Nieoczywiste powinowactwa

Wojciech Rusinek

Za oryginalnym i intrygującym tytułem książki Dariusza Sośnickiego kryje się bardzo klasyczna publikacja krytycznoliteracka. Autor skomponował Podwójne zęby szalonego Carla. Szkice z frontu z recenzji, szkiców i esejów publikowanych wcześniej prawie wyłącznie na łamach „Czasu Kultury” i „Dwutygodnika”.

W dwóch okresach: pomiędzy 2013 i 2015 oraz między 2020 i 2023 rokiem (wyjątkiem jest tylko otwierający tom artykuł o twórczości Marcina Świetlickiego z roku 2006). Podaję te informacje nie dlatego, że stanowią one dla mnie literacką zagadkę (choć można pobawić się w śledczego i sprawdzić, czym zawodowo zajmował się autor między 2015 a 2020, a potem myśleć, czy miało to jakieś znaczenie dla jego aktywności w krytyce), ale by uwydatnić coś, co sam Sośnicki akcentuje we wstępie mocne powiązanie tych zapisów lekturowych z konkretnym momentem w kulturze polskiej czy z globalnymi przemianami cywilizacyjnymi ostatnich lat. Starszych tekstów nie uwspółcześniam pisze autor gdybym je pisał dzisiaj, byłyby inne, nie ma sensu wyrywać ich z czasu”. Od razu trzeba jednak uprzedzić domysły: Podwójne zęby szalonego Carla nie są książką zogniskowaną przede wszystkim na politycznym wymiarze literatury, choć jest on istotnym komponentem obecnych tu interpretacji. Nie znajdziemy tu wielu jawnych nawiązań do wydarzeń rozpalających we wskazanych zakresach dat polską i światową debatę publiczną, równie mocno wybrzmiewa w lekturach Sośnickiego pochwała literackości i nieoczywistości jako żywiołów, które są dobrej literaturze koniecznie potrzebne.

Sośnicki pisze we wstępie, że najważniejszy jest w Podwójnych zębach... temat paradoksów modernizacji i rozdarcia między tradycją a nowoczesnością, co odnosi do polskiej, skrajnie spolaryzowanej debaty publicznej. Tymczasem literatura jak czytamy w książce powinna w duchu odpowiedzialności za wspólnotę komplikować, stawać w poprzek podziałów, nicować jałowe spory i wzbogacać nasze widzenie rzeczywistości: Literatura to unikalna forma poznania świata (i wpływania na świat) i jako taka potrafi oddać sprawiedliwość jego wielowymiarowości. Nie raz w historii najśmielsze idee maskowały najgorszy obskurantyzm. Za to w ideach z lekka, a nawet ostentacyjnie zachowawczych tkwił potencjał sprawiedliwej emancypacji i postępu, a w każdym razie sensownej odpowiedzi na nadużycia zinstytucjonalizowanych sił nowego”. Tak, wiemy to doskonale i powtarzamy podobne tezy niemal wszyscy, problem w tym, że realnych wycieczek w kierunku nieoczywistych tekstów i komplikujących świat interpretacji zbyt często w naszych plemionach nie praktykujemy. Tymczasem Sośnicki, szukając pęknięć w procesie modernizacji kulturowej, rzeczywiście uwalnia swoje czytanie od rygorów, uprzedzeń, przyzwyczajeń, by szukać w bardzo odległych od siebie dziełach interesujących go napięć między konserwatyzmem a emancypacją, zaangażowaniem i prywatnością, emocjonalną szczerością twórczyń i twórców a kreacją literacką. Tytułowa, pochodząca z prozy Tove Ditlevsen metafora odnosi się w pisarstwie duńskiej prozaiczki do opowieści o ambiwalencji emancypacji i modernizacji, czy może przede wszystkim o ich ciemnej stronie, a w podwójnym uzębieniu Carla dostrzec można figurę niebezpieczeństw życia u progu gwałtownej zmiany społecznej i kulturowej”. U Sośnickiego z kolei ów drugi rząd zębów oznaczałby także spoglądanie na znane kwestie (np. interpretacje) od tej mniej oczywistej strony, sięganie w obszary, które mogą skomplikować nasze widzenie rzeczywistości.

