Historia z okładki

Anna Światłowska

Przegląd okładek „Nowych Książek” od pierwszego numeru po współczesność przypomina wędrówkę przez warstwy pamięci wzrokowej – archiwum, w którym historia nie zapisuje się w datach i faktach, lecz w obrazie i zapamiętanym szczególe: w niuansie typograficznym, proporcjach, fakturze papieru, nazwisku projektanta lub jego braku. To opowieść o zmianach, które z perspektywy czasu nie zawsze są spektakularne i udane, ale zawsze znaczące – stanowią zapis napięć między estetycznymi ambicjami, rzeczywistymi możliwościami i redakcyjną tożsamością. Na przestrzeni lat czasopismo przechodziło liczne przemiany wizerunkowe, a każda z tych odsłon staje się wciągającym studium przypadku i ważnym świadectwem kultury wydawniczej swojego czasu.

 

Odsłona pierwsza: 1949—1956

Rozważnie i romantycznie

„Nowe Książki” ukazują się po raz pierwszy w Warszawie w 1949 roku jako biuletyn bibliograficzny poświęcony polskim nowościom wydawniczym. Funkcję redaktora naczelnego obejmuje Juliusz Wiktor Gomulicki – wykształcony przed wojną edytor, eseista i varsavianista. Oprawa graficzna i liternicza pierwszych numerów wyraźnie odzwierciedla oszczędną, surową estetykę lat powojennych. Uwagę zwracają symetryczna kompozycja dzielona poziomymi liniami, ciasno złożone kolumny tekstu, wąskie marginesy, szorstki papier oraz brak koloru i jakichkolwiek ozdobników. W tytułach przeważają poważne, szeryfowe kroje pisma. Okładka – w dzisiejszym rozumieniu – właściwie nie istnieje. W pierwszych numerach bezpośrednio pod winietą i podtytułem „Przegląd nowości wydawniczych” rozpoczyna się tekst. W kolejnych numerach pojawia się prosta ramka zapowiadająca skrótowo wiodące pozycje. Zarówno format, jak i sposób składu sprawiają dziś wrażenie bliższych książce niż czasopismu. W 1953 roku redaktorem naczelnym „Nowych Książek” zostaje krytyk literacki i prozaik Adam Klimowicz. Wraz z jego przyjściem pojawiają się pierwsze ilustracje i fotografie na okładkach. Tytuły – zarówno samego magazynu, jak i poszczególnych tekstów – zapisywane są dekoracyjnym, kaligraficznym liternictwem, które nadaje całości osobliwy urok, określany dziś mianem retro. Choć pismo pozostaje oszczędne w formie, monochromatyczne i drukowane na papierze niskiej jakości, w porównaniu z wcześniejszymi numerami zdaje się niemal kokietować czytelnika.

 

Odsłona druga: 1957—1960

Witamy kolor!

Na fali popaździernikowej „odwilży” w warstwie graficznej „Nowych Książek” pojawia się w 1957 roku większa swoboda – luźniejsza, asymetryczna kompozycja oraz gra skalą, formą i kolorem (co prawda tylko jednym i dawkowanym oszczędnie, ale i to stanowi znaczącą zmianę). Tytuł magazynu nadal zapisany jest klasycznym krojem szeryfowym, jakby redakcja nie do końca ufała jeszcze nowym porządkom, ale detal zdradza już świeższe myślenie: litera „Ą” otrzymuje charakterystyczny ogonek w formie kropki. W ten sposób nowa winieta – wciąż osadzona w tradycyjnym liternictwie – po raz pierwszy zostaje wzbogacona o unikalny gest graficzny. Uzupełnia ją odświeżony podtytuł „Nowych Książek”, które odtąd funkcjonują jako „Dwutygodnik” i stopniowo rozbudowują swoją zawartość, przekształcając się w czasopismo recenzyjno-publicystyczne. Okładki zaczynają zdobić reprodukcje dzieł grafiki warsztatowej – drzeworytów i litografii – a także reprodukcje rysunków i malarstwa. Z czasem ich miejsce zajmuje ramka „Dziś piszą”, eksponująca nazwiska recenzentów. Wraz z końcem 1957 roku pojawia się kolorowa apla, porządkująca kompozycję i wzmacniająca kontrast całej strony, a „Nowe Książki” z „Dwutygodnika” przekształcają się w „Przegląd literacki i naukowy”.

