Martwe pole

Marek Misiak

Do dziś pamiętam seans Sióstr Magdalenek (The Magdalene Sisters, Wielka Brytania-Irlandia 2002, reż. Peter Mullan). Podczas napisów końcowych ktoś szepnął tak głośno, że słyszało go całe kino: „Przecież to nie była jakaś odległa przeszłość. To były lata 60!”.

Mikropowieść Claire Keegan i film Tima Mielantsa wzbudzają niepokój tym samym co obrazy o schyłkowym PRL-u: ukazana w nich rzeczywistość jest pod względem scenerii czy kultury materialnej podobna do tej znanej widzom, zwłaszcza nieco starszym jednak realia społeczno-polityczne okazują się stopniowo coraz nieprzyjemniej odmienne. Powstaje wrażenie nie tyle komunikatu z innej epoki, ile sennego koszmaru strasznego właśnie przez to, że bazuje na pozornie lekkim tylko przesunięciu w rzeczywistości. Taka właśnie jest też Irlandia w Drobiazgach takich jak te. Mamy rok 1985 stroje, samochody czy telewizja wydają się znajome, ale tylko do momentu, gdy pojawi się element z innego porządku.  

Ośmiotysięczne miasteczko New Ross w południowo-wschodniej Irlandii (hrabstwo Wexford). Czterdziestoletni William Furlong (Cillian Murphy) prowadzi niewielką firmę dostarczającą opał. Choć wraz z żoną Eileen (Eileen Walsh) wychowuje w dość skromnych warunkach pięć córek, stara się pomagać tym, którym wiedzie się jeszcze gorzej (sam nie miał łatwego dzieciństwa, co wyjaśnia się w toku akcji). Jego klientkami są też zakonnice, które przy klasztorze prowadzą dużą pralnię. Pewnego dnia William widzi, jak matka oddaje siostrom do pracy w pralni nieletnią córkę wyraźnie wbrew woli tej ostatniej. Ponieważ potrzebny jest mu podpis na fakturze, wchodzi do budynku konwentu i napotyka na grupę wyraźnie wystraszonych dziewczyn w zgrzebnych ubraniach, z których jedna, Sarah (Zara Devlin), zaczyna błagać go, by wyprowadził ją choćby za bramę; bohater kamienieje jednak ze strachu i odmawia. Przy następnej wizycie w klasztorze z dostawą węgla spotyka Sarah zamkniętą w szopie; dziewczyna mówi mu, że jest w ciąży, i że urodzi tu dziecko, które zostanie jej odebrane. Udzielenie jej jakiejkolwiek pomocy jest jednak ryzykowne siostry, a zwłaszcza przełożona konwentu, siostra Mary (Emily Watson), cieszą się ogromnym szacunkiem w całej społeczności, jak również dużymi wpływami. Wystąpienie przeciwko nim to wystąpienie przeciwko wszystkim…

Warto pokusić się tu o krótki rys historyczny. Instytucje mające na celu pomoc kobietom określanym wówczas jako upadłe” (fallen women) zaczęły powstawać w Europie od połowy XVIII wieku. Prowadzone były zarówno przez związki wyznaniowe, jak i przez świeckie organizacje dobroczynne. Początkowo chodziło głownie o pomoc w wyjściu z prostytucji, potem także o młode kobiety, które zaszły w ciążę poza małżeństwem lub były postrzegane jako zagrożone szeroko rozumianym upadkiem”. Z czasem, w wyniku różnorodnych przemian społecznych i zmian w postrzeganiu roli kobiety, liczba tych instytucji zaczęła spadać; specyficzna sytuacja zapanowała jednak w niepodległej Irlandii i frankistowskiej Hiszpanii, gdzie miejsca tego rodzaju, prowadzone przez zakony lub inne agendy Kościoła katolickiego, funkcjonowały w porozumieniu z państwem, które uważało się jednocześnie za strażnika publicznej (tj. katolickiej) moralności. Na Półwyspie Iberyjskim od 1941 roku działała Rada Ochrony Kobiet (Patronato de Protección a la Mujer) scentralizowana i podlegająca ministerstwu sprawiedliwości; kościół funkcjonował tu bardziej jako podwykonawca. W Irlandii system był bardziej zdecentralizowany i obok kościelnych sierocińców czy zakładów poprawczych zakładano tzw. pralnie sióstr magdalenek (Magdalene laundries; w rzeczywistości prowadziło je także kilka innych żeński zgromadzeń zakonnych). Wychowanki pracowały w nich w zamian za wyżywienie i zakwaterowanie, bez wynagrodzenia i bez możliwości dochodzenia swoich praw w razie nadużyć (a tych nie brakowało). Trafiały tam nastolatki i młode kobiety skazane za drobniejsze przestępstwa, ale też takie skierowane do sióstr przez rodziców czy władze z racji rzekomego złego prowadzenia się”; możliwe było także przyjęcie na własną prośbę. Zdarzały się kobiety, które w przekonaniu, że nie mają już dokąd pójść mieszkały w tych zakładach bardzo długo, nawet przez całe dalsze życie.  

