Grzyby, muzyka i żal
Katarzyna Sarek
Muzyka dla duchów An Yu to oniryczna, pełna metafor opowieść o młodej kobiecie, która musi zmierzyć się z przeszłością i poczuciem niespełnienia. W powieści realność splata się z surrealizmem: grzyby stają się symbolem ukrytych emocji i nieprzepracowanych traum, a duchy – metaforą przeszłości, którą można stłumić, ale nie da się jej wymazać. To historia o samotności, dorastaniu do samej siebie i poszukiwaniu własnego głosu w świecie, który wtłacza nas w matryce i każe spełniać cudze oczekiwania.
Song Yan prowadzi monotonne życie w Pekinie u boku obojętnego męża i niemiłej teściowej, gdy nagle jej nudna rzeczywistość zaczyna pękać – nadchodzą tajemnicze przesyłki i wracają wspomnienia z dawno zapomnianych wydarzeń. Młoda kobieta porzuciła ścieżkę kariery pianistki, dobrowolnie wycofując się z życia, do którego wydawała się stworzona jako dziecko z muzycznej rodziny. Teraz jedynie udziela lekcji gry na fortepianie i bardzo chciałaby zajść w ciążę, na co nie zgadza się Bowen, jej mąż, wycofany emocjonalnie pracoholik w wiecznych delegacjach. Kiedy po śmierci ojca sprowadza samotną matkę do Pekinu, Song Yan przekonuje się, że mieszkanie z teściową pod jednym dachem jest jeszcze trudniejsze, niż się spodziewała, a kobieta zdominowała całe ich wspólne życie. Stopniowo poznaje rodzinne sekrety Bowena – jego siostrę po urodzeniu oddano do adopcji; a jej mąż miał już żonę, od której uciekł, gdy dowiedział się, że jest w ciąży. Okazuje się, że kompletnie nie zna mężczyzny, z którym dzieli życie.
W tej klaustrofobicznej atmosferze nagle zaczynają dziać się dziwne rzeczy: pod drzwiami jej mieszkania pojawiają się tajemnicze paczki wypełnione grzybami. Kto je przysyła i dlaczego? – to Song Yan musi dopiero wyjaśnić. Z czasem teraźniejszość zaczyna mieszać się ze wspomnieniami, snami i wizjami – granica między realnością a oniryzmem stopniowo się zaciera.
To właśnie grzyby są najbardziej uderzającym i niezwykłym motywem powieści. Wyrastają w najmniej spodziewanych momentach, pojawiają się w snach i na jawie, by stać się metaforą organicznego wzrastania tego, co wyparte; emocji, które – jak podziemna grzybnia – rozrastają się w mrocznych zakamarkach, ale w końcu i tak przebiją się na powierzchnię. Symbolizują również to, co niemożliwe do ujarzmienia: przeszłość, pamięć, żal. An Yu pokazuje, że pozornie uporządkowane życie bohaterki w rzeczywistości wypełnia siatka niewidzialnych pęknięć i śladów traum, które powoli zaczynają odgrywać coraz ważniejszą rolę.
Gdy wspólnie z teściową przyrządzają potrawy z grzybów od anonimowego darczyńcy, po raz pierwszy nawiązuje się między nimi nić porozumienia. Song Yan poznaje przeszłość starszej kobiety, jej konserwatywne poglądy na rodzinę i małżeństwo oraz uświadamia sobie, że jej własne zachowanie to miotanie się pomiędzy tradycją i nieuświadomioną potrzebą jej odrzucenia, a jej pasywność to być może symptom toczącego się w niej konfliktu. Grzyby w przyrodzie odpowiadają za rozkład i przemianę materii, a w życiu Song Yan stają się katalizatorem jej wewnętrznej przemiany. Dzięki nim zaczyna inaczej patrzeć na swoje małżeństwo, relację z teściową i samą siebie. Grzyby pokazują jej, że z rozkładu i gnicia może wyrosnąć coś nowego.
Tytułowe duchy pojawiają się w powieści zarówno dosłownie, jak i metaforycznie. To nie zjawy w klasycznym sensie – nie straszą i nie materializują się jako byty z zaświatów – to raczej duchy przeszłości, niespełnionych marzeń i utraconych możliwości. Są „wrośnięte” w codzienność, dzięki czemu powieść zyskuje aurę realizmu magicznego, w którym zaciera się granica między zwykłym a nadprzyrodzonym. Song Yan, która dobrowolnie otoczyła się ciszą – w pustym, pozbawionym muzyki mieszkaniu, pośród przemilczeń w rozmowach z mężem – dzięki otwarciu się na niesamowitość zaczyna znajdować ukrytą w ciszy treść. Jako pianistka zawsze skupiała się na dźwiękach, teraz odczytuje coraz więcej z przerw między nimi, bo absolutna cisza nie istnieje, a świat jest pełen odgłosów dostępnych jedynie dla tych, którzy chcą je usłyszeć.
Pekin w powieści An Yu nie jest jedynie nieistotnym tłem, lecz pełnoprawnym bohaterem. Pisarka pokazuje go nie poprzez panoramy czy monumentalne wizje spektakularnych budynków, lecz przez obrazy klaustrofobicznych wnętrz, ciemnych ulic i zamkniętych przestrzeni. W jej oczach to miasto gęste i tak duszne, że trudno w nim złapać oddech. Bohaterka błądzi po nim jak po labiryncie, poszukując drogi do konkretnych miejsc, ale także do swojej tożsamości. Mieszkanie Song Yan staje się mikroświatem, w którym codzienność gubi proporcje, a każda rozmowa z teściową czy jej krzywe spojrzenie niosą ze sobą ciężar kulturowych oczekiwań. W tym labiryncie nie ma przestrzeni na wolność, można z niego uciec jedynie do krainy snu i halucynacji. Jednak bohaterka w końcu znajduje w sobie siłę do walki: „Zawsze zdawałam sobie sprawę, że jestem sama, że istnieję osobno, ale żeby to zaakceptować i bez lęku pójść samotną ścieżką, potrzeba zupełnie innego rodzaju odwagi”.
Muzyka dla duchów to książka subtelna, pełna ciszy i niedopowiedzeń, pięknie przetłumaczona przez Karolinę Iwaszkiewicz, której udało się oddać melodię tej powolnej prozy. Nie jest lekturą dla tych, którzy oczekują wartkiej akcji czy klasycznej konstrukcji fabularnej. Ale jeśli czytelnik podda się jej surrealistycznemu rytmowi, w którym przenikają się światy ludzi, duchów i grzybów, odkryje niezwykle poruszającą historię, która w nieoczywisty sposób porusza ważne dla współczesnego człowieka tematy.