 

Odsłona trzecia: 1961—1964

Królowa fotografia

Kolejną dużą zmianę – wciąż pod auspicjami Adama Klimowicza – przynosi rok 1961. Dotychczasową winietę zastępuje nowa: oparta na mocniejszym, mniej klasycznym liternictwie i wzbogacona o zdecydowanie nowocześniejsze zabiegi graficzne. Tytuł wycięto w czarnym prostokącie, a spod fragmentów liter „N” i „K” usunięto kolorowe tło. Dzięki temu, przy użyciu zaledwie dwóch farb drukarskich, uzyskano efekt trójkolorowego znaku – znakomity przykład projektowej „gospodarności” wymuszonej ograniczonymi możliwościami poligrafii. Najważniejszym elementem okładki staje się jednak fotografia autora wyróżnionego w danym numerze – duża, monochromatyczna i dominująca wizualnie nad resztą kompozycji. Podtytuł „Przegląd literacki i naukowy” początkowo umieszczono po lewej stronie tytułu, na czarnych poddrukach, i odważnie obrócono o 90 stopni. W 1962 roku powrócono jednak do określenia „Dwutygodnik”, przenosząc je pod winietę. Jednocześnie po lewej stronie zdjęcia autora pojawia się krótka adnotacja zapisana w pionie, co dodatkowo dynamizuje kompozycję strony.

 

Odsłona czwarta: 1965—1969

Chcieć, ale czy móc?

W połowie lat 60. XX wieku okładka czasopisma przechodzi wyraźną metamorfozę. Do kolorowej apli ze zdjęciem i pionowym opisem dodano zupełnie nową winietę opartą na neoklasycznym kroju pisma w stylu Didot. Kroje tego typu, inspirowane XVIII-wieczną francuską typografią, charakteryzują się silnym kontrastem grubości linii oraz subtelnymi szeryfami, co nadaje im bardzo elegancki i wyrafinowany charakter, kojarzony – zarówno wówczas, jak i dziś – z magazynami takimi jak „Vogue” czy „Harper’s Bazaar”. „Nowe Książki” nie dążą jednak do prostego naśladownictwa zachodnich wzorców. Pozostają przecież polskim czasopismem recenzenckim i nie mogą konkurować z zagranicznymi periodykami modowymi drukowanymi w pełnym kolorze na papierze typu high gloss. Zyskują natomiast charakterystyczny, nieco żartobliwy detal: litera „N” łączy się z „K”, a kropki nad „i” i „ż” są nonszalancko uniesione. Winieta zostaje powiększona, stając się elementem równorzędnym wobec fotografii, która wcześniej dominowała na okładce. W rozwiązaniu tym odnaleźć można wymowną alegorię ówczesnych realiów: aspiracje wizualne ujawniające się w warstwie literniczej zderzają się z ograniczeniami krajowej poligrafii. Całość wciąż drukowana jest na papierze niskiej jakości, przy użyciu jednego koloru i czerni. Niedobór środków rekompensuje jednak legendarna pomysłowość.

 

