Jednorożec zrobił swoje? Jednorożec może odejść
Julian Kutyła
Żyjemy u kresu pewnej ciekawej formacji kulturowej. Warto schyłkowi wielkiego
konania ideału miłości romantycznej przyjrzeć się zarówno z lotu ptaka, jak i z perspektywy bezpośredniego uczestnika.
Przyspieszone bicie serca, poczucie, jakby góry można było przenosić… Ale też poczucie deprywacji tak mocne, że francuski filozof Roland Barthes porównał je do obozu zagłady… Być może znacie to, ponieważ tak się akurat złożyło, że żyć nam przyszło w tym krótkim, choć ciekawym momencie dziejów świata, w którym naszymi sercami zawładnął ideał miłości romantycznej, lansowany bez skrupułów w popularnych powieściach, romantycznych komediach, a nawet w poważnych produkcjach z ambicjami. Niemal równocześnie ukazały się na naszym rynku wydawniczym dwie książki, w których możemy z dwóch uzupełniających się perspektyw przyjrzeć się końcowi tego dziejowego momentu.
Koniec epoki…
Tomasz Szlendak to uznany polski socjolog, profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, od lat badający przemiany kultury i obyczajów. Miłość romantyczna – jeden z fundamentów zachodniej kultury – w ujęciu Szlendaka przeżywa dziś poważny kryzys. Autor stawia tezę, że „kończy się epoka miłości” opartej na romantycznym micie, który przez stulecia pomagał łączyć ludzi w pary. W swojej najnowszej książce socjologicznie analizuje, co się stało z maszynerią miłości: dlaczego mechanizm, który kiedyś spajał trwałe związki, teraz najwyraźniej się zaciął. Szlendak kreśli szeroki i skomplikowany obraz świata, w którym z jednej strony wciąż jesteśmy przez popkulturę karmieni obietnicą „wielkiej miłości”, z drugiej – realna perspektywa jej doświadczenia coraz bardziej się oddala.
Szlendak przekonuje, że mit romantycznej miłości – rozumianej jako spontaniczny poryw serca, prowadzący przez fazy zakochania do stałego monogamicznego związku z „tym jedynym” partnerem – wyczerpał swoją społeczną rolę. W XXI wieku model ten przestaje skutecznie łączyć ludzi na długo. Związki coraz częściej nie spełniają pokładanych w nich nadziei i szybko się rozpadają. Autor sugeruje jednak, że winny nie jest „zepsuty” technologicznymi czy innymi uciechami późnej nowoczesności charakter dzisiejszych kobiet lub mężczyzn, lecz sam system doboru oparty na ideale romantycznej miłości, który przestał działać w nowych warunkach społecznych.
Popularnonaukowy wywód Szlendaka podpiera się nie tylko autorytetem naukowca od lat zajmującego się tą tematyką (o miłości napisał już lata temu doktorat), ale też obszerną bibliografią.
…koniec przemocy?
Zupełnie inną perspektywę przyjęła Aline Laurent-Mayard. To francuska niezależna dziennikarka, współautorka podcastu Free from desire. Jej punkt wyjścia jest jak najbardziej osobisty: jako młoda dziewczyna czekała, aż poczuje upragnione „motyle w brzuchu”, ale tak się nie stało. Z czasem zaakceptowała życie aseksualnej singielki i odkryła, że może być w nim szczęśliwa i spełniona – co skłoniło ją do zadania sobie pytania, czy na pewno romantyczna miłość jest konieczną i naturalną drogą do szczęścia. Laurent-Mayard podobnie jak Szlendak przekonuje, że to, co uznajemy za odwieczną i uniwersalną „prawdziwą miłość”, jest w istocie społecznym wynalazkiem XIX wieku. Innymi słowy, miłość romantyczna to konstrukt kulturowy epoki romantyzmu – piękny mit, który jednak może nam dziś bardziej szkodzić niż pomagać.
Podczas gdy Szlendak skupia się na tym, jak i dlaczego mit romantyczny się rozpada, Laurent-Mayard idzie krok dalej, pytając: co w zamian? Jej „postromantyczność” to propozycja, aby odczarować miłość i przemyśleć nasze priorytety w sferze relacji. Autorka nie tylko krytykuje tradycyjne wyobrażenia (np. przekonanie, że każdy musi znaleźć „drugą połówkę”, by być spełnionym), ale przede wszystkim zachęca do dowartościowania innych form więzi. Proponuje, byśmy przyjrzeli się wszystkim naszym relacjom – zwłaszcza przyjaźni – i nauczyli się czerpać z nich satysfakcję nie mniejszą niż z relacji romantycznej. Postuluje też poszukiwanie nowych modeli wspólnoty i rodziny, które nie opierają się wyłącznie na parze romantycznej. W Postromantyczności Laurent-Mayard przedstawia inspirujące przykłady osób, które zdecydowały się nie organizować życia wokół stałego związku: single z wyboru, osoby aseksualne i aromantyczne, przyjaciele mieszkający razem jak rodzina itd. Rozmawia z nimi, pokazując zarówno blaski, jak i cienie takich alternatywnych dróg.
W kontraście do akademickiego stylu Szlendaka, książka Laurent-Mayard ma bowiem formę eseju z elementami reportażu i manifestu. Jest pisana językiem bardziej emocjonalnym i publicystycznym – autorka dzieli się własnymi przeżyciami, prowadzi polemikę z kulturowymi wzorcami (momentami brzmi niemal jak manifest feministyczny przeciw „dyktatowi romantyczności”). Tam, gdzie Szlendak prezentuje wykresy spadku dzietności i odsetków singli, Laurent-Mayard przywołuje anegdoty i głosy konkretnych ludzi, którzy mówią: „jestem singlem i jestem z tym OK”. Obie perspektywy się uzupełniają: diagnoza Szlendaka dostarcza nam szerokiego kontekstu i pokazuje skalę zmian – od bonobo po aplikacje randkowe, od historii ekonomii po współczesną popkulturę – natomiast propozycje Laurent-Mayard wskazują kierunek możliwych rozwiązań i nowego myślenia o miłości.
Będziecie tęsknić?
Obie książki zgadzają się jednak co do fundamentalnego rozpoznania, że ideał miłości romantycznej odchodzi do lamusa i… wbrew temu, do czego próbują nas przekonać liczne popkulturowe produkcje, to dobrze! Szlendak akcentuje jego strukturalne niedopasowanie, odkąd przestał spełniać rolę uniwersalnej maszyny do łączenia ludzi w pary, mediatora sprzecznych napięć związanych z samorealizacją i karierą. Miłość zawiodła też jako wehikuł przekraczający sztywne granice klasowych i innych społecznych podziałów. W idealnej wizji miała nie znać ograniczeń, w praktyce okazało się, że poddani ideałowi romantycznej miłości zakochani łączą się w pary zaskakująco wsobnie. Dla Laurent-Mayard ważniejszy jest opresyjny charakter tego ideału – to, jak poszukiwania jednorożca miłości romantycznej de facto niszczą nam życie.
Warto sięgnąć po te książki razem, by samemu wyrobić sobie opinię, czy w przypadku miłości romantycznej faktycznie mamy do czynienia z jednorożcem, tworem mitycznym, czy raczej z reliktem odchodzącej epoki – czymś w rodzaju ptaka kiwi, którego czas między nami (niestety?) bezpowrotnie dobiega końca. A przede wszystkim warto po lekturze zadać sobie pytanie: Czy będziemy za tym wszystkim tęsknić?