Na własnej skórze
Ida Świerkocka
Świat tej powieści został zbudowany na braku. Braku ruchu, braku kontroli, braku dawnej tożsamości. Nie wszystkie apokalipsy wyglądają jak w filmie akcji. Większość nie ma w sobie nic widowiskowego: nie wybucha żadna bomba, nie grają trąby, nie pojawia się nawet jeden porządny słup ognia na tle czarnego nieba.
Sean Phillips, bohater Wilka w białej furgonetce, żyje po własnym końcu świata. Apokalipsa wydarzyła się w jednym pokoju, w jednym geście, jednej nieodwracalnej sekundzie. Miał siedemnaście lat, gdy podjął pewną brzemienną w skutki decyzję. I to ona właśnie wraz z jej konsekwencjami – zdeformowaną twarzą, utratą zdrowia i koniecznością budowania siebie od nowa – nadaje ton powieści Johna Darnielle’a.
Darnielle nie tłumaczy decyzji swojego bohatera, nie moralizuje, nie bawi się w psychologa, w czym pomaga mu zabieg formalny – konsekwentne unikanie linearności. Choć narracja pierwszoosobowa prowadzona jest z perspektywy dorosłego Seana, zostaje rozbita na sekwencje z rożnych momentów życia: dzieciństwa, okresu dojrzewania, rekonwalescencji, współczesnej samotności i epizodów związanych z procesem sądowym. Powieść świadomie rezygnuje z napięcia w klasycznym sensie, zastępując je powolnym, gęstym zanurzaniem się w świadomości bohatera.
Ta fragmentaryczność nie jest wyłącznie konwencjonalnym znakiem „trudnej literatury” – odpowiada raczej sposobowi, w jaki świadomość po traumie organizuje czas. Poszczególne sceny wracają w innej kolejności. Ważniejsze od chronologii są napięcie, obrazy, szczegóły. Sean opowiada o swoim życiu tak, jak opowiadamy sobie sami – niechronologicznie, z niechęcią do wyraźnych punktów zwrotnych. W pewnym sensie powieść jest próbą pogodzenia się z tym, że niektóre rzeczy można zrozumieć dopiero z dużego dystansu – lecz nawet wtedy jedynie częściowo.
Wilk w białej furgonetce to więc po części książka o deformacji ciała, ale przede wszystkim o deformacji czasu i pamięci; o tym, w jaki sposób jednostka próbuje zorganizować dalsze życie. Istotną rolę w tej pękniętej osobistej topografii pamięci odgrywa również warstwa kulturowa. Odniesienia do komiksów, heavy metalu, heroic fantasy (postaci takich jak Conan) oraz do wymyślonej przez Seana gry korespondencyjnej Trace Italian nie służą temu, by unieważnić bohatera jako „dzieckiem podszytego”. Przeciwnie – Darnielle traktuje je bez ironii, jako poważny zasób wyobraźni, z którego człowiek konstruuje własne narracje o przetrwaniu.
Pod pewnymi względami decyzja Seana wpisuje się w długą tradycję literackich gestów autodestrukcji. Darnielle, podobnie jak Sylvia Plath w Szklanym kloszu, pokazuje świadomość młodego człowieka zanurzonego w stanie, w którym dorosłość zarysowuje się jako doświadczenie przekraczające jego możliwości. Nietrudno dostrzec tu również cień Salingera, szczególnie w sposobie, w jaki Sean podchodzi do świata z mieszaniną lęku, ironii i przesadnej wrażliwości. „Wypadek”, którego doświadczył na progu dorosłego życia – może być odczytany jako skrajny gest odmowy wejścia w ten świat, akt przerwania ciągłości własnej biografii. „Odmowa dorastania” ma jednak swoją cenę – bohater zostaje niejako zatrzymany w czasie, unieruchomiony w ciele, które nosi ślad tamtej decyzji, jakby deformacja twarzy była materialnym odpowiednikiem nieodbytej dorosłości. W efekcie Sean istnieje pomiędzy światami: nie jako chłopiec, ale też nie w pełni jako dorosły, zawieszony w osobliwej przestrzeni, gdzie jedyną możliwą codziennością jest rekonstruowanie samego siebie z fragmentów, które ocalały po geście sprzeciwu. Sean Phillips jest więc – oczywiście z zachowaniem odpowiednich proporcji – dalekim krewnym bohaterów Bernharda, u których pęknięcie psychiczne jest nie tyle „tematem”, ile sposobem istnienia w świecie.
Wilk w białej furgonetce sytuuje się na przecięciu prozy introspekcyjnej, eseju o pamięci i cichego traktatu o odpowiedzialności. To lektura wymagająca, miejscami hermetyczna, z pewnością nienastawiona na szeroką, „rozrywkową” recepcję. Zalety mogą być tu jednocześnie odbierane jako wady. Kto szuka napięcia, fabularnego rozpędu, ostrego konturu postaci drugoplanowych (a więc wszystkich poza Seanem) – może poczuć się znużony. Kto oczekuje emocjonalnej bliskości z narratorem – może nie otrzymać jej wcale. Darnielle, choć traktuje odbiorcę poważnie, żąda od niego cierpliwości, czasem aż do granicy zniechęcenia. Surowość, która dla jednych będzie odświeżająca, zdaniem innych może być hermetyczna. Dla czytelników zainteresowanych literaturą eksplorującą świadomość, pamięć i odpowiedzialność Wilk… może okazać się jednak tekstem istotnym – takim, który nie tyle oferuje odpowiedzi, ile wprowadza w stan długotrwałego, niezbyt wygodnego namysłu. Choć jest to powieść świadomie nieprzystępna, nie mogę odmówić jej literackiej spójności i emocjonalnej intensywności, nawet jeśli następnym razem wolałabym nie czytać jej w listopadowy wieczór.
To książka o życiu, które poszło w inną stronę, niż miało pójść, i o tym, że musi ono toczyć się dalej, choć nikt nie daje instrukcji, jak je odbudować. Nie koncentruje się na tragedii, lecz na tym, co dzieje się po niej – na trwaniu, które bywa trudniejsze niż sam moment katastrofy. Smutek tej powieści polega na świadomości, że pewne wydarzenia pozostają ostatecznie nieprzejrzyste nawet dla tych, którzy je przeżyli. Bo czy „inny koniec świata będzie”? Chyba wszyscy znamy odpowiedź.