Odsłona piąta: 1970

Oto jest modernizm

 Rok 1970 przynosi „Nowym Książkom” prawdziwą wizualną rewolucję. Pismo od trzech lat prowadzi już Zenona Macużanka, która pozostanie redaktor naczelną aż do 1984 roku. Dotychczasowy literniczy neoklasycyzm zostaje zastąpiony rozwiązaniem inspirowanym tzw. Swiss Style, czyli Międzynarodowym Stylem Typograficznym. Ten modernistyczny kierunek, ukształtowany w latach 50. XX wieku, opierał się na asymetrii, neutralnym, nieco technicznym języku wizualnym i bezszeryfowych krojach pisma. Jego nadrzędnymi wartościami były czytelność, funkcjonalność i prostota przekazu. Z okładki znika duże prostokątne zdjęcie i kolorowa apla. Ich miejsce zajmuje wyizolowany portret autora na białym tle, nadający całości nieszablonowy, artystyczny ton. Kompozycje stają się odważniejsze, oszczędniejsze formalnie i znacznie bliższe językowi plakatu niż tradycyjnej prasy literackiej. Po raz pierwszy w stopce redakcyjnej pojawiają się nazwiska autorów opracowania wizualnego. Wiadomo dzięki temu, że nad okładkami „Nowych Książek” pracowali wybitni polscy graficy: Tadeusz Michaluk – znany jako twórca licznych serii znaczków dla Poczty Polskiej i projektów okładek książkowych – oraz Mieczysław Wasilewski, jeden z najważniejszych przedstawicieli polskiej szkoły plakatu. To właśnie Wasilewski wzbogaca koncepcję Michaluka o uproszczone portrety tworzone na bazie fotografii Mariana Wigora. Nieprzypadkowo wiele z tych okładek mogłoby funkcjonować samodzielnie jako wielkoformatowe plakaty – każda stanowi zamkniętą, wyrazistą kompozycję.

 

Odsłona szósta: 1971

A jednak klasyka

Rok później następuje kolejna istotna zmiana. Projekt okładki staje się bardziej powściągliwy: powraca standardowe zdjęcie autora i znika kolor. Metamorfozę przechodzi także sama winieta czasopisma. Neutralny, modernistyczny krój bezszeryfowy ustępuje miejsca liternictwu szeryfowemu – bardziej klasycznemu, mimo zmiękczenia zaokrąglonym detalem. Stopka redakcyjna informuje, że autorem fotografii pozostaje Marian Wigor, nie ujawnia jednak autora nowej koncepcji graficznej. Biorąc pod uwagę wyraźnie bardziej zachowawczy kierunek wizualny, można przypuszczać, że przyczyną zmian był zbyt awangardowy charakter projektów Tadeusza Michaluka i Mieczysława Wasilewskiego.

 

Odsłona siódma: 1972—1987

Wysokie loty, awaryjne lądowanie

 W 1972 roku następuje powrót do odważniejszego języka projektowego, choć akcenty rozłożone są zupełnie inaczej niż wcześniej. Najważniejszym elementem okładki staje się typografia – masywna, blokowa i wzbogacona o efekt trójwymiarowości, który nadaje kompozycji wyrazistość oraz niemal architektoniczny ciężar. Winieta jest teraz nie tylko tytułem czasopisma, ale przemyślanym znakiem graficznym mogącym z powodzeniem funkcjonować poza kontekstem okładki. Dominuje ona nad fotografią i nadaje ton całej kompozycji. Pojawia się również nowy papier, poprawiający jakość reprodukcji i druku. Początkowo jedynym kolorowym akcentem na okładce jest numer wydania, od 1974 roku kolor obejmuje także winietę. Na niektórych fotografiach widoczny jest raster, który – zamiast maskować techniczne ograniczenia druku – zaczyna funkcjonować jako zamierzony zabieg estetyczny. Tym razem stopka redakcyjna uprzejmie donosi, że autorką tej przemiany wizerunkowej jest Jolanta Barącz – projektantka mniej dziś rozpoznawalna od swoich kolegów po fachu, lecz mająca na koncie równie wybitne dokonania. W okresie współpracy z „Nowymi Książkami” kierowała pracownią graficzną Państwowego Instytutu Wydawniczego, a następnie pracownią graficzną Młodzieżowej Agencji Wydawniczej. Słynęła z zamiłowania do dyscypliny graficznej, rytmu i dopracowanej typografii, co widać również w tym projekcie. Reprezentowała sposób myślenia, który dziś nazwalibyśmy świadomym, systemowym projektowaniem, w opozycji do dominującego wówczas bardziej intuicyjnego i artystycznego podejścia do grafiki. W 1977 roku projekt okładki pozostaje zasadniczo bez zmian, jednak ze stopki znika nazwisko projektantki. Rok później wnętrze czasopisma zaczyna się wyraźnie ożywiać – pojawiają się ilustracje Janusza Stannego, a layout staje się bardziej dynamiczny i wizualnie zróżnicowany. Pojawia się adnotacja, że układ typograficzny konsultowany jest przez Leona Urbańskiego – wybitnego grafika i typografa, znanego między innymi jako autor herbowego wizerunku Syreny Warszawskiej obowiązującego w latach 1967—1990. W drugiej połowie lat 80. coraz bardziej widoczne stają się skutki kryzysu gospodarczego schyłkowego okresu PRL. „Nowe Książki”, wówczas już pod kierownictwem Janusza Termera, nadal korzystają z projektu stworzonego przez Jolantę Barącz, jednak jego możliwości zostają mocno zredukowane przez realia produkcyjne. Z okładek znika kolor, zmniejsza się format czasopisma, a jakość papieru i druku drastycznie się pogarsza. Mimo tych ograniczeń projekt zachowuje swoją dyscyplinę i wyrazistość typograficzną, stając się świadectwem tego, jak dobre rozwiązania graficzne potrafią przetrwać nawet w warunkach materialnego niedoboru.

