Cyberpunk z przesłaniem

Jarosław Jakubowski

Napisać kryminalną powieść cyberpunkową, której akcja rozgrywa się w futurystycznej Japonii, choć nigdy nie było się w Kraju Kwitnącej Wiśni? Pomysł karkołomny, a jednak Marcie Sobieckiej to przedsięwzięcie się udało.

Paradoksalnie sprawę ułatwił fakt, że powieść dotyczy przyszłości, co prawda niezbyt odległej, ale świat w niej przedstawiony to wciąż nie „tu i teraz”, tylko „tam i jutro”, co najwyżej „pojutrze”. Można zatem pofolgować wyobraźni, choć jak w każdej szanującej się fantastyce – świat przyszłości został skonstruowany na bazie obserwacji tego, co dzieje się już dziś.

Kaori skrupulatnie spełnia wszystkie wymogi gatunkowe. Jest tu intryga kryminalna osnuta wokół samozapłonu robota-niańki opiekującego się dziećmi, która wprowadza czytelnika w kolejne odnogi labiryntu i pokazuje, jaki wpływ na życie ludzi mogą mieć (i już mają) gwałtownie rozwijające się technologie. Śledztwo prowadzi Kaori Nakamura, policjantka z wydziału cyberprzestępczości. Pomaga jej między innymi „hiperhologram” jej zmarłego brata Yutaro. Generowane przez sztuczną inteligencję „zjawy” są zresztą na porządku dziennym i nocnym w świecie Kaori. Kamera wmontowana w soczewki optyczne pomaga policjantce w identyfikacji osób, a także informuje o nadchodzących połączeniach wideo.

Natłok nowinek technologicznych w połączeniu z nagromadzeniem informacji dotyczących życia codziennego Japonii w pewnym momencie zaczyna oszałamiać, na szczęście Sobiecka trzyma swoje konie na wodzy i nie pozwala, by ją poniosły, choć na każdej stronie powieści czuć jej fascynację japońskim stylem życia. Poza solidną warstwą czysto „science” mamy do czynienia z fantastyką socjologiczną, która w Polsce ma bogatą i chwalebną tradycję, pisaną przez takich tuzów, jak Janusz A. Zajdel, Edmund Wnuk- -Lipiński, Adam Wiśniewski-Snerg czy Maciej Parowski.

Fabuła pełni u Sobieckiej raczej funkcję służebną – wehikułu, za pomocą którego autorka pokazuje społeczeństwo uzależnione od sztucznej inteligencji, robotów, systemów informatycznych, a także chirurgii plastycznej. Przykładem takiego fatalnego w skutkach oddziaływania jest opisany w powieści fenomen k-popu, wywodzącego się z Korei Południowej nurtu muzycznego, w którym wykonawcy, wykreowani do granic groteski przez speców od wizerunku, gromadzą miliony fanów gotowych na wiele, a może na wszystko, by zbliżyć się do obiektu swego uwielbienia.

Autorka sugeruje, że podczas występów k-popowego zespołu COOL KIDS celowo rozpylane są środki psychoaktywne powodujące silne uzależnienie tysięcy nastoletnich fanów. Jest to czytelna metafora popkultury, opartej dziś na mediach społecznościowych, dzięki którym staje się pozornie bliższa ludziom niż kiedykolwiek. Pozornie bliższa, ponieważ w większym stopniu niż kiedykolwiek jest towarem, a przemysł kreatywny stał się dziś tym, czym pozostałe gałęzie kapitalistycznej gospodarki. Sobiecka nie musi wybiegać w przyszłość zbyt daleko, żeby jej wizja niepokoiła. Niejednokrotnie przestrzega przed opłakanymi, a wręcz tragicznymi skutkami uzależnienia się człowieka od technologii.

Tyle że wydaje się to drogą bez powrotu, o ile nie nastąpi taki cywilizacyjny kolaps, który zahamuje te tendencje. Być może potwór technologii zacznie w końcu pożerać sam siebie. Ale czy wtedy będzie jeszcze miejsce dla człowieka? To nie jedyne pytania, które pojawiają się w Kaori. Bodaj najciekawszym aspektem powieści jest wyobcowanie głównej bohaterki, niezamężnej i bezdzietnej kobiety, która próbuje odbudować swoje życie osobiste u boku Taku, również wykonującego zawód policjanta. Łatwo się domyślić, że jest to tak zwany „skomplikowany związek”, choć autorka dość oględnie opisuje relacje damsko-męskie. Sprawiają one wrażenie chłodnych i choć może być tu wytłumaczeniem fakt, że w kulturze japońskiej uczucia wyraża się mniej wylewnie niż u nas, to jednak w domowym ognisku Kaori przydałoby się po prostu więcej ognia.

W głównej bohaterce kobiecej wyraźnie ujawnia się feministyczny rys powieści. Kaori funkcjonuje w patriarchalnym społeczeństwie, poddawana nieustannej presji, aby założyć rodzinę i odgrywać rolę przypisaną kulturowo kobiecie. Nie można powiedzieć, że jest szczęśliwa i spełniona, pracując w męskim środowisku i wracając z pracy do domu, który często wita ją pustką, ponieważ partner zajęty jest własnymi sprawami. Dopiero odniesiony w śledztwie sukces (zawdzięczany wątpliwemu moralnie układowi z przestępcą) dowartościowuje Kaori w oczach kolegów. Pojawia się też nadzieja na wyprostowanie ścieżek jej intymnych relacji. Wciąż jednak nie możemy być pewni, czy policjantka – mówiąc kolokwialnie – wyszła na swoje, czy też osiągnęła tylko chwilowe uspokojenie. Możliwe, że rzeczywistość, w której żyje, nie jest w stanie zaoferować jej poczucia bycia pełnowartościowym członkiem społeczeństwa. Nic dziwnego, że z pewną zazdrością myśli o koleżance-funkcjonariuszce z poważnym stażem i pozycją zawodową: „Jest w stu procentach zintegrowana z sobą samą. […] Nigdy nie postępuje wbrew sobie”.

W tym sensie powieść Marty Sobieckiej, mimo że osadzona w tak odległych realiach, jest dojmująco prawdziwa. Pokazuje świat, w którym człowiek zaprzedaje duszę cybernetycznemu diabłu, otrzymując w zamian kosmiczną samotność.