Myśląc Piłsudskim
Michał Przeperski
Słowo „nieprzeciętność” w odniesieniu do Józefa Piłsudskiego jest dziś równie zużyte co oczywiste. W podręcznikach zamienia się we frazes, a w polityce w maczugę do okładania przeciwnika. Mariusz Wołos proponuje, by ten wyświechtany termin wziąć w nawias, rozebrać na części i zobaczyć, co z niego zostaje, gdy odejmiemy narodową tromtadrację i nienawiść do Ziuka.
Ta książka nie jest klasyczną biografią ani próbą znalezienia kolejnego klucza do Piłsudskiego. To esej o tym, jak w warunkach Europy Środkowo- -Wschodniej rodzi się i zużywa charyzma. Autor zaczyna od ostrzeżenia przed prezentyzmem. Wielka jest pokusa mierzenia Piłsudskiego dzisiejszymi miarami, zgodnie z aktualną agendą sporów o pamięć. Świadczą o tym historia pomników, które wznoszono, burzono i przywracano, oraz rozbieżne emocje Litwinow, Ukraińców, Białorusinów czy Czechow wobec postaci Marszałka. Zamiast ostatniego autorytetu otrzymujemy bohatera, którego miejsce w panteonie jest nieustannie negocjowane. Ta chwiejność staje się jednym z kluczowych wątków książki.
Pierwsze rozdziały są opowieścią o człowieku wyrastającym z tradycji szlachty litewskiej, ale kształtującym się w realiach carskiej Rosji. Wołos szczegółowo odtwarza świat posesjonatów: ich przywiązanie do ziemi i pamięci Wielkiego Księstwa Litewskiego, a zarazem doświadczenie degradacji po uwłaszczeniu chłopów i polityce Romanowów. Z tego tła wyłania się młody Piłsudski – wprawdzie bene natus, lecz już nie bardzo possessionatus, uwikłany w rodową mitologię, a jednocześnie boleśnie świadomy jej kruchości. Z wyraźną sympatią, ale bez nabożności, autor prowadzi czytelników przez kolejne wcielenia bohatera. Od socjalisty-niepodległościowca, konspiratora, przez legionowego Komendanta i Naczelnika Państwa, aż po lidera obozu rządzącego. Każdy z rozdziałów poświęconych kolejnym „inkarnacjom” bohatera ma raczej formę minieseju niż encyklopedycznej analizy jego życia. Wołos konsekwentnie trzyma się własnych akcentów, kluczowe są dla niego momenty przełomu w sposobie myślenia Piłsudskiego. Jednym z najbardziej pasjonujących wątków jest analiza autokreacji. Widzimy Marszałka jako człowieka, który od wczesnych lat dbał o pozę, o „moje wojsko”, o odpowiednio reżyserowane fotografie i gesty, a po 1918 roku także o własne teksty. Autor unika zarazem prostego moralizowania – autokreacja jest tu nie tylko przejawem ego, lecz także narzędziem politycznym, próbą stworzenia symbolu zdolnego poruszyć zmęczone społeczeństwo.
Zasadniczą siłą książki jest osadzenie Piłsudskiego w gęstej sieci kontekstów. Wołos zatrzymuje się przy idei krajowości, przy litewskich, białoruskich i polskich sporach o to, kto jest gospodarzem ziem dawnego Wielkiego Księstwa. Pokazuje, jak łatwo było chłopu budować tożsamość w opozycji do polskiego pana i jak utopijne okazały się marzenia krajowców o ponadnarodowym „Kraju”. W tej perspektywie Piłsudski jawi się jako element wielkiej gry nacjonalizmów; jednocześnie jako spadkobierca dawnej Rzeczypospolitej i człowiek, którego Litwini czy Białorusini mogą postrzegać jako uzurpatora.
Wołos chętnie sięga po źródła osobiste. Z dzienników francuskiego generała Edmonda Buata wydobywa obraz Piłsudskiego, który podczas rozmowy w Paryżu przyznaje się do trzech słabości: miłości do Wilna, czułości Z pamiętników polskich współpracowników odtwarza atmosferę Sulejówka, gdzie mit samotnika zderza się z rzeczywistością nieustannego gwaru gości. Takie szczegóły nadają portretowi bohatera rys kruchości rzadko spotykany w innych ujęciach. Nie mniej ważna jest opowieść o Piłsudskim jako człowieku pióra. Autor przypomina, że bohater był nie tylko strategiem, lecz także utalentowanym stylistą. Z dużą atencją omawia Rok 1920 – jednocześnie źródło historyczne, traktat o wojnie i ćwiczenie z autoprezentacji – oraz późniejsze Poprawki historyczne, pisane na Maderze jako próba „odśmiecenia mojej osoby” ze wspomnień Ignacego Daszyńskiego i Leona Bilińskiego. To tu najmocniej wybrzmiewa teza Wołosa: nieprzeciętność Piłsudskiego polega także na tym, że potrafił opowiedzieć własne życie wcześniej i mocniej, niż zrobią to historycy.