 

Odsłona ósma: 1988—1992

Eksperymenty na ciężkie czasy

Antidotum na coraz trudniejsze warunki rynkowe i poligraficzne ma być przekształcenie „Nowych Książek” z dwutygodnika w miesięcznik oraz zupełnie nowy projekt okładki. Czarno-biała fotografia oraz gęsty tekst zdają się niemal agresywnie wypełniać cały format, próbując zamaskować brak koloru i coraz bardziej niskobudżetowy charakter wydania. Kompozycje są zwarte, intensywne i podporządkowane zasadzie maksymalnego wykorzystania dostępnej przestrzeni. Pojawia się także nowa winieta, która – wbrew surowym realiom gospodarczym – swobodnie bawi się typografią, światłem międzyliterowym, skalą i rytmem powtórzeń. Tytuł zapisano wielkimi literami mocnego, bezszeryfowego kroju. Pomiędzy nimi czterokrotnie powielono mniejsze słowo „nowe” w rożnych konfiguracjach, tworząc wciągającą grę liter i nieregularny motyw graficzny o niemal eksperymentalnym charakterze. Podtytuł „Miesięcznik krytyki literackiej i naukowej” zostaje zapisany odręczną kaligrafią w górnej części okładki. Znaczną powierzchnię strony przeznaczono na zapowiedzi zawartości numeru, zaakcentowane poziomymi liniami, co dodatkowo wzmacnia wrażenie informacyjnego zagęszczenia i wizualnego nadmiaru charakterystycznego dla końca lat 80. W 1990 roku stanowisko redaktora naczelnego po Januszu Termerze obejmuje Marcin Czerwiński, który pozostawia dotychczasową koncepcję graficzną bez większych zmian. W tej formie „Nowe Książki” wchodzą w trudny okres transformacji – czasu gwałtownych przemian nie tylko politycznych i gospodarczych, lecz także technologicznych, które wkrótce na trwałe odmienią sposób projektowania i produkcji prasy.

 

