Śmierć jest puentą, miłość sensem
Natalia Charysz
Tytułowy wiersz zbioru Elżbiety Zechenter-Spławińskiej, Zadzwoniła do mnie miłość kończy się słowami: „Wróciliśmy do początku świata, / który właśnie się kończy”. Słowa te wskazują podstawowe, najbardziej wyraźne kierunki liryków poetki, które zostały zebrane w pięć tematycznych działów, w których mowa będzie o pamięci, śmierci, losie, końcu świata, najbliższych, a wszystko to w duchu paradoksu, humoru i autoironii.
Wzorując się na poetce, zacznijmy więc paradoksalnie od tego, co na końcu, czyli od śmierci. Jest ona główną bohaterką tego tomiku, występuje przywołana z imienia, nazywana wprost; wskazują na nią paradoksy czy ironia, pojawia się między wersami i nieustannie towarzyszy refleksjom poetki. „Można o niej pisać i pisać” – przeczytamy w jednym z utworów, co potwierdzone zostanie poprzez ukazywanie jej w najrozmaitszych barwach i kontekstach. To, że jest celem ludzkiej egzystencji, to nazbyt oczywiste, aby ten fakt roztrząsać, jednak rządzi się ciekawymi prawami. Jest zdecydowanie bardziej inspirująca od chociażby aktu narodzin, można w niej pokładać ufność, choć każdy człowiek wolałby o tej pewności nie pamiętać, i jest jak podróż, w którą nie można zabrać bagażu. Śmierć ma również niezrównaną moc ożywiania, wskrzeszania – wspomnień, dobrych myśli, wydobywania z zakamarków pamięci tego, co od dawna było utracone, schowane i zapomniane. Ten metafizyczny akt pobudzenia ludzkich wspomnień pozwala w doczesnym świecie pozostawić iskrę tych, którzy odeszli. Poetka dąży do oswajania śmierci, w swoich wierszach odmienia ją przez wszystkie przypadki, dostrzega jej aspekty, porównuje do podróży ziemskich, które wywołują nie lada zamieszanie i nerwy, by ostatecznie stwierdzić, z ulgą:
Ta podroż odbędzie się
na pewno i będzie jedyną,
niepoprzedzoną nieznośnym lękiem,
(że zapomnę biletu, karty do bankomatu,
paszportu, smartfona, że zastrajkują tego dnia
kontrolerzy lotu).
I to będą tylko niektóre z jej zalet.
Drugim ważnym filarem tomu jest pamięć. To dzięki jej pracy zostają odmalowane uczucia, ludzie i sytuacje, które trzeba uchronić przed zatraceniem. Pamięć i śmierć wzajemnie się przenikają i napędzają, działają niczym wiecznie sprzężone z sobą maszyny – śmierć nadaje impuls uczuciowy, który kieruje do wspomnień, a każdy obraz z przeszłości przywołany z wewnętrznego archiwum ożywa i odkurza kolejne, mniej lub bardziej powiązane ze sobą kadry. Mogłoby się wydawać, że książka poetycka Elżbiety Zechenter-Spławińskiej pogrążona jest w smutku, rozpaczy i melancholii, przepełniają ją przecież wizja ostateczności oraz poetyckie epitafia, pożegnania i rozpamiętywania. Jednak poetka sięga po paradoks i humor oraz swego rodzaju mitologizację świata i wspomnień, by przebić balon niepotrzebnego patosu. Za sprawą mitologizacji pamięć zostaje zaczarowana w taki sposób, by przywracała to, co dobre. Podmiot liryczny pozostawia prawdę na bocznym torze, a swoje wędrówki po wspomnieniach prowadzi szlakami przyjemnych retrospekcji: „Pozwólmy mylić się Przeszłości – / zwłaszcza na naszą korzyść”.
Paradoks i humor wzajemnie przenikają się w wierszach poetki, bo napotykamy w niej śmierć, która wskrzesza; ostateczną podróż niepodobną do wszystkich przeżytych; tętniący życiem cmentarz, na którym rodziny wiewiórek żyją szczęśliwie i spokojnie; a także podsumowujemy życie, które odchodzi jako pierwsze. Te dwa poetyckie rekwizyty działają jak narzędzia obronne. Wiersze o śmierci nie mówią bowiem o zgodzie i biernym oczekiwaniu na nadejście nieuchronnego. Trwanie bez bliskich okupione jest łzami, żałobą i smutkiem, ale autoironia, obserwacja paradoksów świata pozwalają odsunąć od siebie udręki codzienności:
W naszym Kabarecie
pierwsze skrzypce gra (jeszcze)
poczucie humoru.
Utwór o końcu jest wielogłosowy, ponieważ poza aspektami, które zostały wymienione, trudno nie zwrócić uwagi na jej bardzo silne współodczuwanie ze światem natury i miłość, którą obdarowuje swoje otoczenie. W tomie Zadzwoniła do mnie miłość możemy odnaleźć całe pokłady czułości dla fauny i flory, z którą podmiot liryczny obcuje, kotów, psów, krakowskich gołębi. Jednak dojmujące jest poczucie, że człowiek jako dominujący gatunek jest nie tylko groźny, ale również nieprzewidywalny. Stoi w opozycji do pięknej, bezbronnej natury. Co więcej, jego poczynaniom, według podmiotu lirycznego, niepotrzebnie pobłaża sam Stwórca:
w kierunku Ziemi [pędzi] meteoryt wielkości autobusu. Minie
naszą planetę […]
I znowu Pan Bóg przegapił możliwość załatwienia kilku niezbędnych spraw.
Świat natury kierowany jest odwiecznym rytmem, który ma niezaprzeczalny sens, w tym aspekcie dyskusje na temat ładu są bezzasadne, dopóki nie wtrąca się człowiek ze swoimi eksperymentami, podczas których „zatrzymuje świat” poprzez wypuszczenie efektów swoich badań z laboratoriów. Poetka potrafi bezlitośnie i celnie wymierzać ciosy:
Naraziliśmy się już wszystkim.
[…]
Wygląda na to, że jedynym uczuciem,
jakie budzimy,
jest paniczny lęk.
A nawet podkreśla, że to gatunek ludzki stoi za przygotowaniem końca świata, nie będą nam do tego potrzebne ani anielskie trąby, ani jeźdźcy apokalipsy.
Książka poetycka Elżbiety Zechenter-Spławińskiej wyrasta z ogromnej samoświadomości, znajomości świata i nade wszystko z pokładów miłości; jej słodycz nie jest w stanie wymazać posmaku goryczy, jaki wraz z wiekiem wkrada się do ludzkiego życia. Śmierć rzeczywiście jest puentą, a jednak dopóki nie możemy żyć bez miłości, to ona jest sensem.