Paradoksy wzorcowego imperium
Piotr Bejrowski
Dowodzi, że to starożytne państwo było zaskakująco nowoczesne: przyniosło postęp, głęboko przeobraziło region i zapoczątkowało wiele praktyk, które przetrwały do naszych czasów. W 671 roku p.n.e. armia króla Asarhaddona, przed którym wrogowie „drżeli jak trzciny podczas burzy”, zdobyła Egipt, wynosząc Asyrię na szczyt potęgi. Imperium rozciągało się wówczas od Morza Śródziemnego po Zatokę Perską i opierało swoją władzę na kulturze przemocy: bestialskich mordach i masowych deportacjach, opisanych w Starym Testamencie i potwierdzonych w innych źródłach.
A jednak to właśnie biblijni prorocy błogosławili bliskowschodnie mocarstwo, dostrzegając w nim narzędzie Bożego sądu i element planu prowadzącego ku przyszłemu pokojowi. Współcześnie historycy i publicyści często umniejszają znaczenie pierwszego imperium. Brytyjski krytyk sztuki Jonathan Jones stwierdził wręcz, że „Egipt i Grecja były cywilizacjami, czego o Asyrii powiedzieć nie można”. Jak Frahm reaguje na takie opinie? Podchodzi do nich z dystansem – nie próbuje na siłę rehabilitować „barbarzyńskiego państwa”. Równocześnie uznaje, że skrajne sądy są upraszczające i krzywdzące wobec znacznie bardziej złożonej rzeczywistości. Jego stanowisko jest wyważone: pamięta o „ogromnej stercie gruzów”, jaką pozostawili po sobie władcy z Niniwy, ale podkreśla, że przez ponad sto lat to oni byli „motorem historii”. Stworzyli wieloetniczną armię, zbudowali sieć dróg, rozwinęli sprawną administrację, wspierali handel, a także objęli państwowym mecenatem kulturę i sztukę. Najbardziej znany władca Asyrii, Aszurbanipal – twórca słynnej biblioteki w stolicy królestwa – doczekał się nawet pomnika w San Francisco. Gromadzone przez niego gliniane tabliczki zapewniły współczesnym bezcenny wgląd w intelektualne życie imperium. Niektórzy badacze określali go jako oświeconego monarchę, humanistę i ekonomistę na tronie.
Eckart Frahm demitologizuje tę postać: choć niezwykle ambitny król patronował nauce i sztuce, był zarazem słabym dowódcą, miernym uczonym i człowiekiem o sadystycznych skłonnościach – co w ostateczności przyczyniło się do upadku jego państwa. Zdaniem autora bardziej przypominał Nerona niż Marka Aureliusza. Sprzeczności jego osobowości odzwierciedlają paradoksy całej kultury asyryjskiej – potężnej i okrutnej, nowoczesnej i archaicznej, moralnie wątpliwej, a zarazem cywilizacyjnie inspirującej. Podobne sprzeczności towarzyszą również półlegendarnym władcom – Semiramidzie i Sardanapalowi. Obdarzona męskimi cechami królowa uchodziła za współzałożycielkę imperium, natomiast zniewieściały król zapisał się w pamięci jako jego upadły grabarz. Frahm zauważa, że te „zniekształcone odbicia” pojawiają się zarówno w Biblii i tekstach klasycznych, jak i w późniejszej kulturze europejskiej – choćby w twórczości Byrona i Goethego – chętnie czerpiącej ze stereotypów o despotycznym Wschodzie.
W jednym z najciekawszych fragmentów książki autor opisuje tabliczki z przysięgami lojalności wobec zdobywcy Egiptu. Każdy obywatel i wasal musiał złożyć na nich odcisk swej pieczęci, który następnie trafiał do archiwum. W ten sposób powstał pierwszy w dziejach rejestr obywatelskiej posłuszności wobec władcy. Asyria stała się więc prototypem późniejszych państw biurokratycznych – od Persji i Rzymu po współczesne systemy nadzorujące obywateli za pomocą danych. To zresztą niejedyny opisany w monografii przykład wpływu Asyrii na późniejsze imperia – rzymscy cesarze często sięgali po podobne rozwiązania, stając wobec analogicznych wyzwań politycznych.
Siła książki Frahma polega na poprowadzeniu narracji w sposób czyniący z Asyrii zręczną metaforę współczesności. W obrazie starożytnego świata odbija się nasza teraźniejszość: centralizacja decyzji, rozbudowane sieci komunikacyjne, ekspansja ekonomiczna i kulturowa uniformizacja. To Asyryjczycy nauczyli nas, że potęga może być racjonalna, zorganizowana i oparta na idei „misji cywilizacyjnej”. Niemiecki autor nie mówi tego wprost, lecz pozwala zrozumieć, jak bardzo nowoczesność przypomina swoje odbicie sprzed niemal 2700 lat. Zarazem odrzuca tezę głoszącą, że po upadku państwo asyryjskie „rozwiało się niczym dym”. Przeciwnie – królestwo znad rzeki Tygrys odznaczało się niezwykłą ciągłością kulturową i stworzyło coś w rodzaju „niezbędnika imperialnego”. Zdaniem autora kolejne światowe mocarstwa „tworzyły ogniwa łańcucha, który łączy Asyryjczyków z czasami współczesnymi”. To właśnie ta szeroka perspektywa – podkreślenie dziedzictwa „wzorcowego imperium” i jego wpływu na kolejnych uczestników „imperialnej sztafety” – wyróżnia publikację na tle innych starożytniczych prac wydanych ostatnio przez Rebis. I choć porównanie śmierci Sardanapala i Hitlera może budzić kontrowersje, intelektualne rozważania snute przez autora reprezentują najwyższy poziom – są oryginalne, rzetelne, klarowne i oparte na bogatym materiale źródłowym, a zarazem przystępne w odbiorze.
Książka wielokrotnie przekracza ramy historii starożytnej – staje się narracją o klasycznej i współczesnej archeologii, ale także refleksją nad tym, jak powstaje pamięć i kto ma prawo ją kształtować. W świecie, w którym z jednej strony korzysta się z najnowszych technologii (np. archeologia zdalna polegająca na analizie zdjęć satelitarnych), a z drugiej – ponownie niszczy się ruiny Mosulu i Nimrudu – wcześniejsze pytanie nabiera szczególnej wagi. Cenne są również rozdziały poświęcone dziewiętnastowiecznej Europie, która odkryła pierwsze światowe imperium w momencie, gdy sama przeistaczała się w globalnego hegemona. W drugiej połowie tego stulecia zapanowała swoista „moda na Asyrię”: pałace wydobyte spod piasków Mezopotamii trafiały do Luwru i British Museum, stając się trofeami nowej potęgi, gloryfikującej przeszłość, by legitymizować własną dominację.
Frahm konkluduje, że Asyria upadła „z powodu kombinacji wielu niekorzystnych wydarzeń” – wewnętrznych (takich jak kryzys przywódczy) i zewnętrznych (na przykład katastrofalna susza). Jednocześnie jej przypadek stanowi swoiste memento: cywilizacja nie kończy się dlatego, że się starzeje, lecz dlatego, że przestaje uczyć się na własnych błędach. Książka jest więc nie tylko lekcją historii i opowieścią o paradoksach „wzorcowego imperium”, lecz także wciąż aktualną przestrogą.