Ponieważ szukanie takich pęknięć jest dla Sośnickiego raczej kierunkiem, a nie jednoznaczną metodologią lektury, otrzymujemy tom bardzo różnorodny i rozpięty na bardzo szerokiej skali zainteresowań autora. W osobnych rozdziałach zgrupowane zostały szkice i recenzje poświęcone poezji, prozie i esejowi. W ramach każdej z tych części przemieszczamy się płynnie między literaturą polską i obcą, klasyczną i nowatorską, dawną i aktualną. Może to wywoływać wrażenie pewnego chaosu czy braku koncepcji, uważna lektura fragmentów przekonuje jednak, że pomysł Sośnickiego jest jak najbardziej udany. Kultura nie jest linearnie zorganizowanym monolitem, lecz palimpsestem. Odczytujemy świat przez nawarstwienia kodów czy dialogi pozornie odległych dzieł, które spotykają się tylko dzięki temu, że na przykład znalazły się obok siebie w naszej bibliotece. I tak w Podwójnych zębach szalonego Carla znajdziemy, obok otwierającego tom eseju o romantycznych powinowactwach wierszy Świetlickiego, także trzy szkice o życiu i poezji W.H. Audena, a dokładniej o jego późnych, często lekceważonych dziełach, refleksję o nieudanych wierszach Wisławy Szymborskiej z lat 40. (przy okazji wydania przedziwnego tomu poetki, czyli Czarnej piosenki) czy artykuł o powikłanej relacji Juliana Kornhausera z ideą poezji zaangażowanej. W sekcji poświęconej prozie spotykają się Max Blecher z Januszem Rudnickim, Leonid Cypkin z Dorotą Kotas, nowojorska proza Alfreda Hayesa czytana jest obok bułgarskiej powieści Georgiego Gospodinowa, a śląska prowincja z prozy Mateusza Górniaka leży na mapie blisko robotniczej dzielnicy Kopenhagi opisywanej w książkach Tove Ditlevsen. Do tego autor dokłada dwa teksty o esejach Eliota Weinbergera, Maurizia Ferrasisa, Marka Fishera i... Dawida Kujawy. Taki dobór tworzy naprawdę intrygującą mozaikę!

Zbiór ten na pewno nie przynosi panoramicznego obrazu literatury ukazującej się w Polsce między 2013 a 2022 rokiem, ale trudno czynić z tego zarzut. Sośnicki wybiera raczej formę książki-notatnika lektur; swobodnie przeskakując między rożnymi polami literackimi, daje wyraz osobistym fascynacjom czytelniczym, co jest ważniejsze niż uporządkowany wykład literaturoznawczy. Interesujący jest jednak dobór nazwisk i dzieł: nie znajdziemy w szkicach Sośnickiego najgłośniejszych nazwisk, książek-wydarzeń, wielkich powrotów translatorskich itp. Zauważalna jest wręcz wyraźna skłonność autora do wynajdywania zjawisk z tła, funkcjonujących nieco na obrzeżach głównych nurtów literatury. Wspomniałem już o późnym Audenie, któremu poświęcone są aż trzy teksty (w tym jeden to literacko bardzo udana relacja z wizyty autora w austriackim domu poety). Ale czytajmy dalej: poezja Szymborskiej funkcjonuje tu tylko w bardzo nieudanych wczesnych wierszach, które ktoś na siłę i wbrew woli poetki postanowił wydać. Poezję Kornhausera krytyk próbuje przychwycić w takich momentach, kiedy stawała w poprzek dominujących tendencji nowofalowych. Wśród prozaików interesujący są dlań autorzy, którzy w zasadzie nie zdążyli zaistnieć w świecie literackim (Blecher, Cypkin). Rudnicki pojawia się nie jako autor własnej prozy, lecz jako przepisywacz biografii (swoją drogą nie podzielam zachwytów Sośnickiego nad jego tekstami będącymi parafrazami książek biograficznych innych autorów). Do kompletu autorka dopiero stawiająca pierwsze kroki w prozie artystycznej (Kotas). Najciekawsze efekty daje przyjęta przez Sośnickiego metoda wszędzie tam, gdzie udaje się zdemaskować oczywiste, zakorzenione interpretacje. Najlepszym tego przykładem oczytanie prozy Ditlevsen dekonstruujące lektury prowadzone z perspektywy emancypacyjnej czy tzw. zwrotu ludowego.

Jednocześnie, przy całym bogactwie przywoływanych przez Sośnickiego dzieł i problematyk, Podwójne zęby... sprawiają wrażenie książki nieco niedopełnionej. Decyzja, by składające się na tom teksty pozostawić w takiej formie, w jakiej się pierwotnie ukazały, jest w pełni zrozumiała, momentami jak w opatrzonym aktualnym, gorzkim dopiskiem szkicu o pobycie autora w Rosji w 2014 roku wręcz konieczna. Rzecz w tym, że wiele tych tekstów chciałoby się przeczytać w pełniejszej wersji, z rozwinięciem ledwie zarysowanych zagadnień. A może po prostu, zachęceni pełnymi pasji lekturami Sośnickiego, powinniśmy dopełnić te urwane wątki sami? Na rozdziały o poezji i prozie warto ponownie spojrzeć w optyce dwóch tekstów poświęconych eseistyce literacko-filozoficznej Weinbergera, Ferrasisa, Fishera i Kujawy. W nich bowiem Sośnicki wyłożył najczytelniej, głosami omawianych autorów, swój pogląd na wspólnotę, emancypację, nowoczesność i chaos aksjologiczny ponowoczesności. To właśnie te zamykające Podwójne zęby... eseje pozwalają lepiej zrozumieć zamysł całości i sens zestawiania w książce dzieł tak na pierwszy rzut oka do siebie nieprzystających, a jednak bliskich sobie we wspólnej próbie wyrwania się z tyranii Kapitału czy w próbach zapełnienia ideowej pustki kultury późnej nowoczesności. Z tego punktu widzenia niepierwszoplanowość omawianych utworów staje się ich zaletą, bo pozwala wyjść nieco poza logikę maksymalizacji zysków. Sośnicki za Dawidem Kujawą głosi pochwałę poezji jako dziedziny wymykającej się rynkowi, ale po lekturze Podwójnych zębów szalonego Carla powiedzieć można również, że podobnie może być z dobrą krytyką literacką.