Odsłona dziewiąta: 1993—2011

Koniec i początek

Ostatnia dekada XX wieku to dla polskiej branży wydawniczej wolnorynkowa eksplozja, a dla projektantów – definitywne pożegnanie tradycyjnych technik zecerskich i fototypii na rzecz komputerowego składu tekstu oraz grafiki, czyli technologii DTP. Rozpoczyna się nowa epoka projektowania – szybsza, bardziej elastyczna i stopniowo uniezależniająca grafików od ograniczeń dawnej poligrafii. W 1991 roku funkcję redaktora naczelnego „Nowych Książek” obejmuje Marek Klecel, a już rok później pismo ukazuje się w zupełnie nowej odsłonie. Za projekt okładki odpowiada duet Jan Bokiewicz i Wojciech Freudenreich – od 1994 do 1998 roku działający pod nazwą „studio1&1” – wyraziste osobowości polskiego projektowania graficznego, kojarzone przede wszystkim z zamiłowaniem do syntetycznego, niemal minimalistycznego języka wizualnego. I właśnie taki jest ten projekt. Projektanci nie ulegają fascynacji efektami specjalnymi oferowanymi przez coraz powszechniejsze komputery i nowe programy graficzne. Nie ma tu cyfrowych „fajerwerków”, gradientów ani akrobacji typograficznych. Najmocniejszym akcentem pozostaje winieta zapisana klasycznym krojem szeryfowym i umieszczona na apli, nadającej całości nienachalny, typowo prasowy charakter. Pojawiają się jednak detale sygnalizujące nowe czasy: zdjęcie autora drukowane jest teraz w pełnym kolorze, a na tylnej okładce ukazuje się informacja o objęciu pisma dotacją ministerialną. Z czasem pojawia się także odchudzona po denominacji cena, lepszy – powlekany – papier, a w końcu kod kreskowy, będący wymownym symbolem końca minionej epoki i wejścia w zupełnie inną rzeczywistość. Tomasz Łubieński, który objął stanowisko redaktora naczelnego w 1998 roku po Lidii Wójcik, pozostawił projekt niemal bez zmian aż do 2011. Dzięki temu – mimo gwałtownych przemian technologicznych i estetycznych przełomu wieków – koncepcja ta przetrwała osiemnaście lat, stając się najdłużej funkcjonującą identyfikacją graficzną w historii „Nowych Książek”

 

Odsłona dziesiąta: 2012—2026

Umiar w epoce nadmiaru

W 2012 roku pojawia się nowy projekt okładki, autorstwa Krzysztofa Rumowskiego. Pomimo praktycznie nieograniczonych możliwości nowoczesnej poligrafii pismo świadomie pozostaje przy koncepcji jednego koloru przewodniego, kontynuując tradycję wizualnej powściągliwości. Powracają także poziome linie porządkujące informacje i kompozycję okładki – rozwiązanie przywołujące projekt z 1988 roku. Sama winieta również przechodzi znaczącą zmianę: po raz pierwszy zastosowane zostają w niej dwa kroje pisma różniące się charakterem i grubością, co można interpretować jako symboliczną syntezę dotychczasowych rozwiązań. Podtytuł powraca pod winietę i zostaje skrócony do słowa „Miesięcznik”, podobnie jak niegdyś do „Dwutygodnika”. Fotografia ponownie staje się dominującym elementem okładki. Monochromatyczne portrety i sylwetki autorów wykonane przez Krzysztofa Dubiela zajmują całą jej powierzchnię, pełniąc funkcję tła dla pozostałych elementów kompozycji. Nazwisko prezentowanego w numerze autora staje się, obok winiety, najbardziej wyróżnionym elementem tekstowym. W 2019 roku redaktorem naczelnym zostaje Grzegorz Filip, który utrzymuje dotychczasowy projekt okładki bez większych zmian. Na początku 2025 roku, wraz z objęciem kierownictwa redakcji przez Joannę Stryjczyk, znika z niej tekst porządkowany poziomymi liniami, a fotografie zyskują kolor i zostają poddane mocniejszej obróbce graficznej. Pod koniec 2025 roku funkcję redaktora naczelnego obejmuje Andrzej Skalimowski, który przywraca bardziej stonowaną formę, zachowując jednak część wcześniejszych modyfikacji zwiększających czytelność kompozycji.

 

Co dalej?

Obecna koncepcja graficzna okładki funkcjonuje już od czternastu lat i wydaje się pozostawać w stanie względnej równowagi między tradycją a współczesnością. Znając jednak historię i specyfikę przemian wizerunkowych czasopisma, wiemy, że kolejne przesilenie było jedynie kwestią czasu – każda forma prędzej czy później zaczyna domagać się korekty, przesunięcia, nowego rytmu. I rzeczywiście – numer, który trzymają Państwo w rękach, stanowi zapowiedź nadchodzącej zmiany. We wrześniu „Nowe Książki” ukażą się w nowej, jedenastej odsłonie, otwierając kolejny rozdział swojej wizualnej historii. By tradycji stało się zadość.