie warianty tożsamości, których istnienia być może nigdy sobie nie uświadamiał, budzi w nim moc kreacji, w jakimś też sensie zapewnia mu wolność. Niezwykłość tego doświadczenia wynika z pracy jego wyobraźni, która umieszcza zdarzenia i osoby w interesujących, nowych kontekstach – banalne obrazki, na których widzimy kobiety toczące prywatne rozmowy, oglądające telewizję, palące papierosy czy trzymające się za ręce, urastają do rangi archetypicznych, są aranżowane na sposób baśniowy czy wręcz mityczny. Dla chłopca podglądane i podsłuchiwane jawią się jako tyleż tajemnicze, co niedosiężne Parki, architektki pamięci.

Czytając nowe wiersze Jarniewicza, nie sposób też uniknąć skojarzeń z prozą Brunona Schulza, który w opowiadaniach ze Sklepów cynamonowych przedstawił archetypiczną wizję świata widzianą oczami nadwrażliwego chłopca. Podobnie jak u XX-wiecznego polskiego klasyka również w wierszach z Trzech kobiet dochodzi do wyraźnego zderzenia płci – mocne, ekspresywne kobiety swoją obecnością „wyjaławiają” mężczyzn, którzy unikają bezpośredniej z nimi styczności (jak brat i ojciec bohatera, przesiadujący zazwyczaj gdzie indziej) albo też dystansują się wobec nich, wyrażając otwartą wrogość (wuj). Wyjście naprzeciw kobiecemu żywiołowi, otwartość na ten bodziec i wyraźne nim zaintrygowanie zdradzają kobiecą część natury chłopca, wykraczającego poza stabilną i dookreśloną granicę „ja”.

A skoro wspomniana została już w tym tekście uważność Jerzego Jarniewicza jako czytelnika, to warto podkreślić – pożyczając sformułowanie od Piotra Sommera – że smak detalu i przywiązanie do konkretu: przedmiotu, gestu, rzuconych słów w dużej mierze odpowiadają za konceptualną zawartość jego najnowszej książki poetyckiej. Jej tematami centralnymi są z całą pewnością czas i pamięć. Już w pierwszych wersach utworu Murmuracja otwierającego książkę poeta zastrzega:

 

Jeżeli powrót, to tylko taki, który zostanie z nami do jutra,

żebyśmy mogli, w chwilę po przebudzeniu, gdy

we śnie jeszcze imiona, powyciągać z cienia

to, czego dotychczas nie musieliśmy tłumaczyć,

nasze ukrywki, zdumki, potajomki.

 

Neologizmy próbują nazwać treści wywiedzione z nieświadomości, które składają się na określoną prawdę o człowieku i jego indywidualnej tożsamości. Prawdę, która ukazuje się niby przypadkiem – w błysku wspomnienia czy melancholijnym przywołaniu. Powtórzę więc raz jeszcze: dla bohatera Trzech kobiet pamięć jest kluczem nie tyle do przeszłości, co przede wszystkim do lepszego zrozumienia samego siebie. Tak układa się jego prywatna Księga Rodzaju: 

A wtedy przypomniał sobie, że ulepiły go kobiety, może trzy,

choć może było ich trzynaście, albo jedna, tyle że o trzech imionach,

kiedy więc go pytają: »Jak to? Że jak ulepiły?«, odpowiada: »Nie z gliny,

a zwyczajnie, jak morze lepi fale«.

(Dane osobowe).