Frankistowska Hiszpania była jednak brutalnym państwem autorytarnym i wspomniana Rada stanowiła kolejny instrument nadzoru nad społeczeństwem. W niepodległej od 1922 roku Irlandii (ostatnie, symboliczne więzi z Wielką Brytanią zerwano w 1949) panowała demokracja i funkcjonowanie takich instytucji miało przyczyny zarówno ideowe, jak i pragmatyczne. Z jednej strony Kościół był postrzegany jako opoka i spoiwo społeczeństwa (podobnie jak w Polsce był kluczowy dla zachowania tożsamości narodowej w trakcie długiego panowania obcej od XVI wieku także religijnie władzy); z drugiej strony późniejszy Celtycki Tygrys był państwem słabo rozwiniętym i po prostu biednym (większość Brytyjczyków żyła dość skromnie, ale w Irlandii często spotykana była trudna dziś do wyobrażenia prawdziwa nędza). Młode państwo długo nie posiadało sił ani środków, aby zbudować opiekę społeczną z prawdziwego zdarzenia a katolickie instytucje dysponowały i infrastrukturą, i doświadczeniem. Przekazano im zatem sporą władzę opartą na całkowitym zaufaniu, bez jakiejkolwiek kontroli. Choć pojedyncze artykuły prasowe i utwory na ten temat powstawały już wcześniej, szersze zainteresowanie tematem pobudził dopiero film dokumentalny Steve’a Humphriesa Sex in a Cold Climate z 1998 roku (co charakterystyczne, pokazany początkowo w Wielkiej Brytanii, a dopiero znacznie później w Irlandii). Po jego pierwszej emisji na podany na końcu filmu numer telefonu zadzwoniło ponad 450 byłych wychowanek sióstr magdalenek (za: Michael S. Rose, Unfortunately, It’s True, Catholic Culture, 1 listopada 2003). Szacuje się, że przez tego rodzaju instytucje mogło przejść w latach 1922—1996 nawet jedenaście tysięcy kobiet (za: Report of the Inter-Departmental Committee to establish the facts of State involvement with the Magdalene Laundries, Department of Justice and Equality, Government of Ireland, 5 lutego 2013).  