W rozdziałach poświęconych II Rzeczypospolitej Wołos śledzi, jak dawne doświadczenia – syberyjskie zesłanie, fascynacja Napoleonem, pamięć o powstaniu styczniowym – przekładają się na konkretne decyzje ustrojowe i wojskowe. W analizie wojny 1920 roku równoważy opowieść o talencie strategicznym Piłsudskiego, jego skłonności do ryzyka, dążeniu do narzucenia przeciwnikowi własnych reguł gry, z przypomnieniem wkładu innych dowódców, choćby Tadeusza Rozwadowskiego. W efekcie otrzymujemy narrację zniuansowaną, a równocześnie pozbawioną tonu rozgrzeszającej apoteozy.
Najbardziej chyba dyskusyjny, a zarazem najciekawszy fragment tomu dotyczy lat po maju 1926 roku. Wołos rekonstruuje koncepcję ustrojową Piłsudskiego: wizję silnej głowy państwa wybieranej przez cały kraj i wyposażonej w szerokie prerogatywy. Zestawienie ideału z praktyką obozu pomajowego wypada bardzo blado. Ta druga przyniosła ograniczanie realnego znaczenia parlamentu, brutalność wobec przeciwników, skłonność do rządzenia za pomocą bata. W sposobie sprawowania władzy przez Piłsudskiego można odnaleźć więcej z tradycji rosyjskiej, niż chciałby zapewne on sam. To narracja gęsta od faktów, poprowadzona jednak z lekkością kogoś, kto dobrze zna zarówno archiwa, jak i klasyczne opowieści o Piłsudskim. Częste dygresje, przywoływanie całej galerii postaci – od krajowców po ministrów II RP – budują wrażenie barwnej, rozległej panoramy historycznej. Mniej wyrobiony czytelnik może chwilami poczuć się onieśmielony, ale to cena, którą warto zapłacić: za solidność warsztatu i za prawo do formułowania sądów wykraczających poza bezpieczne streszczanie stanu badań. Wołos chętnie sięga po klasyczne biografie – od Jędrzejewicza po współczesne opracowania anglojęzyczne – ale żadnej z nich nie pozwala zdominować własnej opowieści. Równie uważnie czyta teksty samego Piłsudskiego, pamiętniki jego współpracowników oraz literaturę wspomnieniową przeciwników. W efekcie powstała książka, która nie streszcza istniejącej biblioteki, lecz świadomie ją filtruje – pokazując, gdzie kończy się dokument, a zaczyna polityczna autokreacja i późniejsza „polityka historyczna” obu stron dwudziestowiecznego sporu o Marszałka. Nietrudno wskazać czytelnika, którego autor ma przed oczami. To ktoś, kto zna podstawowe fakty z życiorysu Piłsudskiego i gotów jest wejść głębiej: w niuanse, spory interpretacyjne, w długie trwanie niektórych mitów. W rezultacie otrzymujemy książkę tłumaczącą pojęcia, rozplątującą genealogie i nienadużywającą żargonu. A zarazem przecież wymagającą, bo zostawiającą miejsce na dopowiedzenia i zakładającą znajomość podstawowych debat o II RP. W tym sensie Rzecz o nieprzeciętności jest świetnym przykładem ambitnej popularyzacji: tekstu, który bez kompleksów korzysta z dorobku specjalistycznej historiografii, ale nie rezygnuje z eseistycznej swobody i odważnych, syntetycznych tez.
Finałowe refleksje nie przynoszą prostego werdyktu. Wołos nie proponuje ani kanonizacji, ani aktu oskarżenia. Pokazuje Piłsudskiego jako człowieka bardziej wschodniego niż zachodniego, zanurzonego w tradycji carskiej Rosji, a zarazem twórcę państwa, które miało być częścią Zachodu. Nieprzeciętność bohatera polega tu na czymś innym niż to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni: na nieustannym balansowaniu między heroizmem a cynizmem, wizją a pragmatyzmem, idealizmem a twardą kalkulacją. Wreszcie też, pomiędzy poczuciem odpowiedzialności a pokusą rządzenia ponad głowami obywateli.
Mariusz Wołos pozostawia czytelnika z mocnym przekonaniem, że żadna biografia Piłsudskiego nie może już być niewinna – ani wobec sporów o pamięć, ani wobec historii historiografii. Proponuje jednak coś w rodzaju uczciwego kompromisu: łączy empatię wobec bohatera z chłodnym dystansem, erudycję z darem popularyzacji, wierność źródłom z własnym, jasno wyrażonym sądem. Zamiast kolejnego spiżowego pomnika otrzymujemy książkę, która uczy patrzeć na pomniki podejrzliwie – i wciąż dostrzegać w nich żywych ludzi.