Starożytna globalizacja
Grzegorz Wołk
Globalizacja nie zaczęła się wczoraj – jej korzenie sięgają tysięcy lat wstecz. W czasie renesansu (oby!) wypraw kosmicznych łatwiej wizualizować także odległą przeszłość przez pryzmat wyprawy w nieznane. Tysiące lat temu nieznane oznaczało podróż odległą „zaledwie” o setki lub tysiące kilometrów od ojczystej ziemi. Dziś oznacza wyprawę poza orbitę ziemską.
Josephine Quinn kreśli obraz handlu jako czynnika pchającego przez stulecia ludzkość ku nieznanemu. W trzydziestu syntetycznych i atrakcyjnych literacko rozdziałach prowadzi nas od starożytnego portu w Byblos do brzegów dopiero co odkrytej Ameryki. Cztery tysiące lat w jednej książce. „Rozmowy, handel i kradzieże, seks, wojny i niewolnictwo były od tysięcy lat motorem zmian i wszystkie one przyczyniły się do powstania tego, co dziś nazywamy Zachodem” – pisze autorka i nie sposób odmówić jej racji. Tylko że w tej książce rola konfliktów zbrojnych, podbojów i podporządkowywania się słabszych militarnie ludów i cywilizacji tym mocniejszym prawie nie wybrzmiewa. Podobnie jest z seksem i niewolnictwem. Pojawiają się, ale nie wpływają na główną oś narracji. Tworzenie świata Zachodu zogniskowało się w tej książce na aspektach „pokojowych”, tj. wyprawach handlowych, historii poselstw rożnych władców itp. A przecież historia człowieka to także historia niekończących się walk i rywalizacji klanów, plemion, państw czy imperiów.
Dla każdego miłośnika starożytności główna teza książki, mówiąca, że Grecja i Rzym nie były jedynymi twórcami naszej kultury, jest oczywista. Jednak mniej oczywista jest przekrojowa wiedza, dlaczego tak uważano aż do XX wieku. Pokazanie ewolucji europejskich badań nad starożytnością, a także średniowiecznych i późniejszych narracji na ten temat, tego, jak historia potrafiła być zideologizowana w imię aktualnych prądów politycznych, stanowi chyba najbardziej wartościową część rozważań Quinn.
Niewątpliwym plusem książki jest klarowne ukazanie początków naszej, czyli europejskiej cywilizacji jako dzieła daleko szerszego niż tylko cywilizacje grecka oraz rzymska. Początki demokracji? Zanim przeniesiemy się do greckich polis, warto spojrzeć głębiej w przeszłość i przyjrzeć się Mezopotamii. Podobnych przykładów zapożyczeń kulturowych dokonanych przez Greków i Rzymian jest w książce sporo. Dla Quinn kluczem jest handel, a rozwój naukowy był ściśle powiązany z dziedzinami, które pomagały w rozwoju handlu. Pismo? Pomagało zawierać umowy i inwentaryzować dobytek. Mapy i nawigacja? Ułatwiały przepływ towarów. Matematyka? Pieniądze czy inne dobra trzeba przecież w jakiś sposób policzyć.
Nie jest to rewolucyjny głos badacza, a raczej próba syntezy tego, co aktualna nauka może nam powiedzieć o czterech tysiącach lat rozwoju kultur składających się na to, co autorka nazywa „Zachodem”. O ile Quinn sprawnie kreśli obraz przenikania się kultur, to brakuje jej szerszego spojrzenia na problem ich znikania czy też niszczenia poszczególnych cywilizacji przez te większe, silniejsze, a niekoniecznie „wyższe”. Jest to z gruntu filozoficzne rozważanie. Dlaczego pewne elementy nieistniejących już cywilizacji zostały przejęte i zaadaptowane chociażby przez Imperium Rzymskie, a inne zanikły? Głos Quinn jako wytrwanej i cenionej badaczki starożytności w kwestii wypierania jednych cywilizacji kosztem innych i próba sformułowania modus operandi takiego procesu to brakujące ogniwo opisywanej książki. Autorka kataloguje i aktualizuje stan naszej wiedzy o szeroko pojętej starożytności. Czyni to starannie i bez narzucania nowych, niekiedy kontrowersyjnych metod badawczych pojawiających się we współczesnej humanistyce. Dlatego tym silniej oddziałują chociażby fragmenty pokazujące wpływ zmian klimatycznych na poszczególne cywilizacje. Jest to książka, która częściej odpowiada na pytania, niż stawia nowe. I nie jest to zarzut.
Pojawiająca się współcześnie w nomen omen „zachodnim” dyskursie humanistycznym potrzeba odmitologizowania kultury zachodniej bywa dla wielu autorów kusząca. Quinn tą droga nie poszła, dzięki czemu powstała książka trzymająca się akademickich standardów naukowych, jednocześnie będąca atrakcyjną opowieścią o tym, co formowało nasz kontynent przez cztery tysiące lat.