Opowieść Keegan i Mielantsa to jednak nie historia o społeczeństwie uciskanym przez zewnętrzną wobec niego instytucję. W Siostrach Magdalenkach w pralni, gdzie przebywają bohaterki, króluje zwyczajny sadyzm i nie wydaje się to przesadą, gdyż świadectwa dawnych wychowanek świadczą o powszechności rożnego rodzaju nadużyć w tego typu instytucjach w Irlandii. W Drobiazgach takich jak te siostry mogą się wydawać dość antypatyczne ale bardziej na zasadzie wyuczonego sposobu bycia niż skazy charakteru. Konwent nie funkcjonuje w próżni zakonnice wspomagają lokalną społeczność organizacyjnie i finansowo: prowadzą utrzymującą wysoki poziom szkołę, a gorzej sytuowane osoby (takie jak Furlongowie) mogą liczyć na zniżki, odraczanie płatności czy wsparcie w gotowce. Jednak właśnie sekwencja rozmowy bohatera z siostrą Mary, gdy wręcza mu ona kopertę z kartką świąteczną i pieniędzmi, pokazuje dwuznaczność nie tylko tej konkretnej sytuacji, ale ukazanych stosunków społecznych w ogóle. Matka przełożona autentycznie chce mu pomoc ale z drugiej strony jej zachowanie ma wyraźne cechy zarówno szantażu (i to odnoszącego się do przyszłości córek), jak i wymuszania biernego współudziału w czymś, czego William nie akceptuje. Lojalność wobec wspólnoty zaczyna oznaczać sprzeniewierzenie się własnemu sumieniu i życie we wspólnym zakłamaniu. Nie ma tu dominacji za pomocą fizycznej przemocy, jak w filmie Mullana, ale widoczna jest subtelna przemoc symboliczna: w rozmowie z bohaterem siostra Mary współczuje mu, że ma same córki, a żadnego syna, który poniósłby dalej jego nazwisko. William nie ma z tym problemu ale matka przełożona bezrefleksyjnie zakłada, że lepiej wie, co czułby w takiej sytuacji każdy mężczyzna (a do bohatera konsekwentnie zwraca się Billy”, jakby czterdziestolatek był chłopcem).  

Właścicielka miejscowego pubu zwraca bohaterowi uwagę, że zakonnice wszędzie mają swoje macki”, ale podstawowym problemem wydaje się tu coś innego: społeczność New Ross sprzed czterdziestu lat ma zaskakująco duże martwe pole coś, czego nie widzi, gdy spogląda w metaforyczne lusterko samochodu. William, wychowany przez samotną matkę i wcześnie osierocony, nie potrafi nie widzieć umie tylko udawać, że nie widzi, ale przychodzi mu to z coraz większym trudem. Nie umie nie zauważać bosego chłopca, który w zimowy wieczór podpija mleko z wystawionych przed drzwiami misek dla kotów. Nie umie nie spytać syna znanego alkoholika, czy nie potrzebuje może paru groszy. Codziennie po powrocie z pracy myje umorusane węglem ręce ale nie potrafi już zostawić za drzwiami ciepłego mieszkania świadomości, że tam na zewnątrz dzieje się niesprawiedliwość, którą jego otoczenie uważa za niewidzialną lub w taki czy inny sposób zasłużoną. Pralnia stanowi miejsce, gdzie społeczność może wypchnąć z pola widzenia to, z czym sobie nie radzi, co psuje poczucie dojrzałości i kompetencji porządnych ludzi”. Możliwe konsekwencje długie macki sióstr i ostracyzm społeczny to jedno, ale gdy lęk przed nimi zostanie uwewnętrzniony, okazuje się, że nie widzieć jest też po prostu łatwiej.  

Bohaterowie nie mogą wiedzieć, że pralnie sióstr magdalenek nie będą już istnieć długo zarówno przemiany społeczne w kraju, jak i upowszechnienie się pralek automatycznych spowodowały, że w połowie lat 80. XX wieku instytucji tych było już niewiele (ostatnią pralnię zamknięto według jednych źródeł w 1996, wedle innych w 1998 roku). Jednak i w kontekście pamięci o tym aspekcie historii Irlandii narracja Keegan i Mielantsa posługuje się trafną metaforą realia konwentu to tylko mgnienie w całej opowieści, opresja odbywa się prawie wyłącznie poza kadrem. Widać ją w strachu i reakcjach Sarah. Mimo szeregu książek, sztuk teatralnych i filmów, mimo rządowych komisji a przede wszystkim mimo wpływu, jaki kwestia ta miała na laicyzację irlandzkiego społeczeństwa o działalności pralni wciąż niewiele wiadomo na pewno, a zgromadzenia, które je prowadziły, nie poczuwają się ani do wyjaśnień, ani do odpowiedzialności moralnej czy finansowej (odszkodowania wypłacają władze państwowe, ale dopiero od stosunkowo niedawna). Jak ujął to James M. Smith w książce Ireland’s Magdalen Laundries and the Nation’s Architecture of Containment (University of Notre Dame Press, 2007), luki w wiedzy powodują, że losy mieszkanek tych instytucji mogą funkcjonować raczej na poziomie opowieści niż historii (at the level of story rather than history) czyli na pograniczu widzenia i martwego pola.